Rok wilkołaka

Tytuł oryginalny: Cycle of the werewolf

Autor: Stephen King

Wydawca: Albatros 2015

Rok powstania: 1983

Nowelki człowiekowi kojarzą się raczej ze szkołą. Taki mamy system edukacji, że szybko potrafi do wielu rzeczy zrazić. Nawet do krótkich form literackich, a raz nadwyrężone zaufanie, trudno potem odzyskać.

Rok wilkołaka” Stephena Kinga jest nowelką. A że jest horrorem, to już w przedbiegach wygrywa ze wszystkim, z czym mieliście w tej kategorii, do czynienia na lekcjach języka polskiego. Tym bardziej, że King przecież nie zawodzi. No dobra, zazwyczaj nie zawodzi, a jeśli nawet noga mu się gdzieś podwinie, to poniżej pewnego standardu nie zwykł schodzić. No i tutaj mamy do czynienia z takim standardzikiem z nieco niższej półki.

Kiedy autor zabrał się za mit wampira w „Miasteczku Salem”, wyszedł z konfrontacji obronną ręką. Niestety z postacią wilkołaka już tak dobrze mu nie poszło. Historia pewnego miasteczka, w którym co miesiąc dochodzi do przynajmniej jednego, tajemniczego morderstwa jest w porządku, ale raczej dość zwyczajna. Otóż każdego miesiąca dostajemy krótką historyjkę, jak to niebezpiecznie jest być podczas pełni samemu. Jednak pewnemu niepełnosprawnemu chłopcu, udaje się z konfrontacji z wilkołakiem ujść z życiem, a nawet zadać mu niewielkie obrażenia. Chłopcu jednak nikt nie wierzy, aż w noc Halloween…

Dobra, więcej nie zdradzę. Całość czyta się przyjemnie, ale brakuje tutaj jakiegoś większego zaskoczenia. Fabuła nie jest zbyt skomplikowana, a że książeczka jest krótka, to i jeden niedługi wieczór może czytelnikowi uprzyjemnić. Każdy rozdział będący osobnym miesiącem, upiększają rysunki Berni’ego Wrightsona. Osobiście bardzo lubię taką kreskę i uważam, że grafiki świetnie podnoszą klimat książki. Na pewno trzeba je zaliczyć do plusów.

Egzemplarz wydany przez wydawnictwo Albatros, zdobi okładka Dariusza Kocurka. Sama w sobie nie jest zła, ale ktoś kot zdecydował, że ta właśnie grafika trafi na obwolutę, powinien dostać dożywotni zakaz podejmowania takich decyzji. Tak wielkiego spojlera dawno nie widziałem. Darowanie sobie jednego elementu załatwiłoby sprawę, ale nie. Przecież zakończenie można wypisać na okładce i będzie fajnie. Otóż, nie. Nie będzie fajnie, a przez taki zabieg, przyjemność z czytania sporo traci.

Generalnie po „Rok wilkołaka” można sięgnąć. Krótkie, lekkie i przyjemne. Jakoś szczególnie nie angażuje, ale książka odrobinę czasu potrafi zabić. No i wielki minus dla Albatrosa za okładkę.

underluk

GORE

3

STRACH

3

OCENA

5