Splatterhouse

Tytuł oryginalny: Splatterhouse

Producent: BottleRocket Entertainment

Wydawca: Bandai Namco Entertainment

Premiera na świecie: 23 listopada 2010

Premiera w Polsce:

Z czym może się kojarzyć tytuł “Splatterhouse”? Ze slasherami, krwią (dużą ilością krwi), mięsem i wszelkiej maści bronią białą? Dobry trop. To wszystko tutaj jest.


Cała historia zaczyna się jednak w 1988 roku, kiedy światło dzienne ujrzała gra o takim właśnie tytule. Wydana przez Namco na TurgoGrafix-16 produkcja pełnymi garściami czerpała z horrorów, mitologii Lovecrafta i slasherów. Zresztą wystarczyło spojrzeć na postać głównego bohatera by od razu przed oczyma stanął graczowi Jason z “Piątku 13tego”. Ta maska nie pozostawiała złudzeń. Gra doczekała się jeszcze dwóch kontynuacji w 1992 i w 1993 roku na Genesis, konsolę u nas znaną pod nazwą Sega Mega Drive. Potem poszła w odstawkę.

Aż do 2010 roku, kiedy Namco przypomniało sobie o pogrzebanej marce i postanowiło wyciągnąć ją z grobu. I tak oto “Splatterhouse” wkroczył w trójwymiar i zagościł na PlayStation 3 oraz Xbox 360.


Fabuła jest dość prosta. Wcielamy się w Rickiego, którego dziewczyna została porwana przez szalonego naukowca, a my w ciele nastolatka postaramy się ją uratować. Na szczęście pomoże nam w tym pewna maska, która przemieni naszego bohatera w niebaczącą na obrażenia, górę mięśni. No przynajmniej do pewnego stopnia. A, no i maska ma w całym zamieszaniu, także swój własny cel.


Rozgrywka to radosna orgia mordobicia w towarzystwie litrów lejącej się po każdym ciosie krwi oraz odpadających kończyn. W dekompletowaniu przeciwników pomoże nam znajdowana po drodze broń, na którą składają się wszelkie gazrurki, maczety, tasaki, strzelba bądź oderwane ręce lub głowy naszych wrogów. Od biedy nasza własna kończyna też się nada. A co? Oczywiście poza szeregowymi przeciwnikami od czasu do czasu trafimy na jakąś większa przeszkodę. Na bossów nie trzeba tu jakiejś większej taktyki. Częściej trzeba po prostu w odpowiednim momencie uskoczyć. W każdym razie, gdy już obijemy wystarczająco niemilca, będziemy mogli go chwycić i dokonać na nim widowiskowej egzekucji. Tych jest kilka rodzajów zależących od typu wroga. Każda jednak krwawa.


I tak przemierzając dwanaście poziomów zwiedzimy kilka obszarów, które niekoniecznie ułożone są chronologicznie w czasoprzestrzeni. Będziemy mieli także okazję zebrać kilka nagrań oraz skompletować kilka roznegliżowanych fotek dziewczyny bohatera. Coś dla tych, którzy lubią sobie podczas gry coś pozbierać. No i nasz bohater wraz z przelaną krwią wrogów, będzie rozwijał swoje umiejętności. Jest co robić.


Jest też czego posłuchać bo z jednej strony Ricki wraz z maską wymienia się różnymi opiniami, a ich dialogi często przywoływały uśmiech na mojej twarzy. Z drugiej, ścieżka dźwiękowa to kawał solidnego gitarowego grania. Rzucę tylko takie nazwy jak Cavalera Conspiracy, Five Finger Death Punch, Lamb of God czy Mastodon. A to nie koniec playlisty.


Sama gra, chociaż utrzymana jest w pełnym trójwymiarze, czasami odwołuje się do swoich korzeni i przechodzi w dwuwymiarowy widok, gdzie możemy poruszać się tylko w lewo bądź prawo. Fajny smaczek i miła odskocznia. Po ukończeniu kampanii, możemy jeszcze powalczyć na specjalnych arenach, gdzie stawimy czoła zalewającym nas falom wrogów. Możemy także, zagrać w klasyczne trzy odsłony gry. Dostęp do nich dostajemy wraz z postępami w kampanii fabularnej. Zawsze miło jest sprawdzić jak to drzewiej bywało.


Splatterhouse” to kawał sympatycznej gry. Szczególnie dla miłośników slasherów. Jasne, wszystko jest mocno przerysowane, fabularnie nic tu nie zaskakuje, ale tytuł daje sporo miłej rozpierduchy, która zwyczajnie daje satysfakcję i może się podobać. I mimo, że w dniu swojej premiery gra nie zbierała jakichś wybitnych recenzji, mi przypadła do gustu i nawet dziewięć lat po jej wydaniu, bawiłem się przy niej świetnie.

underluk

GORE

8

STRACH

2

OCENA

8