Leatherface

Tytuł oryginalny: Leatherface

Reżyseria: Alexandre Bustillo, Julien Maury

Obsada: Sam Strike, Lili Taylor, Jessica Madsen, Stephen Dorff

Scenariusz: Seth M. Sherwood

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2017

Leatherface - okładka

Leatherface” to geneza jednej z gwiazd slasherów. W końcu charakterystycznego mordercę z “Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” kojarzy każdy miłośnik gatunku. Tworząc historię powstania takiej postaci można by się pokusić, o coś, co nie tylko zostanie zapamiętane, ale i dobitnie umotywuje wydarzenia z wcześniejszych filmów, których akcja chronologicznie dzieje się później.


Takiego wała.


Genezę Latherface’a przedstawioną w recenzowanym filmie, można pokrótce określić jako wpływ środowiska. Otóż młody chłopak wychowuje się na farmie w rodzinie, która zdecydowanie nie przestrzega ogólnie przyjętych norm społecznych. W końcu polowanie na ludzi nie jest powszechnie przyjętą i akceptowaną praktyką. Widać, że w jego wnętrzu trwa walka i niekoniecznie ma ochotę mordować. Pech chce, że pewnego dnia w ręce oprawców trafia córka pewnego policjanta, a wkrótce nasz bohater trafia do psychiatryka. Po jakimś czasie ucieka z niego, a to, co będzie działo się później, popchnie go w mroczniejszą stronę jego osobowości.


Leatherface” może pochwalić się całkiem sensowną dawką brutalności. Nie jesteśmy tu, co prawda zalewani krwią i flakami, ale sceny morderstw ukazane są dosadnie i z pewnością mogą przypaść do gustu miłośnikom takich doznań. Twórcy w tym aspekcie wykazali się inwencją i wywiązali ze swojej pracy co najmniej przyzwoicie.


Niestety to jedyna sfera tego obrazu, która może się podobać. Reszta wykonana jest przeciętnie, albo nawet półkę niżej.


Bohaterowie są sztampowi do bólu, jednowymiarowi i nakreśleni po najmniejszej linii oporu. Na domiar złego żadna z postaci nie jest interesująca. Nawet tytułowy antybohater niczym się nie wyróżnia, a jego przemiana, że tak to określę, nawet na moment niczym nie zaskakuje. Bardziej prostacko nie dałoby się jej nakreślić. Dodajcie do tego skąpą warstwę psychologiczną. Twórcy niby starają się wpleść tu jakąś głębię, ale wyraźnie im to nie wychodzi, przez co seans wydaje się zwykłym prostym slasherem, który ogląda się bez zaangażowania, a całość pozostawia niedosyt. Jakby tego było mało, środkowa część filmu zwyczajnie przynudza. Istotny jest początek i końcówka. Wszystko pomiędzy można by wyciąć i wielkiej straty by nie było.


Sama postać Leatherface’a też nie porywa. Pomijając już nawet skąpą psychologię, to grający go aktor zwyczajnie nie pasował mi do tej roli. Ile razy pojawiał się na ekranie, kompletnie nie mogłem uwierzyć, że to on ma się stać tym słynnym zabójcą z późniejszych filmów.


Nie będę ukrywał, że “Leatherface” to stracona szansa. Zdecydowanie można było z tego pomysłu wycisnąć dużo więcej. Film nie tylko zawodzi jako geneza tytułowego mordercy, ale nawet średnio broni się jako slasher. Same sceny morderstw są w porządku, ale cała reszta od fabuły przez aktorstwo po generowane napięcie, to już co najwyżej średnia półka. A szkoda.

underluk

GORE

5

STRACH

3

OCENA

4