Sanktuarium

Tytuł oryginalny: The Unholy

Reżyseria: Evan Spiliotopoulos

Obsada: Jeffrey Dean Morgan, William Sadler, Cary Elwes, Cricket Brown

Scenariusz: Evan Spiliotopoulos

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2021

Sanktuarium - okładka

Tłumaczenia angielskich tytułów na nasz rodzimy język, to kwestia, która mogłaby być całkiem ciekawym tematem jakiejś pracy naukowej. Świeżutkim przykładem może być “The Unholy”, które u nas jest rozpowszechniane jako… “Sanktuarium”. Ani to sensowny przekład, ani nie za bardzo pasuje do samego filmu. Ale co tam.


Horror bazuje na książce “Święte miejsce” (“Shrine”) Jamesa Herberta. Jeśli czytaliście oryginalną historię, to wiecie o czym jest “Sanktuarium”. Nie jest to może dokładna ekranizacja, ale oba dzieła mają ze sobą tyle wspólnego, że nawet jak zna się tylko jedno z nich, to podczas kontaktu z drugim nie da się nie połączyć faktów.


W małym miasteczku, zaczynają dziać się cuda. Najpierw głucha dziewczyna odzyskuje słuch, a potem twierdzi, że przemawia do nie Maria. Potem kaleki chłopiec zaczyna chodzić, a figura Matki Boskiej płacze krwawymi łzami. Wszystko od samego początku ma okazję obserwować pewien dziennikarz o wątpliwej reputacji, a kościół przysyła do miasteczka swoich przedstawicieli, by zbadali całą sytuację. Wieści o cudach oczywiście szybko się rozchodzą, a do miasteczka zaczynają napływać wierni, ciekawscy i przedstawiciele mediów. Jednak nie wszystko jest tym, czym na pierwszy rzut oka się wydaje.


Co wiemy od samego początku, bo film rozpoczyna się wydarzeniami z przeszłości, by po chwili przenieść się do teraźniejszości, w której zostaniemy już do końca. I to jest moim zdaniem fatalna pomyłka reżysera, która na dzień dobry obdziera “Sanktuarium” z tajemnicy. Normalnie mielibyśmy opowieść o miasteczku, w którym dzieją się cuda i z czasem robiłoby się coraz groźniej, a widz zastanawiałby się, jaka jest druga strona tych wydarzeń. Tymczasem od początku wiemy co jest grane.


Wielka szkoda, bo produkcja może się podobać. Wszystko dzieje się niespiesznie, ale nie mogę powiedzieć bym się nudził. I nawet znajomość literackiego oryginału, mi nie przeszkadzała w cieszeniu się seansem. Poszczególne wydarzenia skutecznie trzymają przed ekranem, a Jeffrey Dean Morgan, który wciela się tutaj w upadłego, że tak napiszę, dziennikarza, na tyle fajnie odgrywa swoją postać, że spokojnie jest w stanie uciągnąć cały film. Zresztą pozostali członkowie obsady też dają radę.


Jasne, jest tu kilka momentów, które wypadają słabiej. Parę klisz i naciąganych wydarzeń, ale całokształt i tak wypada na plus. Szczególnie, że film odznacza się interesującą atmosferą, która budowana jest wolnym tempem akcji oraz religijnymi dogmatami przeplatanymi z bardziej horrorowymi chwytami. Groza ma tu kilka obliczy. Mamy klimatyczne sceny, w których niewiele się dzieje, ale pod skórą czuć, że zło czai się za rogiem. Jest kilka jump scarów. Wreszcie jest i klasyczny finał, w którym nikt nie bawi się już w subtelności.


Generalnie, gdyby nie wspomniana wyżej scena otwierająca, która jest w najmniej odpowiednim momencie, “Sanktuarium” byłoby całkiem przyzwoitym horrorem (i miałoby punkcik więcej do oceny). W sumie mimo to, nadal takim jest, ale zdecydowanie czuć, że bez niej, całość mocno by zyskała. Tym bardziej szkoda, że ktoś tego wcześniej nie przemyślał. Mimo to sądzę, że warto filmowi dać szansę.

underluk

GORE

2

STRACH

5

OCENA

6