Intensywność

Tytuł oryginalny: Intensity

Autor: Dean Koontz

Wydawca: Albatros 2012

Rok powstania: 1996

Seryjni mordercy w horrorach, są tak samo częstym motywem jak wampiry, wilkołaki, czy zombie. No dobra, zombie może są eksploatowane trochę częściej. Nie zmienia to jednak faktu, że zabójcy cieszą się sporym powodzeniem, szczególnie w grozie filmowej, gdzie właściwie otrzymali nawet dedykowany sobie podgatunek, jakim jest slasher. Jednak w książkach nie można tylko radośnie mordować. W literaturze to nie przejdzie. Poza sianiem trupów autor musi skupić się bardziej na postaciach, ich odczuciach, relacjach między nimi, a przy tym nie znudzić czytelnika. Dean Koontz w swojej “Intensywności” doskonale pokazuje, jak to zrobić.

Dwie przyjaciółki ze studiów. Jedna miała udane dzieciństwo i ma kochającą rodzinę. Druga rodziny właściwie nie miała, a jej dzieciństwo wydaje się koszmarem. Pewnego dnia wybierają się do domu pierwszej z nich. Po cudownie spędzonym w domowej atmosferze wieczorze, gdy wszyscy idą spać, do domu włamuje się morderca. Morderca doświadczony, działający metodycznie i z rozmachem. Jednak jedna z bohaterek, której normalnie być tam nie powinno przeżyje, ale to bynajmniej nie oddali jej od oprawcy. Czeka ją długa i pełna napięcia droga.

To, co najbardziej urzeka w “Intensywności” to ciągłe napięcie, jakie udało się wytworzyć autorowi. Napięcie wynikające z relacji między bohaterami opowieści, związane z ciągłym zagrożeniem, nie przewidywalnością zachowań i ciężkim klimatem, który momentami zdaje się wyciekać z pomiędzy kartek książki.

Samym bohaterom też nie mam nic do zarzucenia. Autor stworzył złożone i ciekawe osobowości, których losy śledzi się z ciekawością. I nie ważne czy mówimy tutaj o bohaterce, której dzieciństwa nikt nie pozazdrości, czy o mordercy, którego poznajemy dość dokładnie. Ten zdaje się wymykać standardowym profilom psychologicznym, które zazwyczaj są przytaczane, gdy mówi się o seryjnych mordercach.

Koontz pozwala czytelnikowi dokładnie poznać swojego negatywnego bohatera. Zarówno poprzez osadzenie akcji z jego punktu widzenia, (który to punk widzenia na zmianę wędruje od mordercy do bohaterki i z powrotem), jak i z rozmów między bohaterami. Poznajemy sposób jego myślenia i wyobrażenie o otaczającym go świecie, które w kilku momentach może zaskoczyć. Zabójca jest bez względny i brutalny. Ma swój własny kodeks honorowy i kieruje się zasadami, do których przywiązuje dużą wagę. Nie jest anonimowy i niezrównoważony, przez co między innymi, tak interesująco się go śledzi.

A co z wadami? Tych jest niewiele. Na siłę można się przyczepić do zakończenia, które jest jednak trochę przewidywalne. Niektórzy mogą poczuć się zawiedzenie, w związku z delikatnym wątkiem metafizycznym, który się pojawia, ale nie zostaje do końca rozwinięty, (choć tajemniczości nie można mu odmówić). W końcu można się przyczepić do nieco za bardzo eksponowanego tragicznego dzieciństwa bohaterki. No i kilka momentów jest nieco naciągniętych, ale do tego już chyba wszyscy w horrorach się przyzwyczailiśmy.

Nie ukrywam, że “Intensywność” mocno przypadła mi do gustu i od lektury nie mogłem się oderwać. W poprzednim akapicie wymieniłem kilka wad, ale zrobiłem to tylko z recenzenckiego obowiązku. Te minusy nie odgrywają właściwie żadnego znaczenia, bo opowiedziana przez Koontza historia, nakreśleni przez niego bohaterowie i napięcie, jakie udało mu się wykreować, to po prostu mistrzostwo, które przyćmiewa wszelkie niedociągnięcia. A te wcale nie przeszkadzają. Jeśli jeszcze ktoś nie czytał, to polecam.

underluk

GORE

7

STRACH

6

OCENA

9