Martwa cisza

Tytuł oryginalny: Dead Silence

Reżyseria: James Wan

Obsada: Ryan Kwanten, Amber Valletta, Donnie Wahlberg, Michael Fairman

Scenariusz: James Wan, Leigh Whannell

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2007

Martwa cisza - okładka

Lalki, z których korzystają brzuchomówcy, same z siebie są przerażające. Nawet jak nie występują w horrorze. A gdy już się w nim znajdą, ich moc straszenia tylko wzrasta. A gdy sięgnie po nie James Wan, gdzieś między “Piłą”, a “Naznaczonym” powstanie “Martwa cisza”.


Jamie znajduje pod drzwiami lalkę, której nie zamawiał. Do przesyłki nie jest dołączony żaden liścik, ani nie ma określonego nadawcy. Bohater wzrusza ramionami i wraca do swoich spraw. Przynajmniej do momentu, gdy nie znajduje swoje żony brutalnie zamordowanej. Po tym wydarzeniu wraca do rodzinnej miejscowości, gdzie postara się zmierzyć ze starą legendą.


To co od razu urzekło mnie w filmie, to muzyka. Nie jest to element, na który zwracam uwagę w pierwszej kolejności, ale tutaj główny motyw brzmi bardzo dobrze. Przypomina trochę melodię znaną z “Halloween”, ale ze zdecydowanie bogatszym tłem. Nie powiem, wpadło w ucho, a i reszta udźwiękowienia doskonale buduje atmosferę.


Ta ostatnia też trzyma fajny poziom. Zdjęcia i lokacje charakteryzują się przyjemnym klimatem grozy. Małe, na pierwszy rzut oka wyludnione miasteczko, cmentarz czy podupadły teatr, zawsze się sprawdzają. Szczególnie gdy spowija je mrok i delikatne pasma mgły. Nastrój zdaje się wyciekać z ekranu.


Historia choć nie jest szczególnie skomplikowana, nakreślona jest wyraźnie. Mamy straszydło wywodzące się z przeszłości, nawiedzone laleczki i legendę, która po dziesięcioleciach nadal jest żywa. Nie brakuje tragedii i chęci zemsty. Jak już wspomniałem, pacynki same z siebie są przerażające, a gdy skompiemy je w mroku, w odpowiedniej lokacji i postawimy za nimi ducha, potrafią zrobić piorunujące wrażenie. Szczególnie, gdy jest ich cała ściana. I reżyser skrupulatnie z tego korzysta. Groza jest intensywna i wielowymiarowa. Nie starszy tylko jumpscaresami, ale potrafi też powoli narastać. Wzmocniona odpowiednią atmosferą, muzyką i ujęciami, naprawdę może się podobać. Tak samo jak i same morderstwa. “Martwa cisza” ma się w tym aspekcie czym pochwalić.


Nie odstaje też strona techniczna. Aktorzy dają radę. Fabuła jest interesująca. Zdjęcia miłe dla oka i wzbogacone odpowiednią atmosferą. O muzyce już pisałem. Efekty specjalne trzymają poziom. Sama lalka wodzi wzrokiem za bohaterami. Czasem obróci głowę. Duch starszej kobiety nosi odpowiedni makijaż, a efekty komputerowe nie są szczególnie nachalne. Miło się to ogląda.


Nie wszystko jest jednak idealne. Jak to w horrorach bywa, historia idzie czasem na skróty, a bohaterowie nie zawsze zachowują się racjonalnie. Ale można to przeboleć.


Za to podobać się może zakończenie. Sam byłem zaskoczony i pod wrażenie, tego co wymyślili scenarzyści. Szczególnie, że zostało do odpowiednio przedstawione na ekranie. Szczegółów oczywiście nie zdradzę, ale myślę, że warto wytrwać do finału.


To wytrwanie zresztą nie powinno być szczególnie trudne. “Martwa cisza” to udany horror, który na pewno znajdzie swoich zwolenników. Sam po seansie byłem zadowolony i spokojnie mogę polecić. Szczególnie jak lubicie filmy o nawiedzonych lalkach. Billy z chęcią was zaskoczy.

underluk

GORE

5

STRACH

6

OCENA

7+