Szkoła czarownic

Tytuł oryginalny: The Craft

Reżyseria: Andrew Fleming

Obsada: Robin Tunney, Fairuza Balk, Neve Campbell, Rachel True, Skeet Ulrich

Scenariusz: Andrew Fleming, Peter Filardi

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 1996

Szkoła czarownic - okładka

Ciekawostką, która rzuca się w oczy w przypadku filmu “Szkoła czarownic” jest fakt, że miał on premierę w tym samym roku co “Krzyk”, a w obu obrazach w obsadzie znaleźli się Neve Campbell i Skeet Ulrich, którzy wcieli się w istotne dla obu produkcji role. Na tym koniec podobieństw.


Sarah przeprowadza się do nowego miasta. Jej matka nie żyje, bohaterka mieszka z ojcem, ma za sobą próbę samobójczą i najwyraźniej obdarzona jest pewnymi niezwykłymi zdolnościami. Do jej nowej szkoły uczęszczają trzy koleżanki, powszechnie uważane za czarownice, bo i ich zachowanie jak i lektury jednoznacznie świadczą o zainteresowaniach magią. Do pewnego rytuału brakuje im czwartej osoby, a Sarah szybko wpada im w oko. Ale z czarami trzeba obchodzić się ostrożnie.


Szkoła czarownic” jest typowym filmem dla nastolatek. Bohaterki poza tym, że parają się magią, zmagają się także ze swoimi problemami. Jedna ma blizny po poparzeniach, druga jest prześladowana, trzecia fatalne warunki życiowe, a i złamanych serc nie brakuje. Rozwiązaniem problemów wydaje się magia, ale wszystko co czynią innym, wraca do nich po trzykroć.


Pierwsza część filmu to zapoznanie się naszych bohaterek i niewinne zabawy z czarami. Choć z czasem widać narastające konflikty, to mamy do czynienia bardziej z fantasy niż horrorem. Ten ostatni zagarnia coraz więcej miejsca wraz z upływającymi minutami seansu, by pod koniec skraść widowisko dla siebie. Gdy zaczyna się już dziać, to może widz nie będzie podskakiwał na fotelu, nie będzie zasłaniał oczu, ani zatykał ze strachu uszu, ale pewien dyskomfort może się pojawić. Szczególnie, że momentami z ekranu węże, mączniaki, szczury czy inne karaluchy zaczną wylewać się w ilościach hurtowych. Mierzi Cię widok gadów, płazów i wszelkiego robactwa? Lepiej przygotuj się na ten widok.


Technicznie “Szkoła czarownic” jest typowym filmem z połowy lat dziewięćdziesiątych. Ciężko się do czegoś szczególnie przyczepić, ale niektóre sceny mogłyby być zagrane lepiej. Mimo wszystko ogląda się całkiem przyjemnie, choć nie ukrywam, że całość jest mało straszna. Za to muzyka jest fajna. 


Tym samym, jeśli lubicie filmy z tamtej epoki, szczególnie te o nastolatkach, a czary i magia to interesujący Was temat, można sięgnąć. Nie jest to film wybitny, ale ma swoje dobre strony (gady i robaki), całkiem składny scenariusz i nawet nie żałuję poświęconego mu czasu. Zachwycać też nie mam się nad czym. Średniak, ale solidny. Możliwe, że kobiecej części widowni spodoba się bardziej.

underluk

GORE

2

STRACH

3

OCENA

5