Zaklęci

Tytuł oryginalny: Walkers

Autor: Graham Masterton

Wydawca: Prima 2001

Rok powstania: 1989

Jack Reed, właściciel sieci warsztatów zajmujących się głównie oponami i wymianą tłumików, pewnego dnia trafia przed front opuszczonego budynku, w którym z miejsca się zakochuje. Dodajmy, że trafia tutaj zupełnie przypadkiem, przez dziecko, którego o mały włos nie przejechał. Podąża za nim w las, aż dociera do wspomnianej, opuszczonej od ponad sześćdziesięciu lat budowli. W jego głowie rodzi się pomysł klubu wiejskiego dla bogatych klientów. Znajduje agenta nieruchomości, który zgadza się pomóc mu w dokonaniu zakupu i wszystko, poza rozmową z żoną, idzie po myśli naszego bohatera. Przynajmniej do momentu, kiedy Jack przyjeżdża tutaj ze swoim synem, który w dziwny sposób gdzieś ginie. Zrozpaczony ojciec stara się go odszukać, ale znajduje tylko zabawkę dziecka do połowy wrośniętą w ścianę. Jak to możliwe? Otóż w murach budowli uwięzieni są chorzy psychicznie psychopaci, dla których w latach trzydziestych była tutaj klinika. Jednak jeden z nich, o ponadprzeciętnej inteligencji i jeszcze większych skłonnościach psychopatycznych, dzięki wykorzystaniu zaklęć magii ziemi, wraz z resztą pacjentów prawie ucieka z więzienia. Przeszkadza im w tym jednak pewien ksiądz, a teraz, uwięzieni za wszelką cenę chcą się wydostać. Tym bardziej, że właśnie nadarzyła się taka świetna okazja.

„Zaklęci” są klasyczną książką Mastertona i jedną z lepszych opowieści napisanych przez tego pisarza. Nie jest to może poziom „Wyklętego”, ale dzieje się dużo, mocnych momentów nie brakuje, a tępo opowieści jak i sama fabuła trzymają w napięciu. Po początkowym dziwnym wydarzeniu, następuje spory fragment normalnej, obyczajowej opowieści, podczas którego poznajemy bohaterów i kierujące nimi motywy. Dopiero, kiedy Jack zabiera syna do odnalezionego budynku, zaczyna narastać napięcie. Najpierw delikatnie, zwiastując czające się niebezpieczeństwo, aż w końcu dochodzi do zaginięcia chłopca. To jest punkt, od którego zaczyna się klasyczny horror. Budynek nagle okazuje się czymś więcej niż widać na pierwszy rzut oka, a to coś jest dużo groźniejsze, niż można by przypuszczać. Nasz bohater staje przed trudnym wyborem, ratowania swojego syna, lub postąpienia bardziej altruistycznie i nie pozwolić wyzwolić się szaleńcom, którzy na wolności zabiją mnóstwo niewinnych ludzi. Oczywiście wybór dla Jacka jest oczywisty. Potomek jest dla niego najważniejszy i zrobi wszystko by go odzyskać. Niestety skutki tego będą krwawe.

Nie ukrywam, że książka mi się podobała. Jest kilka brutalniejszych scen, ale nie jakoś ekstremalnie. Masterton niejednokrotnie był w tej kwestie bardziej kreatywny. Średnio podobały mi się za to, niektóre opisy pojawiania się tytułowych postaci, typu unoszącej się dłoni nad powierzchnią gruntu niczym płetwa rekina. To trochę psuło mi klimat i wydaje się nieco kiczowate. Z samym głównym bohaterem również ciężko było mi się utożsamić i chyba do ostatniej strony nie zdołałem się do niego przekonać. Za to postaci poboczne, jak najbardziej przypadły mi do gustu, choć ich postępowanie nie zawsze było w pełni logiczne. Cóż, zrzucam to na karby dobra historii.

Po „Zaklętych” warto sięgnąć i myślę, że nie będzie to czas stracony. Ja podczas lektury bawiłem się dobrze i nie żałuję spędzonego z nią czasu.

underluk

GORE

6

STRACH

6

OCENA

7