Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne

Tytuł oryginalny: Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne

Autor: H.P. Lovecraft

Wydawca: Vesper 2016

Rok powstania: 2016

Po doskonałym zbiorze “Zgroza w Dunwich...” wydawnictwo Vesper aż cztery lata kazało nam czekać na “Przyszła na Sarnath zagłada...”, kontynuację cyklu opowiadań H.P. Lovecrafta w mistrzowskim przekładzie Macieja Płazy. Z jednej strony świadczy to o tym, że wydawca nie działał pochopnie i dał sobie czas na przygotowanie solidnej pozycji, a z drugiej czytelnik miał dość czasu by zapoznać się z pierwszym tomem. W każdym razie, efekt końcowy wart był tego oczekiwania.

O ile w pierwszej książce zebrane były teksty, skupiające się na stworzonej przez samotnika z Providence mitologii, historii przedwiecznych, plugawych księgach i zakazanych kultach, tak recenzowany tytuł obejmuje nieco szerszy zakres jego twórczości. Świadczy zresztą o tym podtytuł “Opowieści niesamowite i fantastyczne”. Zebrane jest tutaj dwadzieścia trzy opowiadania, których szeroka tematyka nie zawsze skupia się na grozie, choć ta w większości w nich występuje, a w wielu gra pierwsze skrzypce. Niemniej trafiają się historie lżejsze, dziejące się w świecie snów lub fantastycznych miastach, którym niekiedy bliżej do światów fantasy niż horroru. Zresztą pozwolę sobie krótko przytoczyć zarys fabuły każdego z nich.

I tak “Grobowiec” to bardzo dobre otwarcie, choć wonieje grobem. A dokładniej grobowcem pewnej arystokratycznej rodziny, który doprowadzi bohatera do lokum w szpitalu psychiatrycznym. I nie jest to spojler, bo dowiadujemy się tego już z pierwszego akapitu. “Polaris” natomiast to króciutka historia pewnego miasta i kogoś, kto czuje się za jego los odpowiedzialny. Zawiódł, czy wszystko jest tylko sennym majakiem? Następnie wraz z pewnym latarnikiem wypłyniemy w rejs “Białym statkiem” po fantastycznych krainach, aż przekroczymy pewną granice, której przekraczać nie należało. Tytułowe opowiadanie “Przyszła na Sarnath zagłada” to historia pewnego miasta, które o podstaw swych dziejów ma pewną zbrodnię. Ta oczywiście po latach się zemści i przywiedzie zagładę. Ze zniszczonego miasta przenieśmy się na stary cmentarz, a o wydarzeniach jakie mały tam miejsce dowiemy się z “Zeznania Randolpha Cartera”. Był on tam ze swoim przyjacielem, ale wrócił sam. Przerażony i roztrzęsiony. “Celephaïs” to z kolei historia pewnego miasta, które bohater odwiedza w snach. Zakończenie trochę to opowiadanie ratuje. “Rycina na starym domu” to już niezła opowieść grozy, w której trafimy do z pozoru opuszczonego domostwa i poznamy jego gospodarza. Oraz coś, co go inspiruje. “Bezimienne miasto” to kolejna mieścina, którą przyjdzie nam zwiedzić w tym zbiorze. Tym razem od początku jest posępnie, a i nie zabraknie tajemnicy. “Wędrówka Iranona” to historia tytułowego bohatera i jego miłości do muzyki i śpiewu oraz poszukiwania odpowiedniej publiki, a także rodzinnych stron. Tylko czy ich odnalezienie na pewno da mu szczęście? Następnie przeniesiemy się na “Księżycowe moczary”, które pewien właściciel pobliskiego majątku, wbrew panującym we wsi przesądom, chce osuszyć. Czując się samotny zaprasza do siebie swojego przyjaciela, a ten odkrywa straszną prawdę. Jak się okaże, chłopskie bajania nie były tak wyssane z palca jakby mogło się wydawać. W opowiadaniu “Inni bogowie” dwoje ludzi wspina się na szczyt góry, na której prawdopodobnie żyją bogowie. Ale czy na pewno ci, których się spodziewają? Wielu uważa, że śmierć jest ostateczną granicą, ale nie “Reanimator Herbert West”. Zdeterminowany naukowiec opracowuje eliksir życia i wraz ze swym przyjacielem prowadzi eksperymenty, które wydają się obiecujące. Potrzebują tylko paru jak najświeższych zwłok. Zwłok nie brakuje też w opowiadaniu pt. “Ogar”. Bohaterowie mają swoje małe ukryte muzeum, w których przechowują ciekawe eksponaty. Wprost z cmentarza. A ich nowym znaleziskiem jest tajemniczy medalion, który powinien jednak pozostać w trumnie, z której został skradziony. “Pod piramidami” natomiast, to jak sam tytuł wskazuje wycieczka do Egiptu, ale nie z byle kim bo samym Houdinim, któremu umiejętność wyswobadzania się z więzów okaże się bardzo przydatna. “Opuszczony dom” to historia budynku, za którym snuje się dosyć mało przyjemna historia i raczej nie chcielibyście w nim zamieszkać. Tak samo jak w okolicy, którą przyjdzie zwiedzić czytelnikowi w opowiadaniu “Zgroza w Red Hook”. A szczególnie w tamtejszych podziemiach. No, chyba że nie przeszkadzają wam tajemnicze kulty i mocno podejrzane osobistości. A jak już o typach spod ciemnej gwiazdy mowa, to w “On” poznacie takiego jednego. I wizje, które potrafi sprowadzać. A jeśli kiedyś poczujecie “Zimno” to pamiętajcie, że może kryć się za nim coś więcej niż zwykły spadek temperatury. Nawet jeśli w wychłodzonych pomieszczeniach lubi przebywać kulturalny lekarz, warto się zastanowić, czy nie ma on jakiejś swojej mrocznej tajemnicy. “Model Pickmana” to wyprawa do wyjątkowej galerii sztuki, której lokalizacja jest równie wyjątkowa co prezentowanej w niej obrazy. Niewielu widziało prace tego doskonałego malarza, a jeszcze mniej mogło obcować z jego modelem. Tak samo jak nielicznie widzieli wnętrze “Dziwnego domu wysoko wśród mgieł”, który miejscowi starają się ignorować, a którego miejscowym letnikom nie chce się zdobywać. Ale ktoś w końcu postanowi sprawdzić co kryje się za jego progiem. “Ku nieznanemu Kadath śniąca się wędrówka” to najdłuższy tekst w tym zbiorze, a jego fabuła opowiada o podróży bohatera do wyśnionego miasta podczas której odwiedzi liczne fantastyczne miejsca i spotka najróżniejsze istoty. “Srebrny klucz” to opowieść o człowieku, który wiele już widział i wiele już przeżył, a w poszukiwaniu kolejnych doznań przypomina sobie pewnym kluczu. Nowa zagadka, nowe wyzwanie. “Coś na progu” nawiązuje do “Widma nad Innsmouth” z tomu “Zgroza w Dunwich...”. Jest to historia dwójki przyjaciół, z których jeden obserwuje niepokojącą przemianę drugiego. Nie podoba mu się to, ale nie jest w stanie uwierzyć w jego wersję i podejrzewa raczej chorobę psychiczną. A jaka jest prawda?

