Cień znad jeziora

Tytuł oryginalny: Cień znad jeziora

Autor: Adam Zalewski

Wydawca: Grasshopper 2009

Rok powstania: 2009

Cień znad jeziora” zespala ze sobą historie przedstawione w poprzednich książkach Adama Zalewskiego, czyli „Białej Wiedźmie” i „Rowerzyście”. Powracają znani już bohaterowie, a ich ścieżki się łączą. Powraca także, znane już czytelnikowi zło.

Zło, które nieco ewoluuje, ale cały czas potrafi doskonale zabijać. Cedar Peak znów jest zagrożone i musi znaleźć sobie obrońcę. Starzy wyjadacze niestety muszą ustąpić miejsca młodemu pokoleniu, ale dzieciaki, których poznaliśmy w „Białej wiedźmie” już dorosły, a życie różnie ich drogi posplatało. Jednak do walki z indiańskimi duchami przyłączy się pewien wpływowy rowerzysta.

Cień znad jeziora” zaczyna się jak zbiór opowiadań. Otrzymujemy kilka historii, które pozornie się nie łączą. Dopiero później, wraz z rozwoje fabuły pewne wydarzenia zaczynają się przeplatać i tworzyć sensowną całość. Pewne wydarzenia nie oznaczają, że wszystkie.

Najgorsze jest to, że gdyby to był zbiór opowiadań, to książka byłaby pewnie lepsza. Nie równa, ale przynajmniej każdy znalazłby w niej coś dla siebie. Tymczasem tak nie jest i po początkowym nie najgorszym wstępie, zostajemy skazani na stałą grupę bohaterów i znowu zaczyna się sytuacja, z jaką mieliśmy do czynienia w „Rowerzyście”. Wszystko idzie zbyt łatwo. Zbyt nieprawdopodobnie, a dziki zachód wygląda gdzieś zza rogu, ale to niestety nie jest western.

Bohaterów ciężko polubić. Stara gwardia szybko umiera, a nowe pokolenie jakoś nie jest w stanie ich zastąpić. To znaczy ze złem walczy jak umie, owszem, temu nie można zaprzeczyć, ale nie ma między nimi chemii. O ile klub starych zgredów można było uznać za sympatyczny i zdołać się do nich przywiązać, o tyle po ich śmierci (no nie wszystkich, ale ich pokaźnej części) ich następcom kibicować jakoś nie umiałem.

Sama historia, poza tym, że momentami jest zbyt naciągana i to w momentach, gdzie nie mamy do czynienia z niczym nadprzyrodzonym, jest też trochę za mało ciekawa. Nie powiem, ma lepsze momenty, ale niestety zbyt często powtarza błędy znane z poprzedniej książki Zalewskiego.

No i grozy jest tutaj trochę zbyt mało. Gdy pojawiają się indiańskie duchy sytuacja nabiera rumieńców, ale jest ich w tej książce jednak za mało by było, czego się bać. A szkoda, bo ten motyw wypada zdecydowanie lepiej niż motyw mordercy.

Jeśli czytaliście „Białą wiedźmę” i „Rowerzystę”, po „Cień znad jeziora” też pewnie sięgniecie. Chociażby po to, by przekonać się jak historie z tych książek się łączą w jedną całość. Jeśli nie zapoznaliście się z poprzednimi dwoma pozycjami, to tutaj raczej nie macie, czego szukać.

underluk

GORE

4

STRACH

3

OCENA

5