Otchłań

Tytuł oryginalny: Kolskaya sverhglubokaya, Superdeep

Reżyseria: Arseny Syuhin

Obsada: Milena Radulovic, Sergey Ivanyuk, Nikolay Kovbas, Vadim Demchog

Scenariusz: Arseny Syuhin

Kraj pochodzenia: Rosja

Rok powstania: 2020

Otchłań - okładka

Rosyjskie produkcje nie są mi szczególnie bliskie. Może nie licząc “Wilka i zająca”. Sięgając po “Otchłań”, nie wiedziałem w jakim kraju film powstał, co wyjaśniło się już na etapie plansz producentów. A fakt, że po niego sięgnąłem był czystym przypadkiem. Ot, odpaliłem platformę streamingową, z postanowieniem, że włączę pierwszy horror z listy, którego jeszcze nie oglądałem. Wyszło całkiem nieźle. 


Jest rok 1984. Na Rosyjskim mroźnym pustkowiu prowadzone są badania w głębi ziemi. Właściwe to w najgłębszym odwiercie na świecie. Jednak naukowcy na głębokości 12 262 metrów natykają się na coś zaskakującego. Wkrótce wybucha wśród nich ognisko dziwnej choroby, którą ma zbadać nasza bohaterka. Ale to nie jest akcja ratunkowa. Celem pojawienia się w bazie badawczej pani mikrobiolog wraz z wojskową obstawą, nie jest niesienie pomocy, a zebranie próbek. Ale zagrożenie jest groźniejsze niż oczekiwano. 


Nie lubię takich porównań, ale podczas seansu nasuwały mi się trzy tytuły. Jeden do pierwszy filmowy “Resident Evil”, ze względu na niektóre ujęcia. Drugi to gra “The Last of Us” bo epidemia, wywołana nieznanym grzybem wpływa mocno na ludzi. Trzeci to wreszcie “Coś” Carpentera bo baza badawcze jest ciasna i duszna, a i lodu na początku nie brakuje. Może też dlatego film podobał mi się bardziej, niż średniemu widzowi w internecie. 


To co szczególnie przypadło mi do gustu, to makabryczne efekty specjalne. Są niesamowicie klimatyczne. Grzyb szybko zmienia ludzi w dość groteskowe monstra, które zaskakują rozmachem. Nie chcę zdradzać szczegółów, więc powstrzymam się przed opisem poszczególnych scen, ale zdecydowanie jest na czym oko zawiesić. Takich scen nie ma może dużo, ale tych kilka w zupełności wynagradza seans. 


Ciasne i duszne pomieszczenia podziemnej bazy tworzą niezły klimat. Nie bardzo jest gdzie uciekać, a każdy krzyk niesie się daleko korytarzami. Nad głową ponad 12 kilometrów ziemi i wiecznej zmarzliny. A windy są tak cholernie powolne. 


Otchłań” mimo swoich zalet, ma też wady. Wydarzenia czasem przedstawione są nieco chaotycznie, przez co nie wszystkie sceny odpowiednio się kleją. Aktorsko jest przyzwoicie, ale wyraźnie czuć brak chemii między aktorami. Brakuje też nieco emocji. Mam wrażenie, że reżyser nie do końca wiedział jak pokierować aktorami, by wykrzesać z nich więcej zaangażowania. Przedstawiona historia też ma swoje za uszami, ale mimo wszystko oglądało mi się film całkiem nieźle. 


Sceny z grzybem wszystko wynagradzają. 


Nie będę ukrywał, że “Otchłań” nie każdemu przypadnie do gustu, ale myślę, że warto dać tej produkcji szansę. Ma swój klimat, niezły pomysł i dobrze zrealizowane efekty. Bardzo klimatyczne. Ma to coś, co mnie urzekło. Jasne, dostrzegam też wady, ale po seansie mogę powiedzieć, że zalety mi je rekompensują. I dlatego warto spróbować. Przekonać się samemu.

underluk

GORE

6

STRACH

4

OCENA

7-