Bastion

Tytuł oryginalny: The Stand

Autor: Stephen King

Wydawca: Albatros 2014

Rok powstania: 1990

Bastion” to książka, która potrafi przytłoczyć swoim rozmiarem. Same jej gabaryty budzą respekt, a gdy człowiek ją otworzy i zobaczy, że te sporo ponad tysiąc stron zadrukowanych jest malutką czcionką… to może budzić strach… jak i perwersyjną chęć zmierzenia się z tym wyzwaniem. Na szczęście to Stephen King, więc można mieć przynajmniej pewność, że fabuła będzie trzymała przyzwoity poziom, a jest szansa, że nawet wciągnie. Ja już wiem czy było warto.

Wszystko zaczęło się od kataru. Ale czy zwykły katar może wymordować prawie całą ludzkość? Nie, ale zmodyfikowane na potrzeby wojska wirusy grypy już tak. Jedna zarażona osoba ucieka z środka badawczego zaraz po wypadku do jakiego tam doszło. Ta jedna osoba wystarczy by zarazić wszystkich, z którymi się zetknie. Następnie ci nowo zarażenie zarażają kolejnych i tak to się kręci. Gatunek ludzki staje na skraju wyginięcia, a przetrwają tylko nieliczni, przypadkowo uodpornieni na epidemię.

Horror? Nie. Raczej thriller lub coś z pogranicza SF i postapokalipsy. I gdyby za książką nie stał King, to pewnie by tak było. Jednak król horroru poza dosadnymi niekiedy opisami chorych, umierających i całych gór trupów zalegających w domach czy w samochodach na zakorkowanych autostradach i tunelach, dorzucił do swojej opowieści postać dziwnego wędrowca i garść niepokojących i tajemniczych wydarzeń. I to głównie ta mroczna postać odpowiada tutaj za atmosferę grozy. Nie wiemy kim jest, skąd pochodzi ani co motywuje jego działania, ale nie ulega wątpliwości, że jego plany nie prowadzą do niczego dobrego. I to wystarczy by ciarki przebiegły po plecach.

Ludzie, którzy przetrwali epidemię starają się przeżyć w nowej rzeczywistości. Samotność motywuje ich do szukania towarzystwa, a gdy zaczynają się tworzyć mniejsze lub większe grupki i dochodzi do wymiany doświadczeń, okazuje się, że wszyscy śnią podobne sny. O mrocznym człowieku i pewnej starej murzynce. Dzieli ich to na dwa osobne obozy, a czytelnik już wie, że obie strony się nie zaprzyjaźnią. Jak to się skończy?

Ogólny zarys nie oddaje siły tej historii. Wynika z niego banalna walka dobra ze złem, a narastający konflikt wcześniej czy później musi wybuchnąć. Ale na szczęście wiele zwrotów akcji trzyma przy lekturze, a tym co jest tutaj najlepsze są bohaterowie. I jak to już u tego autora nie raz bywało, postaci zaludniające jego opowieść są nieszablonowe i charakterystyczne. Jasne, jedne bardziej inne mniej i wśród nich można zaobserwować pewne schematy, ale i tak ciężko odmówić im uroku. Bohaterowie pozytywni, negatywni oraz ci nie do końca określeni, wyszli wyśmienicie.

Sama historia przez sporą część czasu jest opowieścią drogi. Grupki ludzi przemierzają bezkres amerykańskiego terytorium by w końcu dotrzeć do miejsca, gdzie zaczną odbudowywać nowe lepsze społeczeństwo. Tutaj wkrada się już polityka, socjologia i inne społeczne nauki, a historia zmienia tempo jak i swój ciężar. Typowego horroru jest niewiele, ale groza wkrada się dosyć często i wielokrotnie robi to niepostrzeżenie. A taka smakuje przecież najlepiej.

Mnie “Bastion” wciągnął. Polubiłem jego bohaterów i wraz z nimi chciałem stawić opór mrocznemu człowiekowi. Z lektury jestem zadowolony, choć od zachwytów jestem daleki. Mimo wszystko jest to solidna lektura, której warto posmakować. Oczywiście jeśli nie przerazi was swoimi rozmiarami. I jak to u Kinga, momentów gdzie pozornie nic się nie dzieje jest wiele, ale bez nich ta opowieść mogłaby być inna. I wątpię czy lepsza.

underluk

GORE

4

STRACH

4

OCENA

8