Znak diabła

Tytuł oryginalny: La Marca del Demonio

Reżyseria: Diego Cohen

Obsada: Eduardo Noriega, Eivaut Rischen, Arantza Ruiz

Scenariusz: Ruben Escalante Mendez

Kraj pochodzenia: Meksyk

Rok powstania: 2020

Znak diabła - okładka

Meksykański horror czerpiący z twórczości Lovecrafta? Brzmi intrygująco? Możliwe, bo filmów z kraju tequili i burritos nie widzimy u nas zbyt często, a szczególnie takich, które sięgają po mitologię samotnika z Providence. Tymczasem Netflix zaserwował nam “Znak diabła”, koktajl, którego nie omieszkałem spróbować.


Pracująca na uniwersytecie lingwistka, otrzymuje tajemnicza księgę. Zafascynowana przesyłką zabiera ją do domu, zamyka na klucz, ale to nie powstrzymuje jej córki, przed wykradnięciem tomiszcza. Wraz z siostrą szybko zaczynają podejrzewać, że to Necronomicon i trochę pochopnie, dla zabawy, recytują fragment. Wkrótce jedna z nich zaczyna dziwnie się zachowywać, a druga szuka dla niej pomocy u egzorcysty.


Punkt wyjścia jak na film o egzorcyzmach, do przyjęcia. Szczególnie, że zaczyna się całkiem klimatyczną sceną z przeszłości. Potem przenosimy się o trzydzieści lat do teraźniejszości, gdzie obserwujemy zmagania bohaterów. O pani naukowiec i jej córkach już wspomniałem. Jest jeszcze ich lubiący puzzle ojciec, pewien ksiądz narkoman i tajemniczy egzorcysta. Wszystko podane maksymalnie na serio, co momentami przejawia śladowe ilości nieco przyciężkiego, ale jednak klimatu. Szczególnie, w momentach gdy zaczyna się coś dziać lub pojawiają się jakieś zwłoki, bo i takie przez ekran się przewiną.


Jak już wspomniałem, fabuła czerpie z twórczości Lovecrafta. Mamy Necronomicon, demona i wspomnienie samego autora. Widać naszym bohaterkom nie obcy jest fantastyczny jak i ten bardziej realny motyw demonologii. Brakuje jednak klimatu znanego z książek pisarza. Pada tu parę nazw, jest kilka scen, które starają się do niej nawiązać, ale robią to dosyć nieudolnie. Zresztą nie tylko to, bo mamy tu wiele scen, które mogłyby zostać całkiem fajnie rozwinięte, ale chyba zabrakło na nie pomysłu, albo budżetu. Tego wystarczyło za to na czarne gałki oczne, kilka nadludzkich skoków i trochę czarnej mazi. Nie generuje to zbytniego strachu ani jakiegoś soczystego klimatu. Ot, taka produkcja klasy B.


Niskobudżetowość widać też w samej realizacji. Kamera pracuje tak sobie, efekty specjalne nie porywają, ale też nie przeszkadzają, a aktorzy ze swoich ról wywiązują się co najwyżej przyzwoicie. Choć Matka naszych bohaterek nadzwyczaj często mnie irytowała, ale nie jestem pewien czy to wynikało z kunsztu aktorskiego, czy bardziej z roli jaką odgrywała. Sama fabuła nie porywa, ale jakiś tam pomysł był. Można by jednak usiąść i go dokładniej przemyśleć, bo niektóre wydarzenia są mocno naciągane. Laska po imprezie się nie budzi, nawet potrząsana, więc rodzina cały dzień chodzi wokół niej na paluszkach. Serio?


Trafią się za to dwa fajne ujęcia z drona. Ale umówmy się. Jeśli masz drona i w miarę ciekawy teren, to nie jest to jakaś wybitna sztuka.


Znak diabła” przejawia czasami pewien potencjał, ale w żadnym momencie go nie rozwija. W efekcie seans przynosi zawód. Nie jest może tragiczny, ale jeśli nie jesteście fanatykami filmów o egzorcyzmach i nie postawiliście sobie wyzwania oglądania wszystkiego, co choćby nawiązuje do twórczości Lovecrafta, możecie sobie ten film odpuścić.

underluk

GORE

3

STRACH

2

OCENA

3