Mnich

Tytuł oryginalny: The Monk

Autor: Matthew Gregory Lewis

Wydawca: Vesper 2016

Rok powstania: 1796

Klasyczne powieści grozy, szczególnie te stanowiące podwalinę gatunku, różnie znoszą próbę czasu. Niektóre starzeją się z godnością, potrafią robić wrażenie nawet dziś, inne natomiast z upływającym czasem radzą sobie gorzej i im dalej od premiery, tym ich wydźwięk jest słabszy. “Mnich” to niewątpliwie klasyka, przykład powieści gotyckiej, która mimo ponad dwustu lat na karku z mijającym czasem poradziła sobie całkiem nieźle.

Historia przedstawionych w niej bohaterów nie straciła wiele na aktualności. Nie brakuje w niej miłości, niewinności, żądzy, intryg, szczypty przygody i całkiem sporej dawki erotyki. Nie brakuje także ciemnych mocy oplatających bohaterów swoimi sieciami i kierujących ku niecnym występkom. Szczególnie, że ich główna ofiara jest postacią świątobliwą, spędzającą swe życie za murami klasztoru i uważaną przez sobie współczesnych za żywego świętego. Ale czy złe siły musiały dużo napracować się by złamać jego ducha i czy ofiara jest tutaj odpowiednim określeniem? Niekoniecznie, a siła ich oddziaływania dość szybko przynosi pierwsze efekty, prowadząc do coraz większych tragedii. I choć głównie tytułowy mnich wodzony jest tutaj na pokuszenie, to nie tylko jego zachowanie przeczy pełnionej przez niego roli. Bo niektórzy są po prostu źli i nie potrzebują podszeptów demona.

Całość napisana jest fajnym językiem, za który gratulacje należą się Zofii Sinko. Przekład czyta się lekko i przyjemnie, choć sama konstrukcja trąci lekko myszką. To dla jednych będzie wadą, dla innych zaletą. Mi osobiście sposób opisywania wydarzeń i maniera z jaką wyrażają się bohaterowie przypadł do gustu, więc należę do tej drugiej grupy.

Choć od czasu premiery książki minęło sporo czasu, to niektóre jej elementy nawet dziś potrafią robić wrażenie. Doskonale stopniowana jest tutaj groza. Wkrada się powolutku i choć paranie się magią początkowo wydaje się dość niewinne, to z czasem jej ciężar narasta i zagarnia dla siebie coraz więcej przestrzeni. Próbę czasu fantastycznie przetrwały wątki erotyczne, które w pewnym momencie zahaczają nawet o niezłą makabrę. No bo powiedzcie sami, w ilu współczesnych historiach sceny gwałtu rozgrywają się w krypcie w otoczeniu trupów? Parę się znajdzie, ale to cały czas jest mocny motyw, a dwieście lat temu to już wogóle mógł szokować. Ciekawie wypada postać tytułowego mnicha, który niby zdaje sobie sprawę ze swoich czynów, niby żałuje za grzechy, ale jednak dosyć łatwo stacza się coraz bardziej i bardziej gubiąc swoją duszę. Przy czym cały czas wierzy, że uda mu się ją jeszcze ocalić. Sam klimat opowieści ma też swój urok i momentami przyjemną atmosferę. No i to zakończenie. W sumie byłem nim pozytywnie zaskoczony, więc na pewno nie zdradzę nawet odrobiny z jego tajemnicy. Podczas lektury, przyjemnym urozmaiceniem będą drzeworyty spod ręki George’a Tute’a, za które plus dla wydawcy.

I niby można narzekać, że bohaterowie, szczególnie pewna niewiasta, bywają infantylni. Że niektóre wydarzenia wydają się zbyt naiwne. Że dużo tu gadania, wzniosłego romansowania i akcja momentami nieco się wlecze. Że trochę to powolne i od czasu do czasu wkradnie się lekki znużenie… Ale nie zmienia to faktu, że “Mnich” to książka, po którą warto sięgnąć i która wbrew pozorom, ciągle jest aktualna. Jej lektura nadal dostarcza pełnego spektrum emocji, potrafi bawić i przede wszystkim zaciekawić. Po którą cały czas warto sięgnąć.

underluk

GORE

3

STRACH

4

OCENA

7