Niewesołe miasteczko

Tytuł oryginalny: Willy's Wonderland

Reżyseria: Kevin Lewis

Obsada: Nicolas Cage, Emily Tosta, Beth Grant, Grant Cramer

Scenariusz: G.O. Parsons

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2021

Niewesołe miasteczko - okładka

Czasem trafiają się charakterystyczni aktorzy, którzy słyną z jednej roli. Inni sprawdzają się w każdej, w której zostaną obsadzeni. Jeszcze innym razem, każda postać grana przez niektórych odtwórców jest jest identyczna. Nie ważne czym by się zajmowała. I jest on. Nicolas Cage. Trzeba by stworzyć dla niego osobną kategorię. W każdym razie to on jest głównym bohaterem “Niewesołego miasteczka” i nie będę ukrywał, sprawdza się tu wyśmienicie.


Amerykańska prowincja, zabita dechami mieścina i pewien zamknięty lokal, który niegdyś podobno tętnił życiem, a każde okoliczne dziecko chciało obchodzić w nim urodziny. Dziś to wspomnienie, a nasz bohater po awarii samochodu nie mogąc zapłacić kartą za naprawę, zgadza się odpracować rachunek. Ma we wspomnianym budynku spędzić noc i trochę posprzątać. Nie wie jednak, że nie jest pierwszym, który tam trafił. Jednak nikt, no prawie nikt, stamtąd nie wyszedł.


A co kryje się w obskurnym lokalu? Mechatroniczne maskotki, w które w wyniku satanistycznego obrzędu, wcieliły się duchy seryjnych morderców. Brzmi prawilnie.


I to właśnie z nimi zostanie zamknięty nasz bohater. A właściwie to one zostaną zamknięte z nim. Jak to wyrazi jedna z samozwańczych bohaterek, która postara się mu pomóc, a przy okazji spalić budynek. Bo postać grana przez Nicholasa Cage’a to gość twardszy niż skała, któremu Chuck Norris mógłby buty czyścić, a Jason Statham co najwyżej prasować koszulki. I co godne zaznaczenia, przez cały film nie wypowiada ani jednego słowa. Czujesz to?


Niewesołe miasteczko” to film, który świadomie pozuje na poważne kino korzystając z nie do końca poważnych chwytów. I robi to wyśmienicie, co przyjmuję z otwartymi ramionami. Główna postać przerysowana jest do bólu. Skórzana kurtka, okulary przeciwsłoneczne, worek energetyków i wciąż ten sam grymas na twarzy. Ślicznie. Zresztą to samo (w kwestii przerysowania) można powiedzieć o bohaterach drugoplanowych. Mechatroniczne straszydła prezentują się odpowiednio, a towarzysząca im otoczka i legenda sprawdzają się wybornie. Że cała ta historia jest naciągana? Jak stringi Nicki Minaj. I co z tego, skoro niesie ze sobą masę czystej zabawy. Mało strasznej, owszem, ale jakże cudownie przesadzonej w swej powadze.


Świetnie prezentują się także sceny walki. Bo muszę zaznaczyć, że nasze pupilki atakują bohatera w dość regularnych odstępach czasu, a on jak przystało na gościa, który nie je miodu tylko żuje pszczoły, walczy z nimi gołymi rękoma. Skutecznie i widowiskowo.


Choć Nicholas Cage nie jest jedynym aktorem w tym filmie, trzeba przyznać, że kradnie dla siebie całe widowisko. Reszta obsady z pewnymi wyjątkami balansuje gdzieś w okolicach średniej. O ile aktor już w “Mandy” wypadł bardzo dobrze, choć tamten film był w moim mniemaniu przeraźliwie nudny, tak tutaj sprawdza się wyśmienicie, a “Niewesołe miasteczko” dostarcza czystej radosnej rozrywki. Mało strasznej, ale i tak godnej sprawdzenia.

underluk

GORE

4

STRACH

3

OCENA

8