Saga o Potworze z Bagien. Tom 1

Tytuł oryginalny: Saga of the Swamp Thing vol. 1/vol. 2

Rysunki: Stephen Bissette, John Totleben

Scenariusz: Alan Moore

Wydawca: DC Vertigo

Wydawca w Polsce: Egmont

Rok wydania: 0

Rok wydania w Polsce: 2018

Marvel i jego superbohaterskie uniwersum nie ma wiele wspólnego z horrorem, ale i tam w kilku pobocznych historia znajdziemy sporo z naszego ulubionego gatunku, a żeby nie być gołosłownym rzucę choćby takim tytułem jak “Marvel zombies”. To w porównaniu z “Sagą o potworze z bagien” dość młoda historia. Ale czemu o tym w ogóle wspominam? Otóż nie da się ukryć, że Marvel dzięki śmiałemu i udanemu wkroczeniu do kin jest dziś na topie, a jego największy konkurent DC pozostał nieco z tyłu. Ale jeśli chodzi o horror, to właśnie DC ma w tej kwestii więcej do powiedzenia, a przykładem na to jest właśnie wydany niedawno (po raz drugi zresztą) przez Egmont pierwszy tom “Sagi o potworze z bagien” od DC Vertigo, któremu przyjrzę się bliżej w tej recenzji.


Daruję sobie historię powstania tej postaci oraz losy serii sprzed wydarzeń opisanych w tomie, który przede mną leży. Daruję sobie również historię polskiego wydania, która wcześniej zakończyła się na drugim tomie. Dociekliwi bez trudu znajdą te informacje w sieci. Skupię się natomiast na tym co zawiera pierwszy tom najnowszego wydania, a że liczy on sobie ponad czterysta trzydzieści stron, to trochę tego jest.


Gdy Alan Moore przejął serię o zielonym człekokształtnym żyjątku z tytułowych podmokłych terenów, postanowił nieco w niej namieszać. A że były to już czasy kiedy amerykański kodeks komiksowy przestał obowiązywać, mógł zrobić to w nieco bardziej mrocznym i brutalnym stylu. I tak też zrobił. A zaczął od… sekcji zwłok, co było świetną okazją by zdefiniować potwora niejako od nowa, a potem skonfrontować go z istotą poniekąd mu podobną, ale myślącą zdecydowanie w inny sposób. I uratować przy okazji ludzkość. A co tam. Komiks rządzi się swoimi prawami. Dalej jest tylko lepiej. Mamy tu i zejście do piekła, bo czemu nie, i opętanie przez demony i wyrwanie przyjaciółki z objęć śmierci. Dla rozładowania napięcia mamy też wizytę przybyszów z kosmosu, którzy lekko się zawiodą tym co odnajdą. Pewne jest, że fani horroru nie powinni czuć się zawiedzeni, bo i atmosfera jest gęsta i galeria mrocznych postaci bogata. Do tego dochodzą niezwykłe wydarzenia, niepokojące czyny i garść makabrycznych widoków.


Jak już przy widokach jesteśmy. Stephen Bissette i John Totleben (cóż za adekwatne nazwisko) wywiązują się ze swoich zadań bardzo dobrze. Należy mieć na uwadze, że nie jest to współczesny komiks i kreska nieco odbiega od obecnych standardów, ale niczego to nie ujmuje ich pracy. Rysunki są szczegółowe, kadry często ciekawie zakręcone, a niekiedy przyozdobione nawet garścią robactwa. Poszczególne sceny potrafią wywrzeć wrażenie i zapewniam, że mimo lekkiego trącenia myszką, cały czas budzą odpowiednie emocje. Krótko pisząc, artycha trzyma poziom i pasuje do tej opowieści kreując w dużym stopniu jej mroczny klimat.


Na ten ostatni nikt nie powinien narzekać. Sporo tu mroku, potworów i stworów z pogranicza jawy, snu i chorób psychicznych. Atmosfera jest gęsta jak powietrze nad bagnem w upalny dzień, a galeria postaci co najmniej oryginalna.


Same historie też trzymają poziom i często sięgają głębiej niż się wydaje. Ich wielowymiarowość dodaje smaczku, a zakończenie jednej i rozpoczęcie drugiej, wcale nie oznacza zamknięcia wszystkich wątków i otwarcia nowych. Kilka przenika je wszystkie i ciągnie się przez cały pierwszy tom, a i w drugim i trzecim znajdzie się dla nich pewnie miejsce. Owszem, czuć tu cały czas, że jesteśmy w uniwersum superbohaterów DC, ale i to dodaje całości rumieńców. Czy zagra na korzyść czy niekorzyść “...Potwora...”, zależy już tylko od czytelnika. Mi się podobało i z czystym sumieniem mogę polecić.

underluk

GORE

4

STRACH

5

OCENA

7