Halloween

Tytuł oryginalny: Halloween

Reżyseria: David Gordon Green

Obsada: Jamie Lee Curtis, Judy Greer, Andi Matichak, Haluk Bilginer

Scenariusz: Jeff Fradley, David Gordon Green, Danny McBride

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2018

Halloween - okładka

Nie często mam tak, że po seansie czuję się rozdarty. W przypadku “Halloween” pewne znaczenie może mieć fakt, że akurat przygody Michaela Myersa darzę dużym sentymentem. Może też dlatego tak długo zwlekałem z sięgnięciem po obraz z 2018 roku. Aż w końcu obejrzałem. I cóż… jestem rozdarty.


Autobus, którym przewożeni są pacjenci zakładu dla obłąkanych, ulega wypadkowi. Wśród przewożonych jest Michael Myers, seryjny morderca, który czterdzieści lat temu zamordował pięć osób. Na wolności znów zaczyna zabijać, a jego niedoszła ofiara sprzed lat, Laurie Strode wydaje się tylko czekać na ten moment.


Już początek skutecznie ostudził mój zapał. Otóż dowiadujemy się, że Michael od czterdziestu lat nie odezwał się ani słowem. Ani mru mru… przez cztery dekady. Więc kto go odwiedza? Para dziennikarzy by… tak, przeprowadzić z nim wywiad. Serio? Zresztą, cała ta sekcja otwierająca jest mocno chybiona.


Zdecydowanie nie przemawia do mnie także postać Laurie. Bohaterka niczym Sarah Connor z drugiego “Terminatora” wyrosła na twardą babkę. Zaszyła się gdzieś na odludziu, zbudowała sobie schron, uzbierała spory arsenał i żyje w oczekiwaniu, aż przybędzie morderca z lat jej młodości by mogła stawić mu czoła. Gdy Michael pojawia się w jej domu, bohaterka chowa się w ukryciu. Niby spoko. Tylko czemu minutę później strzela do niego przez podłogę. Zupełnie na ślepo. Potem biega po domu z latarką, gdy tymczasem otoczenie domu jest oświetlone lampami bardziej niż w samo południe światłem słonecznym. Nie lepiej byłoby zapalić żarówki w chacie?


Ja wiem, że to jest slasher i pewna naiwność jest wpisana w ten gatunek, ale litości. Przynajmniej warto byłoby mieć trochę szacunku dla widza, skoro najwyraźniej scenarzysta nie miał go dla samego siebie. A to tylko przykładowe głupotki, które najbardziej mnie zabolały.


Ale, żeby oddać “Halloween” sprawiedliwość, trzeba przyznać, że choć pod względem logiki potyka się o własne nogi, to pod względem czerpania z korzeni, wypada całkiem nieźle. To nie jest film w stylu tych, które zaserwował nam swego czasu Rob Zombie. Tutaj twórcy sięgają do końcówki lat siedemdziesiątych i czerpią pełnymi garściami z pierwszej części serii. Momentami jest bardzo dobrze. Tempo akcji, ogólny klimat i niektóre sceny z sukcesem oddają hołd tamtej produkcji. Dobrze wypadają też sceny morderstw. Michael jest zdecydowany i nie przebiera w środkach, co przekłada się na momentami całkiem brutalny efekt. Na pewno jest to plus tej produkcji. 


Dlatego jeśli jesteście fanami obraz z 1978 roku, jest szansa, że w wersji z 2018 znajdziecie całkiem sporo dla siebie. Szczególnie, że obraz poza kilkoma irytującymi scenami, oglądało mi się całkiem nieźle. Fajna atmosfera i kilka całkiem przyzwoitych scen morderstw oraz sam Myers, potrafią przykuć do ekranu. Czuć tu całkiem solidne poszanowanie dla źródła. Niestety smak psuje Laurie “czekającanaterminatora” Strode i kilka dyskusyjnych zwrotów akcji. Mi to trochę przeszkadzało, ale sam film ogólnie rzecz biorąc wypada całkiem przyzwoicie. Choć zdecydowanie mogło być lepiej. 

underluk

GORE

5

STRACH

3

OCENA

6