Imajica

Tytuł oryginalny: Imajica

Autor: Clive Barker

Wydawca: MAG 2014

Rok powstania: 1991

Clive’a Barkera lubię w opowiadaniach, ale nie jestem przekonany do jego powieści. Jestem w stanie docenić niesamowity warsztat autora, ale w kreowanych przez niego fabułach, zazwyczaj mi coś nie pasuje. Z „Imajicą” nie jest inaczej.

Świat, jaki znamy jest tylko jednym z pięciu wymiarów, zwanych dominiami. Gentle wkrótce zwiedzi je wszystkie i odkryje o sobie fakty, które zmienią jego postrzeganie rzeczywistości, a nawet samego siebie. Jego przewodnikiem będzie Pie’o’Pah, morderca do wynajęcia, przedstawiciel obcej rasy i przyszła żona bohatera. Brzmi dziwnie? To jeszcze nic.

Nie będę starał się przybliżać tutaj fabuły, gdyż ta jest na tyle monumentalna, że jakakolwiek zajawka nie jest w stanie przedstawić czytelnikowi obrazu całości, a gdyby chciało się przytoczyć ją w szerszym rozmiarze, to powstała by na ten temat książka. Bo „Imajica” to dość spora pozycja, która w wydaniu wydawnictwa MAG, ma ponad dziewięćset stron wypełnionych nie największym wcale fontem. I swoje waży.

I nie jest to fabuła, która obfituje w jakieś dłużyzny. Tutaj cały czas coś się dzieje. Pojawiają się nowe wydarzenia, poznajemy nowych bohaterów, albo starych, ale w zupełnie innym świetle. Zazwyczaj nie ma czasu na nudę, choć ta potrafi się jednak niekiedy wkraść, ale na szczęście nie na długo. Karty wypełnione są magią, tajemniczymi istotami, bogami i wędrówkami miedzy wymiarami. Przygód nie brakuje, trup czasami pada masowo, a groza, choć nie przytłacza, to od czasu do czasu o sobie przypomina. Czego chcieć więcej?

Barker popisuje się swoją wyobraźnią z wprawą doświadczonego iluzjonisty. Jego popisy wsparte są doskonałym warsztatem, który dla tłumacza był pewnie nie lada wyzwaniem. Na szczęście książkę czyta się może nie lekko, ale na pewno przyjemnie, a bogactwo języka potrafi zachwycić. Tak samo jak zwroty akcji, których autor sobie nie żałuje. Bohaterowie, co rusz wpadają w nowe tarapaty, z których nie raz wydostają się z trudem, ale o własnych siłach. Zdecydowanie jest, co podziwiać.

Niby wszystko pięknie, ale… No właśnie, zawsze musi być jakieś, ale. Przy całym tym przepychu, gdzieś coś mi nie pasowało. Trochę jak z eleganckimi butami, które świetnie pasują do stroju, tylko żeby w ten mały palec jeszcze tak nie uwierały. Wydarzenia mnie nie porwały. Owszem były momenty, które śledziłem z wypiekami na twarzy, ale po skończonej lekturze raczej odczułem ulgę, że to już koniec. Że całość dobiegła do finału i mogę powiedzieć bohaterom na razie, ja spadam. Po prostu czułem się już trochę zmęczony.

I z powieściami Barkera tak już mam. Zawsze pewnymi elementami jestem w nich zachwycony, ale inne mnie niemiłosiernie drażnią. Z „Imajicą” mam tak samo. Monumentalna powieść z drobiazgowo wykreowanymi światami i grupą ciekawych bohaterów, w pewnym momencie zaczęła mnie męczyć. Mimo wszystko było to zmęczenie satysfakcjonujące i jeśli recenzowana pozycja wpadnie wam w łapki, nie wahajcie się jej posmakować. O ile oczywiście, nie przerazi was jej rozmiar.

underluk

GORE

4

STRACH

3

OCENA

7