Miasto Trumien

Tytuł oryginalny: Coffin County

Autor: Gary A. Braunbeck

Wydawca: Amber 2009

Rok powstania: 2008

Cedar Hill to małe miasteczko, gdzieś na prowincji. Z pozoru ciche i spokojne, ale każdy, kto prześledzi jego historie dojdzie do wniosku, że to miejsce nie ma szczęścia. Od samego początku jego istnienia, ciągnie się za nim dziwna fala krwawych masakr, a wybuch w fabryce trumien skutecznie przypiął tej miejscowości inną, mniej oficjalną nazwę. No, ale i widok po nim był dość niecodzienny. Teraz w Cedar Hill znowu zaczynają umierać ludzie, a choć odciski palców znalezione na miejscu zbrodni, jednoznacznie wskazują sprawców, to trudno uwierzyć by było ich aż tylu, szczególnie, że niektórzy z nich są już martwi.

„Miasto trumien” jest powieścią niezwykłą. Znajdziemy tutaj duchy, krwawe miejsca zbrodni, seryjnego mordercę (a nawet kilku), a wszystko przyprószone szczyptą religii. Ponadto opisana historia, choć mało prawdopodobna, wciąga i interesuje, a kilka zwrotów akcji potrafi zaskoczyć. W ogóle sam pomysł jest ciekawy, a akcja dobrze poprowadzona. Rozkręca się powoli, ale skutecznie przykuwa uwagę i nie odpuszcza do samego końca. A im dalej w las, tym wydarzenia dzieją się szybciej.

Początkowo poznajemy epizody z życia miasta. Jego małomiasteczkowe legendy i wydarzenia, które potem przerodzą się w mity, powtarzane sobie przez mieszkańców w chwilach osobliwej zadumy. Wyrywki historii z czasem zaczynają się układać w pewną całość. Potem, gdy rozpoczyna się właściwa akcja, dowiadujemy się o kolejnych wydarzeniach z przeszłości, które niczym odnalezione puzzle wypełniają luki w opowieści i dopełniają kompletność przekazu. Tutaj wszystko ma swoje miejsce, choć można odnieść wrażenie, że opowieść snuta jest nieco chaotycznie. Momentami może nawet niedbale. I być może rzeczywiście odrobina bałaganu wdarła się do narracji, ale to może mieć też swoje plusy. Może przy ponowny sięgnięciu po tę pozycję, kolejne elementy wskoczą na swoje miejsce.

W każdym razie „Miasto Trumien” czyta się dobrze. Czasami można się trochę pogubić, ale w jakiś chory sposób dodaje tej powieści uroku. A tego ostatniego jej nie brakuje. Atmosfera, jaką autor zdołał w swojej książce wykreować jest niepowtarzalna. Dawno nie czytałem tak sugestywnych opisów i nie czułem tak fajnie wykreowanego klimatu. Może bohaterom przydałoby się trochę grubszego sznytu, ale i tutaj nie ma szczególnie, na co narzekać. No i główny przeciwnik jest interesujący. Z początku nawet wydaje się niepokonany, a jego historia, choć dobrze wszystkim znana na pewno nie jednego czytelnika zaskoczy. Nie chcę tutaj zbyt dużo zdradzać z fabuły, więc w tym miejscu poprzestanę. Dodam jeszcze tylko, że miłośnicy gore znajdą tutaj kilka opisów dla siebie.

Dodatkowym smaczkiem opisywanej pozycji, są dodatkowe dwa opowiadania, które z główną historią łączą się tylko tym, że rozgrywają się gdzieś w okolicach tytułowego miasta. I od razu dodam, że nie są dodane na odczepne. Pierwsza z nich „Zagram Ci Bluesa” jest doskonała. Opowiada historię pewnego pojedynku, który rozgrywany w przydrożnej knajpie, zdecyduje o istotnej części ludzkiego życia. Historię czyta się świetnie i z zapartym tchem.
Druga nosi tytuł „Składka Związkowa” i przedstawiona w niej jest historia pewnego strajku. To jest smutna opowieść o ludziach, których życie pochłania fabryka. Dość pesymistyczna, ale posiadająca niezłe zakończenie.

Ogólnie rzecz ujmując, „Miasto Trumien” jest książką zdecydowanie godną przeczytania i wiem, że jeśli wpadnie mi jeszcze kiedyś w ręce jakaś pozycja Braunbecka, to nie będę się długo zastanawiał. Zapewne nie każdemu przypadnie do gustu, ale spróbować warto.

underluk

GORE

6

STRACH

6

OCENA

8