Choć, tak jak już wspomniałem, wiele z tych opowiadań wędruje w kierunku opowieści fantastycznej, to w większości z nich znajdziemy elementy grozy. W jednych będą to bezlitośni przedwieczni bogowie, w innych jakieś potwory lub potworne wydarzenia. Nie zabraknie także przeklętych ksiąg, a i sam Necronomicon kilka razy się przewinie.

Niemniej wiele z tych historii to czysty horror w pełnej swej klasycznej postaci. “Grobowiec”, “Zeznania Randolpha Cartera”, “Rycina na starym domu”, “Księżycowe moczary”, “Reanimator Herbert West”, “Ogar”, “Zimno”, “Model Pickmana” czy kończące ten zbiór “Coś na progu” to tylko te przykłady doskonałej grozy, które najbardziej utkwiły mi w pamięci. Historie, które świetnie sprawdzają się i dzisiaj, a czas jaki upłynął od ich napisania nie odcisnął na ich aktualności żadnego piętna. Nadal ujmują mrocznym klimatem, urzekają atmosferą i fascynują dreszczykiem chowającym się między wersami.

Z historiami zawartymi w “Przyszła na Sarnath zagłada...” warto zapoznać się w kolejności w jakiej umieszczone są w książce. Choćby dlatego, że w tych dalszych wspominane są czasami wydarzenia z wcześniejszych, co buduje poczucie kompletności opowieści. Oczywiście, nie oznacza to, że nie można sięgać do opowiadań wyrywkowo, ale ryzykuje się wtedy przegapienie drobnych niuansów, których wytropienie podnosi przyjemność z lektury i potęguje z niej satysfakcję. Czasami przydaje się także znajomość tekstów zawartych w “Zgrozie w Dunwich...”, choć tutaj akurat nawiązań jest dużo mniej. Wyjątkiem jest opowiadanie “Coś na progu”, które mocno nawiązuje do “Widma nad Innsmouth”, którego nieznajomość odbiera nieco przyjemności z obcowania z tą historią. Niemniej fabuła sama w sobie jest na tyle pełna, że i bez wcześniejszego zapoznania się ze wspomnianym tekstem, spokojnie po tę historię można sięgnąć.

Na dokładkę otrzymujemy esej Lovecrafta “Nadprzyrodzona groza w literaturze”, w której autor przytacza największe działa opowieści niesamowitych od pierwszych jej przejawów do mistrzów mu współczesnych. Maciej Płaza nie ograniczył się tylko do wyboru, przekładu i opracowania tekstów, ale jakby tego było mało, przygotował także biografię wspierającą esej oraz napisał posłowie, w którym analizuje zawarte w książce opowiadania.

Nie można też nie wspomnieć o wydaniu “Przyszła na Sarnath zagłada...”. Ponownie dostajemy doskonale oprawione w twardą okładkę ponad sześćset stronicowe tomiszcze, ilustrowane tym razem grafikami Krzysztofa Wrońskiego. Na pewno będzie się godnie prezentowało na każdej półce.

Podobnie jak “Zgroza w Dunwich...”, recenzowany tom to pozycja obowiązkowa w kolekcji fana grozy. Szczególnie tej klasycznej spod znaku wielkich przedwiecznych, ale i osoby nie będące wielbicielami Lovecrafta powinny podczas lektury nieźle się bawić. W końcu klasyka jest ponadczasowa. Tym razem nie mamy tutaj do czynienia ze stuprocentową grozą i przyjdzie nam zwiedzić kilka miejscówek prosto ze snów, ale i tak warto, bo i w tych bardziej fantastycznych historiach często nie brakuje grozy. Wydawnictwo Vesper po raz kolejny prezentuje na naszym rynku pozycję, którą warto mieć w swojej kolekcji.

underluk

GORE

3

STRACH

5

OCENA

9