Observer System Redux

Tytuł oryginalny: Observer System Redux

Producent: Bloober Team

Wydawca: Aspyr

Premiera na świecie: 15 sierpnia 2017

Premiera w Polsce: 15 sierpnia 2017

Bloober Team po kilku latach tłuczenia mniejszych lub większych popierdółek w 2016 roku wypuścił “Layers of Fear”. Gra chwyciła i okazała się całkiem udanym horrorem. Można co prawda dyskutować na ile był to pełnoprawny produkt, a na ile demo technologiczne, faktem jednak jest, że od tego momentu, ekipa uznała się za mistrzów wirtualnego horroru i postanowiła skupić się właśnie na nim. Przy okazji wspomnianego powyżej tytułu, można także rozważać kwestię gdzie przebiega granica inspirowania się różnego rodzaju dobrami kultury, a gdzie zaczyna zwykła kradzież, ale to temat na inny artykuł. W każdym razie w 2017 roku, na rynku ukazał się “Observer”, który w 2020 doczekał się nieco odświeżonej wersji. Sam zagrałem dopiero w połowie 2021 roku, kiedy to gra trafiła w fizycznym wydaniu na PlayStation 5. I o tym doświadczeniu tutaj opowiem. 


Kraków. Rok 2084. V Rzeczpospolita. Jako detektyw Daniel Lazarski (w tej roli Rutger Hauer użyczający swojego wizerunku oraz głosu, więc na wejściu mamy plusik do klimatu) ruszamy do pewnej kamienicy, by odnaleźć syna bohatera. W mieszkaniu, które wkrótce odwiedzimy, znajdziemy bezgłowe zwłoki. Jednak to chyba nie Adam. Budynek zostaje poddany kwarantannie, a nasz bohater odkryje dużo więcej niż się początkowo spodziewał. 


Fabuła osadzona w przyszłości mocno zabarwiona jest cyberpunkiem. Nie jest to jednak taki sterylny widok przyszłości jak w nie przymierzając, nowszych odsłonach serii "Deus Ex", a raczej taki, jaki funkcjonował w kulturze, gdzieś na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Kineskopowe ekrany, mnóstwo przewodów, mrok i ciasne zagracone klitki.


Fajnie, że rzecz osadzona jest w Polsce i całkiem sporo odniesień do naszego kraju znajdziemy w samej grze. Znajdziemy też mnóstwo zapożyczeń i inspiracji z innych dzieł kultury poczynając od Blade Runnera, przez twórczość Orwella, na klasycznych horrorach pokroju "The Wolfman" kończąc. Zresztą wątek wilkołaczy ma tutaj dla siebie całkiem sporo miejsca. 


Jeszcze nie wspomniałem jak się w to gra. Cóż, gdybym chciał być złośliwy, napisałbym, że “Observer” to gra o gadaniu z drzwiami. Tak, to jest element, który na pewno zapamiętam. Otóż skoro miejsce akcji objęte jest kwarantanną, to większość znajdujących się w nim lokali zamkniętych jest na głucho, wraz z ich lokatorami. Komunikować możemy się z nimi przez wspomniane już drzwi. Wiele z nich wyposażonych jest w ekran, ale nie zobaczymy na nim nic więcej ponad usta rozmówcy. Oczywiście same rozmowy to nie wszystko. Owszem, rozwijają one wątki fabularne, ale w pomieszczeniach, do których twórcy dali nam dostęp, natrafimy na kolejne miejsca zbrodni. Nasz bohater wyposażony jest w modyfikacje, które pozwalają podłączyć się do zmarłego i prześledzić kilka jego ostatnich chwil. 


I w tym momencie pojawiają się typowe dla Boobera korytarzówki. Motyw, który wykorzystany był już do przesytu w “Layers of Fear”, nie stanowi tutaj głównego dania, ale niewątpliwie jest jego istotną częścią. Jeśli ktoś grał w tamten tytuł, doskonale wie czego się spodziewać. Kilka lokacji połączonych w jedną, często rwaną sekwencję. Kawałek onirycznego doświadczenia, które przy pierwszym kontakcie intryguje, ale z czasem powszednieje. Mimo wszystko jest tutaj ukrytych kilka fajnych momentów i całkiem klimatycznych widoków. 


Jeśli o widokach już mowa, to otoczenie w grze prezentuje się całkiem okazale. Nie grałem w dniu premiery, a cztery lata po niej, więc owszem, miałem do dyspozycji odpicowaną wersję, ale i tak muszę przyznać, że jest na czym oko zawiesić. Lokacje są szczegółowe, pełne różnych rupieci i całkiem klimatyczne. W mokrych powierzchniach ładnie odbija się otoczenie i generalnie pewne ujęcia mogą się podobać. Inna sprawa, że otoczenie nie jest rozległe. Mamy tu głównie do czynienia z wąskimi korytarzami i ciasnymi pokoikami, co oszczędza nieco pracy procesora i  karty graficznej. W wielu elementach widać jednak ograniczenia budżetu. Choćby to nieszczęsne gadanie z drzwiami, czy wspomniane wyżej typowe dla dewelopera korytarzowe sekwencje, którym zarzuciłbym pewną sztywność. 


A jak jest z grozą? Tak sobie. Momentami jest miły duszny klimat. Często budowany przez odniesienia do klasyki gatunku. Mamy trochę gore, bo sceny zbrodni bywają krwawe. Bywa też czasem emocjonująco, gdy musimy się przekradać by pewna postać nas nie zauważyła, lub gdy uciekamy przed… zresztą to już zobaczycie sami. Ale nie mogę powiedzieć by było strasznie. Klimatycznie, owszem. Duszno, a jakże. Jednak nie strasznie. 


Observer System Redux” okazuje się momentami miłą dla oka, całkiem klimatyczną przygodówką, która może przypaść do gustu miłośnikom takiego trochę archaicznego i brudnego cyberpunka. Mało straszna, choć momentami się stara. Nie mogę też powiedzieć, by fabuła jakoś mnie wciągnęła. Raczej nie śledziłem jej z wypiekami na twarzy i brakowało mi większej ilości zagadek. Nie ma też walki, więc pozostaje włóczenie się, gadanie z tymi cholernymi drzwiami i od czasu do czasu korytarzowa sekwencja. Zagrałem, było trochę sztywno, ale w sumie nie żałuję. Choć zachwycony też nie jestem. 

underluk

GORE

4

STRACH

4

OCENA

6