Apokalipsa

Tytuł oryginalny: The Taking

Autor: Dean R. Koontz

Wydawca: Albatros 2006

Rok powstania: 2005

Apokalipsa, koniec świata, dzień sądu… ten moment w dziejach ludzkości wieszczony był nie raz i jeszcze nie raz przyjdzie nam go przeżyć. Kultura też wielokrotnie sięgała po ten motyw, choć ostatnimi czasy mocno skupiła się na apokalipsie zombie. Na szczęście, ta od Deana Koontza oferuje coś odmiennego.

Gdy Molly budzi się w deszczową noc, nie wie jeszcze, że świat właśnie się kończy. Długotrwałe opady, morskie tornada oraz inne dziwne zjawiska pogodowe to jeszcze nic w porównaniu z natrętnym wrażeniem, że coś tam w górze nas obserwuje i ingeruje w życie ludzi. Wraz z mężem stanie się wkrótce świadkiem brutalnych morderstw i podziału w lokalnej społeczności. Ale to dzieje się na całym świecie. Na ziemi pojawiają się dziwne grzyby oraz niezidentyfikowane obiekty. Wszystko zaczyna się zmieniać, ale Molly, którą w dzieciństwie życie nie rozpieszczało, odnajduje sobie w tych trudnych chwilach, jeden cel.

Apokalipsa” to ciekawa wizja, ale wizja w takim amerykańskim stylu, co nie każdemu może przypaść do gustu. Mamy tutaj małe miasteczko z jego lokalną społecznością, która dzieli się na określone grupki mające innym pomysł jak przetrwać… bądź jak wykorzystać pozostały im czas. Mamy głównych bohaterów, którzy mimo z pozoru beznadziejnej sytuacji starają się ocalić coś więcej niż tylko swoje życie. Wreszcie mamy inwazję obcych, którzy jak zwykle, chcą wszystko zniszczyć. Chociaż może nie wszystko. Chcą raczej zmienić nasza planetę w środowisko im przychylne i robią to w świetny sposób. Inwazja u Koontz jest zupełnie inna niż przyzwyczaiły nas do tego inne książki, filmy czy gry. I to jest spory plus tej historii.

Bohaterowie są w porządku. Molly i jej mąż to zgrane choć trochę nudne małżeństwo. Kobieta nie miała łatwego życia. Pewne wydarzenia z jej przeszłości powrócą oraz zdeterminują jej zachowanie w chwili kryzysu.

Fabuła rozwija się swoim tempem i potrafi zainteresować. To co mi przeszkadzało to rola psów jaką w tej historii odgrywają te zwierzęta. Ich zachowanie może nie uwierało mnie jakoś bardzo, ale jednak przez całą lekturę jakoś nie byłem w stanie ich do końca zaakceptować. No i tych kilku samo otwierających się drzwi. Kto sięgnie po tę książkę zrozumie o co mi chodzi.

Nieźle wypadają grzyby, które prawdopodobnie mają zmienić atmosferę ziemi. Nieźle wypadają ludzie, nad którymi kontrolę sprawuje coś innego. Wreszcie nieźle wypadają mocniejsze sceny, których nie ma tutaj bez liku, ale jak już się trafią, to z przytupem.

Dean Koontz w swojej książce połączył kilka motywów, z których każdy mógłby stanowić podstawę odrębnej historii. I zrobił to nieźle. W żadnym momencie nie czułem przesytu żadnym z nich (poza tymi psami), a ich wzajemne przenikanie się wypada naturalnie. Nie było to łatwe, ale autor wybrnął z tego obronną ręką. I dlatego warto po “Apokalipsę” sięgnąć. Mi się podobało

underluk

GORE

5

STRACH

5

OCENA

7