Czarownica miłości

Tytuł oryginalny: The Love Witch

Reżyseria: Anna Biller

Obsada: Samantha Robinson, Jeffrey Vincent Parise, Gian Keys, Laura Waddell

Scenariusz: Anna Biller

Kraj pochodzenia: USA

Rok powstania: 2016

Czarownica miłości - okładka

Czarownica miłości” to film, z którym mam pewien problem. Z jednej strony doceniam jego walory wizualne, z drugiej wynudziłem się niemiłosiernie. Trochę jak z “Mandy”. Nudny przeraźliwie, ale wizualnie potrafi zachwycić. Tylko tam mieliśmy do czynienia z horrorem, a w recenzowanym filmie, ta metka jest lekko dyskusyjna.


No dobra, mamy czary. Czyli jest jakiś wątek paranormalny. W końcu czarownica w tytule do czegoś zobowiązuje. A że jest to “Czarownica miłości” to można też się domyślić, do czego magia będzie tu wykorzystana. Otóż główna bohaterka, bardzo atrakcyjna zresztą, wykorzystuje swoje umiejętności to omamiania mężczyzn. Jednak Ci oddając jej swoje serce, zmieniają też swoją osobowość i stają się płaczliwymi gogusiami, którymi nasza wiedźma traci zainteresowanie. Magia działa, ale jej konsekwencje niekoniecznie są zamierzone.


Całość skrojona jest pod wymiar giallo i osadzona w latach sześćdziesiątych. Cała stylizacja została wykonana starannie. Fryzury, wnętrza i stroje jak najbardziej na plus. Praca kamery, kolorystyka oraz charakterystyczny sposób odgrywania ról, również został oddany perfekcyjnie. Co prawda mamy scenę gdzie pojawia się współczesne BMW, a jedna z aktorek nawet rozmawia przez telefon komórkowy, ale myślę, że zostało to dodane celowo. Dla pewnego efektu. W każdym razie warstwa wizualna, techniczna i aktorska jest taka, że mucha nie siada.


Również wiedźmia warstwa zasługuje na uwagę. Mamy zaklęcia, tajemne księgi, warzenie mikstur, wróżenie z kart tarota i magiczne rytuały. Nie mogło też zabraknąć pewnej, z braku lepszego określenia, sekty, która zrzesza miłośniczki i miłośników magii oraz ich przywódcę. Ukazane jest to wszystko całkiem kompleksowo.


W “Czarownicy miłości” nie brakuje też lekkiej erotyki. Tu błyśnie pierś, tam paraduje paru golasów, a i scena zbliżenia byłaby puszczona w telewizji po północy. Nie ma tego na tyle dużo, żeby film zmienił przynależną mu kategorię, ale ów fakt warto zaznaczyć.


Natomiast to czego nie stwierdziłem, to groza. Zapomnijcie o jakimkolwiek napięciu. Wszystko dzieje się tak powoli i nijako, że prędzej można zasnąć niż czegoś się przestraszyć. Gdyby nie ta cała magia, czyli jakby nie było jakiś tam wątek paranormalny, to łatka horroru nie zostałaby tu zapewne przyklejona. Bać się po prostu nie ma czego. Na ekranie poskąpiono także jakichkolwiek widoków, które mogłyby spowodować chęć odwrócenia wzroku. Miłośnicy grozy nie mają tu czego szukać.


W efekcie “Czarownica miłości” to bardzo słabiutki horror, ale nie taki zły film. Owszem, nudnawy, ale jest na kim, a nawet na czym, oko zawiesić. Wizualnie prezentuje się bardzo godnie. Całą stylizację trzeba zaliczyć na plus, ale emocji w tym tyle, co w ziewnięciu. To nie jest horror. I to trzeba sobie na koniec jasno powiedzieć.

underluk

GORE

1

STRACH

1

OCENA

4