Truposze nie umierają

Tytuł oryginalny: The Dead Don't Die

Reżyseria: Jim Jarmusch

Obsada: Bill Murray, Adam Driver, Tilda Swinton, Steve Buscemi, Danny Glover

Scenariusz: Jim Jarmusch

Kraj pochodzenia: RPA, Szwecja, USA

Rok powstania: 2019

Truposze nie umierają - okładka

Praktycznie każdy film o zombie zawiera sekwencję, kiedy kamera sobie leniwie sunie, a widz może oglądać truposzy jak smętnie powłuczą nogami, nie bardzo wiedzą co ze sobą zrobić, coś zjadają i tym podobne atrakcje. Ot, taka scenka mająca na celu przedstawić ich smutny żywot, a w widzu wzbudzić nieco apokaliptycznych emocji. Sprawdza się, gdy trwa to dwie minuty. Natomiast gdy w tej konwencji utrzymany jest cały seans, to mamy gotowy przepis na straszliwie nudny film, z którego postanowił skorzystać Jim Jarmusch. W ten sposób dostaliśmy chyba najnudniejszy horror o zombie w historii.


Zawiązanie fabuły jest klasyczne. Odwierty gdzieś na Arktyce powodują, że zmarli wracają do życia. No takiego prawie życia, bo zależy im tylko na tym, co pochłaniało ich gdy byli jeszcze mniej sztywni. No i są głodni. Senne amerykańskie miasteczko wkrótce będzie musiało stawić czoła pladze zombie.


Brzmi dramatycznie, ale spokojnie, na ekranie nie będzie działo się zbyt wiele. Bohaterowie chęć do życia wydają się mieć mniej więcej na tym samym poziomie, co zwłoki wygrzebane z grobu. Zresztą i dynamikę podobną. Niby coś tu się dzieje, jest nawet jakaś walka, pada kilka trupów, ale to wszystko jest tak wyprane z emocji, że można to skwitować jedynie ziewnięciem. Od razu dodam, że ta ostatnia czynność będzie obecna aż do napisów końcowych, bo od początku do samego końca z ekranu wieje przeraźliwą nudą. Same zombie wyglądają mocno tak sobie, a sceny ich egzekucji mówiąc delikatnie, nie porywają.


Owszem, w “Truposze nie umierają” można znaleźć kilka ambitnych akcentów. Jest nie głupi humor. Jest motyw walki z rasizmem. Wreszcie jest wyraźna krytyka konsumpcjonizmu. Ale co z tego, skoro ten film to taki klasyczny zombie. Nie prezentuje się najlepiej, smętnie włóczy się po okolicy i życia w nim tyle, co w aktorach na ekranie.


Może taka była konwencja. Może ja jestem głupi i nie zrozumiałem tego, co reżyser chciał mi przekazać. Możliwe. Ale dawno się tak nie wynudziłem.


Jeśli cierpisz na bezsenność, a nasenne tabletki na ciebie nie działają, polecam alternatywną metodą. Ciepłe mleczko i seans “Truposzy nie umierają”. Możliwe, że zaśniesz zanim na ekranie zacznie się coś dziać, ale nic straconego. Dziać będzie się niewiele, a przynajmniej się wyśpisz. Lepsze to niż dotrwać do napisów końcowych i mieć potem poczucie straconego czasu.


Pisząc krótko. Nuda. 

underluk

GORE

3

STRACH

2

OCENA

3