Armagedon

Tytuł oryginalny: Manitou Armageddon / Blind Panic

Autor: Graham Masterton

Wydawca: Albatros 2010

Rok powstania: 2009

Misquamacus powraca. Tak, ten sam, którego Harry Erskine pokonał już cztery razy. Powraca po raz piąty, a jego motywacja nie zmieniła się ani trochę. Po raz kolejny będzie chciał zmieść Amerykanów z powierzchni Ziemi i odzyskać ziemię Indian. I tym razem… nom, tym razem też mu się nie uda. Ale po kolei.

Prezydent USA traci wzrok. Na szczęście ma wokół siebie osoby, które pozwalają mu to ukryć. Nawet w spotkaniu z prezydentem Rosji. Ale nie tylko jego spotyka ta przypadłość. W Stanach dochodzi do niezliczonych wypadków, kolizji drogowych, katastrof lotniczych. Ludzie tracą możliwość widzenia i nikt nie jest w stanie wyjaśnić, dlaczego, ani czy ten proces jest odwracalny. Tylko Harry Erskine i jego przyjaciółka trafiają na ślad, który ujawni, kto za tym wszystkim stoi. Misquamacus, legendarny indiański szaman, po raz kolejny chce wziąć odwet za los Indian i zagarnięcie ich ziemi. Amerykanie, znów staną na granicy zagłady.

Jak już wspomniałem we wstępie, „Armagedon” to już piąty tom cyklu „Manitou”, jednej z lepszym serii, która wyszła spod pióra Grahama Mastertona, ale jak to z kilku częściowymi opowieściami bywa, trudno jest utrzymać w nich jednakowy poziom. Niestety, nie mamy tutaj do czynienia z wyjątkiem i recenzowana książka jest dość przeciętna. Znajdziemy tutaj, co prawda sporo z tego, z czego ten cykl słynie, ale sama opowieść momentami przynudza. Nie pomagają jej też bohaterowie. O ile Ci główni jeszcze dają radę, a osoby znające poprzednie tomy do Harrego są już przyzwyczajeni i wiedzą, czego się po nim spodziewać, tak nowe postaci trochę zawodzą. Brakuje im charakteru. Również sam szaman powraca w nieco słabszej formie. Nadal jest zły, ale tym razem sięga po pomoc innych jemu podobnych, co sprawia, że on sam nieco się rozmywa. Szczególnie, że jest go zaskakująco mało, choć pod koniec przyjmuje dość imponującą postawę.

Mimo wszystko, całość czyta się dobrze, ale muszę zaznaczyć, że warto znać poprzednie książki z tego cyklu. W kilku momentach, autor odwołuje się do wydarzeń opisanych wcześniej, a ich znajomość zdecydowanie podnosi przyjemność z lektury. Ułatwia również zrozumieć przedstawione wydarzenia.

Brakuje tutaj też jakiejś świeżości. Może wynika to trochę ze zmęczenia materiału, bo w końcu ile razy można walczyć z tym samym szamanem, a może z nieco słabszej formy autora. Sam pomysł nie był najgorszy, ale jego wykonanie nie do końca spełniło moje oczekiwania.

Armagedon” na pewno nie jest książką, od której warto byłoby zaczynać cykl „Manitou”. Jeśli nie znacie poprzednich tomów, to raczej nie powinniście zabierać się za piątkę. Szczególnie, że jest pozycją dość przeciętną i mogłaby kogoś niepotrzebnie zniechęcić. Jeśli natomiast znacie poprzednie tomy i przypadły one wam do gustu, po ten pewnie też sięgniecie. Nie jest najgorzej, ale niedosyt pozostaje.

underluk

GORE

4

STRACH

3

OCENA

5