Demony Normandii

Tytuł oryginalny: The Devils of D-day

Autor: Graham Masterton

Wydawca: Albatros 2003

Rok powstania: 1978

Po Drugiej Wojnie Światowej w miejscach gdzie toczyły się walki, zostało dużo wojskowych pozostałości. Do dziś nie trudno znaleźć bunkry czy ślady umocnień. Na budowach odkopuje się elementy uzbrojenia lub niewybuchy. Czołgi też gdzie nie gdzie wpisały się w krajobraz. Jak np. ten w Normandii z książki Grahama Mastertona.

Czarna, przerdzewiała kupa złomu wtopiła się w okoliczne widoki na tyle, że mieszkający tam ludzie właściwie nie zwracają na niego uwagi. Za to legend wokół tej wojennej pamiątki narosło sporo. Podobno, czołg był częścią specjalnej jednostki. Podobno dziś, wywiera wypływ na swoje otoczenie. Nocą słychać z niego szepty, a jak ktoś przejdzie obok niego z mlekiem, to mleko kwaśnieje. Zaspawany właz, zapieczętowany krzyżem jest tylko wodą na młyn takim plotkom i wszelkim teoriom spiskowym. Pewien kartograf postanowi wyjaśnić zagadkę jego istnienia. Nie wie jeszcze, że diabeł, którego uwolni z wnętrza czołgu, wywrze wkrótce silny wpływ na jego życie i zmusi do pogoni za diabelskimi kompanami demona.

Graham Masterton potrafi wykorzystywać wszelkie legendy, wierzenia i mity jak nikt inny. Sięgając po taki motyw, przekształca go na swój sposób by snuć wokół niego swoją kolejną przerażającą opowieść. W “Demonach Normandii” sięga do kanonu chrześcijańskiego i biorąc na tapetę diabły oraz anioły, łączy je z Drugą Wojną Światową. Armia amerykańska miałaby korzystać z sił nieczystych by uzyskać przewagę na froncie. Brzmi naciąganie? To oswójcie się z tym, jeśli będziecie chcieli sięgnąć po recenzowaną książkę, bo takich rewelacji tutaj nie brakuje.

Lubię Mastertona. Nie przeszkadza mi jego schemat, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie powieści jakie wyszły spod jego ręki trzymają poziom. “Demony Normandii” są niestety jedną ze słabszych historii w dorobku autora. Sam pomysł wyjściowy nawet nie jest zły, ale już sama opowieść wokół niego osnuta jest po prostu słaba. Główny bohater jest jednym z najbardziej irytujących postaci z jakimi spotkałem się w jego twórczości, a to co mówi i co robi sprawia, że momentami odechciewało mi się czytać dalej. Gorzej, że pozostali bohaterowie nie wypadają dużo lepiej, a nie dają się tak mocno we znaki tylko dlatego, że nie mają dla siebie więcej czasu.

Na szczęście książka ma kilka elementów, które mogą się podobać. Postać Elmeka, diabła od noży i ostrych przedmiotów wypada całkiem nieźle. Jego działania są proste i momentami brutalne. Szkoda, że wydaje się tak mało domyślny. Mocniejsze sceny trzymają poziom, do jakiego w tej kwestii przyzwyczaił nas Masterton. Czytaj, gdy demon zabija, robi to dość efektownie.

Ciężko mi komuś tę książkę polecić. Fani brytyjskiego pisarza na pewno sięgną, ale oni robią to z trochę innych pobudek. Jeśli jednak nie czujecie, że musicie przeczytać wszystko, co napisał Graham Masterton, to “Demony Normandii”, podobnie jak “Sfinksa” możecie sobie darować. Dla mnie, te dwie książki stoją na tej samej półce. Choć jak miałbym przeczytać którąś jeszcze raz, to wybrałbym chyba jednak recenzowany tutaj. Ale na szczęście nie muszę tego robić i wam też nie polecam.

underluk

GORE

5

STRACH

3

OCENA

3