Lalka Manitou

Tytuł oryginalny: Manitou Doll

Autor: Guy N. Smith

Wydawca: Phantom Press 1992

Rok powstania: 1990

Historia oraz osadnicy nie obeszli się z Indianami łagodnie, a rdzenni mieszkańcy Ameryki mają komu i za co złorzeczyć. A i klątwę, o której ich potomkowie może nawet nie wiedzą, pewnie niejedną rzucali. I to właśnie taką klątwą obarczona jest jedna z bohaterek “Lalki Manitou” pióra Guya N. Smitha.

Dziewczyna (o indiańskich korzeniach) zajmuje się wróżeniem w parku rozrywki, który znajduje się niedaleko kurortu gdzieś na linii brzegowej Wielkiej Brytanii. Poza przepowiadaniem przyszłości ma jeszcze jeden talent. Rzeźbiarstwo, którego efekty widać wszędzie dookoła poczynając od karuzel na teatrzyku dla dzieci kończąc. Gorzej, że jej dzieła zdają się żyć własnym życiem i złaknione są krwi, a na samym terenie lunaparku dochodzi do licznych tajemniczych morderstw.

I to te zabójstwa są tutaj największa atrakcją. Krwawe i częste nie wpływają jednak na działalność parku rozrywki, a jego goście tłumnie korzystają z atrakcji. O ile nie przyglądają się akurat masakrze. Dziwne? Oj tam, do słabego związku przyczynowo-skutkowego i co najmniej podejrzanego zachowania bohaterów trzeba się tutaj przyzwyczaić. Normalnie takiej miejsce powinno zostać zamknięte, a ludzie raczej by go unikali. No ale normalność przedstawionego w książce świata jest mocno umowna, choć można to podciągnąć pod działanie starej indiańskiej magii, która oddziałuje na białych jak lep na muchy. Wtedy pewne rzeczy wydają się bardziej uzasadnione, ale nadal są mocno naciągane.

Sam klimat książki jest posępny. Na dworze prawie cały czas pada deszcz, a nadmorskie widoki pod zachmurzonym niebem, nieszczególnie pobudzają wyobraźnię. Bohaterowie są męczący, często ich zachowanie jest irytujące, a żonę jednego z bohaterów najchętniej udusiłbym własnymi rękami. Nie sprawia to, że lektura jest lekka i przyjemna. Choć akcja jest dość szybka, to brakuje jej płynności, a całość sprawia wrażenie takiego worka, do którego wrzucono jakiś motyw przewodni, a potem jeszcze kilka rzeczy, które były pod ręką. A że nie do końca pasują? Kto by się tym przejmował.

W efekcie “Lalka manitou” to lektura, która nie przynosi większej satysfakcji. Nie straszy, ale stara się zszokować paroma trupami. Wychodzi jej to raz lepiej, raz gorzej, ale kilka krwawych atrakcji się znajdzie. Do tego mamy kiepskich bohaterów, niewykorzystany motyw indiańskiej klątwy, masę mocno naciąganych sytuacji i taką sobie opowieść. Ktoś kto wychował się na książkach Smitha będzie zadowolony.

underluk

GORE

6

STRACH

3

OCENA

5