Kandydat z piekła

Tytuł oryginalny: The Hell Candidate

Autor: Graham Masterton

Wydawca: Replika 2011

Rok powstania: 1980

W Stanach Zjednoczonych zbliża się okres wyborów prezydenckich. Jack Russo z małomiasteczkowego dziennikarza awansuje do osobowy odpowiedzialne za kontakt z mediami senatora Huntera Peala. Choć jego pracodawca nie wybija się szczególnie spośród innych kandydatów, wydaje się osobą zrównoważoną i wierzącą w głoszone ideały, które zbiegają się z przekonaniami naszego bohatera. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia. Hunter Peal nagle zmienia swoje podejście, a jego program wyborczy ulega znaczącym zmianom. Głosząc powrót do pierwotnych ideałów Ameryki, zamierza zamknąć biednych w gettach, wrócić do wojny w Wietnamie i stworzyć z USA militarną potęgę. Co gorsza zdaje się zyskiwać zaskakująco duże poparcie, a on sam, jako osoba, staje się coraz mniej przyjazny i rozwiązły. Sytuacji nie poprawiają dziwne zgony oraz przywidzenia, jakie zdaje się mieć Jack.

Kto przeczytał już kiedyś choć dwa horrory Mastertona, wie czego się spodziewać. Pradawne zło pod postacią, jakiejś istoty znanej z historii lub legend, zrobi wszystko by przedostać się do naszego świata i jak zwykle zniszczyć go lub, chociaż pozbyć się ludzkości. W osiągnięciu swego celu nie cofnie się przed brutalnymi sztuczkami, ale na jego drodze stanie bohater, który za wszelką cenę postara się je powstrzymać, a przy okazji da powód do opisania kilku bardziej prywatnych momentów. Taaak, ten schemat zna chyba każdy. Raz wychodzi lepiej, innym razem gorzej, a w „Kandydat z piekła” wyszedł tak sobie.

Zacznijmy może od plusów. Główny bohater, może wzbudzać sympatię i jego przygody potrafią wciągnąć. Ponadto sama akcja poprowadzona jest sprawnie i nie nudzi, choć duży nacisk położony jest na politykę, a manifestacje całego zła tego świata schodzą poniekąd na dalszy plan. Mimo wszystko cały czas są odczuwalne i nie można o nich zapomnieć. Kiedy ma być krwawo, tak jest, a jako, że autor specjalizuje się także m.in. w pisaniu poradników seksuologicznych, to i sceny bardziej pikantne wypadają dobrze. Sama tematyka też jest interesująca.

Co więc nie zagrało? Przede wszystkim masa ogranych trików. Ciężko poczuć się niepewnie, gdy po raz kolejny jesteśmy straszeni tym samym. Jasne, mamy tutaj szatana zamiast jakiegoś indiańskiego ducha, czy inną poczwarę, ale co z tego, skoro ten osławiony pan piekieł wydaje się mało kreatywny. Poza tym cały opis kampanii prezydenckiej, wymaga od czytelnika sporej dawki tolerancji, a i obszerność tego elementu książki wydaje się trochę przesadzona. Wiele wydarzeń jest zupełnie nieprawdopodobnych. Rozczarowuje także zakończenie. Szczególnie, że rozgrywa się błyskawicznie, bo zaledwie na dwudziestu stronach. Jak się czytelnik nie skupi, to jeszcze je przegapi.

„Kandydat z piekła” jest powieścią średnią. Komuś, kto zaczyna przygodę z horrorem, może się spodobać, ale bardziej oczytani w gatunku, nie znajdą tutaj dużo dla siebie. Razi trochę powtarzalność i schematyczność, ale trzeba pamiętać, że jest to książka z lepszych czasów pisarza i w momencie wydania mogła nie wydawać się tak oklepana. Czyta się dobrze i nie nudzi. Brakuje trochę większej ilości mocnych akcentów, ale na szczęście książka nie jest ich pozbawiona. Można sięgnąć.

underluk

GORE

5

STRACH

3

OCENA

6