Days Gone

Tytuł oryginalny: Days Gone

Producent: SCE Bend Studio

Wydawca: Sony Interactive Entertainment

Premiera na świecie: 26 kwietnia 2019 (PS4), maj 2021 (PC)

Premiera w Polsce:

Co w produkcjach o zombie jest najistotniejsze? Gore? Poczucie zaszczucia? Odpowiednio ukazany upadek cywilizacji? Otóż, drodzy państwo, hordy. Hordy są najważniejsze. Czy to w filmie, książce, czy grze, odpowiednia ilość agresywnych nieumarłych, robi całą robotę. Gdy naprzeciw bohatera staje jeden, dwóch, czy trzech zombiaków, no to umówmy się, nie jest to żadne zagrożenie. natomiast gdy są ich dziesiątki czy nawet setki, no to robi się groźnie. I tak jest w “Days Gone”, produkcji ekipy Bend Studio, która miała swoją premierę w 2019 roku na PlayStation 4 i potrafi rzucić na gracza całkiem liczne stada świrusów, bo tak tutaj nazywani są nasi przeciwnicy.


Wspomniane hordy robią niezwykłe wrażenie. Szczególne, gdy natrafimy na takie skupisko pierwszy raz. Nieprzerwana fala zarażonych, leniwie przemierzając okolicę budzi respekt, a pomysł konfrontacji z nimi wydaje się z góry skazany na porażkę. Jednak wcześniej czy później, trzeba będzie stawić im czoła. Nie od razu oczywiście. Najpierw trzeba rozwinąć postać, zdobyć odpowiednie umiejętności i wyposażenie, które okażą się niezbędne w walce. Pomogą w tym zadania z wątku fabularnego i liczne misje poboczne, których nie brakuje. Oczywiście wspomniane hordy to nie jedyni przeciwnicy, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Mniejsze grupki świrusów trafiają się regularnie, odnajdujemy ich gniazda, które możemy oczyścić, a i zakażonych przedstawicieli fauny nie brakuje. Starcie z wilkami czy sporym niedźwiedziem, nie jest wcale rzadkością. No i nie zapominajmy, że w okolicy nie brakuje także ludzkich przeciwników, bo to nie jest miły świat. Z wrogami możemy się rozprawić zakradając się do nich po cichu i eliminując zagrożenie bez wzbudzania alarmu, lub mniej subtelnie, z karabinem w garści. Druga opcja oczywiście budzi zainteresowanie wszystkich dookoła, a co za tym idzie, obopólnej wymianie ognia.


Jak nauczyła nas popkultura, wszelkie epidemie sprawiają, że ludzie stają przeciwko sobie. W sytuacji gdy zagrożone jest nasze życie, nie ma skrupułów. W “Days Gone” epidemia wydarzyła się już jakiś czas temu, ludzie przywykli do nowej rzeczywistości i skupili się wokół kilku obozów, między którymi będziemy wędrować jako Deacon St John, harlejowiec, outsaider, dla którego siedzenie w jednym miejscu nie jest rozwiązaniem. Szczególnie, że tylko wędrując może natknąć się na ślad żony. Choć wszystkie znaki sugerują, że ona nie żyje, nadzieja umiera ostatnia, a każdy, nawet najmniejszy trop, wart jest sprawdzenia. I to to poszukiwanie jest w grze główną osią fabuły. Powodem, dla którego Deaconowi chce się jeszcze wsiadać na motocykl. Maszyna jest naszym głównym środkiem transportu i warto o nią zadbać. Odpowiednio wyposażyć, wzmocnić wytrzymałość i zasięg. Bo podróżowanie po bezdrożach górzystego Oregonu nie tylko sprawia, że łatwo ją uszkodzić, ale wymaga także paliwa, które regularnie trzeba uzupełniać. Z początku bywa to upierdliwe, ale z czasem nauczymy sobie z tym radzić, a większy bak i wytrzymalsze części nieco niwelują ten problem.


Wróćmy jeszcze na chwilę to hord. Te jak już odważymy się stawić im czoło, okażą się nieco oszukane. Owszem ich liczebność budzi słuszny respekt i nieraz trzeba się salwować ucieczką, a widok masy zombie szarżujących w naszym kierunku odpowiednio podnosi ciśnienie krwi, ale gdy już zaczniemy walczyć, okaże się, że twórcy stosują tu kilka sztuczek, przez które ilość wrogów wydaje się większa niż jest to w rzeczywistości. Oczywiście nie jest to zarzut, bo i gracz musi mieć jakieś szanse, a i sprzęt odpowiednią rezerwę mocy, by to wszystko pociągnąć. Faktem jednak jest, że nie zawsze to co widzimy, faktycznie jest tym z czym będziemy walczyć. Nie zmienia to oczywiście faktu, że by pokonać hordę, trzeba się czasami napocić, a sam jej widok budzi słuszny respekt.


Days Gone” to produkcja z otwartym światem, który prezentuje się całkiem okazale. Wirtualny Oregon jest miejscem rozległym, mogącym pochwalić się urokliwymi lasami i miejscami miłymi dla oka widokami, które najczęściej będziemy podziwiali z siedzenia motocykla. Między istotnymi punktami możemy przemieszczać się z wykorzystaniem systemu szybkiej podróży, ale zazwyczaj i tak wolałem pokonać te odległości na dwóch kółkach. Lepsza immersja, a i jazda motocyklem jest zwyczajnie przyjemna. Świat jaki widzimy na ekranie, to postapokalipsa, więc nie brakuje porzuconych samochodów, czy opuszczonych domów i miasteczek. Wśród ludzi skupionych w kilku obozach nie brakuje też kilku ciekawych postaci drugoplanowych, z którymi łatwo jest się zżyć. Fajną atmosferę wprowadza też działająca radiostacja, a komentarze jakie w niej usłyszymy potrafią całkiem fajnie budować klimat przedstawione świata. Nie ukrywam, że to co widziałem na ekranie, podobało mi się.


Fabularnie, “Days Gone” nie kupiło mnie do końca, ale nie mogę też powiedzieć, że kilka wydarzeń nie chwyciło mnie za serducho lub coś bardzo przeszkadzało. Gry tego typu mają to do siebie, że główny wątek fabularny często jest rozmyty przez liczne zadania poboczne. Tutaj nie jest inaczej, ale całość uznaję za satysfakcjonującą i zdecydowanie nie żałuję spędzonego z nią czasu. Z chęcią wróciłbym jeszcze do tego świata, ale z tego co już wiemy, kontynuacja raczej nie powstanie. A szkoda, bo moim zdaniem grze warto dać szansę i samemu zmierzyć się z tą hordą.

underluk

GORE

5

STRACH

3

OCENA

8