Upiorne opowieści po zmroku

Tytuł oryginalny: Scary Stories to Tell in the Dark

Reżyseria: André Øvredal

Obsada: Zoe Margaret Colletti, Michael Garza, Gabriel Rush, Dean Norris

Scenariusz: Kevin Hageman, Dan Hageman, Guillermo del Toro

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2019

Upiorne opowieści po zmroku - okładka

Upiorne opowieści po zmroku” bazują na książce Alvina Schwatza z 1981 roku, która nawiasem pisząc, doczekała się także polskiego przekładu w okolicach premiery filmu. Ale nie będę tutaj konfrontował literatury z ekranizacją, a skupię się tylko na tej drugiej. Jakby w oderwaniu od pierwowzoru.


Mamy Halloween 1968 roku. Amerykanie walczą w Wietnamie, a nastolatkowie zbierają słodycze w mniej lub bardziej strasznych przebraniach. No i oczywiście straszą się nawzajem. Niektórzy mają też ze sobą na pieńku, co doprowadza grupkę naszych bohaterów do okolicznej nawiedzonej posiadłości. Podobno przetrzymywana była tam córka właścicieli, która krwią spisywała straszne historie. Legenda głosi, że każdy kto usłyszy taką opowieść, ginie. No i znajdują tam notatnik, w który wkrótce zaczną pojawiać się nowe opowiadania, a ich bohaterami będzie znana nam już grupka przyjaciół. Choć nie tylko.


Film wyreżyserował André Øvredal, który stoi za takimi produkcjami jak niezły “Łowca trolli” czy bardzo dobra “Autopsja Jane Doe”. Napawało to optymizmem i w sumie wyszło nie najgorzej. Ale po kolei.


Upiorne opowieści po zmroku” od początku przykuwają uwagę realizacją. Plastyka obrazu, kreacja świata czy prowadzenie kamery wypadają świetnie. Również aktorzy wywiązują się ze swoich zadań wzorowo. Ich kreacje są autentyczne. Ci dobrzy od razu wzbudzają sympatię, a chuligani jak to chuligani, od razu budzą awersję. To, co widzimy na ekranie też nie budzi żadnych sprzeczności. Osadzenie akcji pod koniec lat sześćdziesiątych, wymagało od twórców pewnego zachodu w przygotowaniu planu zdjęciowego i wyszli z tego zadania obronną ręką. Wszelkie kostiumy, wyposażenie wnętrz czy nagrania w radio lub tv, doskonale pasują do tamtej epoki. Razem z przewijającym się w tle konfliktem w Wietnamie. Nie inaczej jest z efektami specjalnymi. Wyglądają one bardzo dobrze i klimatycznie. Ogólnie rzecz biorąc technikalia, że mucha nie siada. Pierwsza liga.


Ale w horrorze, to nie aspekty techniczne przesądzają o sukcesie. Recenzowany film zalicza się do tych stawiających bardziej na atmosferę niż szokowanie. Zapomnijcie o krwi i makabrze. Należy się nastawić na podążające po ścianach cienie, budzące lęk postaci i sukcesywnie potęgowane napięcie. I muszę przyznać, że wyszło to całkiem nieźle. Szczególnie przemykające na ekranie straszydła prezentują się okazale i odpowiednio niepokojąco. A widniejący na plakatach strach na wróble to tylko przykład. I wcale nie najjaskrawszy. To wszystko w połączeniu z kreacją środowiska i technicznymi aspektami produkcji, buduje bardzo przyjemny klimat.


Całość jest jednak trochę za bardzo wygładzona, przez co straszy mniej, niż by mogła. Momentami jest intensywnie, ale brakuje scen budzących prawdziwy lęk. Owszem jest napięcie, ale brakuje grozy, która ścina krew lub choć jeży włoski na karku. Momentami wkrada się także odrobina nudy, a i parę błędów logicznych można by wytknąć. Nie da się też ukryć, że w “Upiornych opowieściach po zmorku” nikt nie starał się wymyślić horroru na nowo, więc i nie brakuje schematów, które nieco osłabiają odbiór całości.


W efekcie film choć dopracowany wizualnie i bardzo dobry z technicznego punktu widzenia, trochę zawodzi tam, gdzie horror powinien położyć główny nacisk. Nie straszy tak, jak obiecuje, że straszył będzie. Mimo wszystko myślę, że warto po “Upiorne opowieści po zmroku” sięgnąć. To przyjemne kino grozy, które nie przerazi widza na śmierć, ale które zwyczajnie przyjemnie się ogląda.

underluk

GORE

2

STRACH

4

OCENA

7