Macki

Tytuł oryginalny: Tendrils

Autor: Harry Adam Knight

Wydawca: Phantom Press International 1991

Rok powstania: 1986

Podczas odwiertów, które miały sprawdzić czy badany teren, nadaje się na składowisko odpadów, robotnicy trafiają na dziwną pustkę między skałami. Po chwili prace są kontynuowane, ale świder pęka, a z otworu zaczyna tryskać czarna ciecz. Ropa? Nie koniecznie. Płyn tryskający spod ziemi z łatwością topi ludzkie tkanki, a teren robót przeradza się w istne piekło. Ale to dopiero początek tragedii.

Pod Londynem dochodzi do kilku bardzo dziwnych przypadków. Odnaleziono zwłoki kobiety, która wydaje się być pustą skorupą. Podobny los spotkał kilku innych pechowców w okolicy oraz stado krów. Wkrótce zaczynają napływać raporty o dziwnych czarnych robakach, które okazują się śmiertelnie niebezpieczne. Doktor Clive Thomas zaczyna kojarzyć fakty, ale nikt nie chce uwierzyć w jego teorię.

Wszystkie horrory klasy B, nie ważne czy filmowe czy książkowe, mają swój specyficzny klimat, który przyciąga do nich całe rzesze fanów. Te kiczowate potwory, tanie efekty specjalne i ograne chwyty to coś, co tworzy określoną atmosferę i na pierwszy rzut oka, wiadomo, z czym będziemy mieć do czynienia. Piszę o tym, bo sięgając po „Macki” miałem wrażenie, że wiem, co zastanę na jej kartach. Zgadzam się, że nie należy oceniać książki po okładce, ale ta z polskiej wersji recenzowanej powieści Harryego A. Knighta, mimowolnie budzi skojarzenia z literaturą, niekoniecznie wysokich lotów. A to, co zastałem w środku, okazało się naprawdę niezłą historią.

Autorowi udało się stworzyć gęsty klimat, a cała fabuła odkrywana jest powoli. Z początku mamy dziwny płyn, potem robaki, a to jeszcze nie koniec. Historia się rozwija, a Knight odsłania kolejne karty, których w rękawie ma, co najmniej kilka. Wszystko buduje wciągającą historię osnutą niezłą atmosferą i dobrymi zwrotami akcji. Ponadto książka wciąga, fabuła nie ma przestojów, a krajobraz szybko się zmienia, zaczynając od prowincji, przez przedmieścia na kanałach pod Londynem kończąc. Nudzić się nie ma kiedy.

Nie wszystko jednak wypada tak dobrze. Bohaterowie mogliby być nieco mniej sztampowi, a niektóre ich zachowania pozostawiają wiele do życzenia. Nie przypadł mi do gustu również motyw z pojawianiem się żony głównego bohatera, ale nie będę więcej w tej kwestii zdradzał, żeby nie psuć nikomu lektury.

Jeśli ktoś oczekuje po lekturze „Macek”, prawdopodobnych wydarzeń lub jakichś głębszych doznań, srogo się zawiedzie. Niemniej fani kina klasy B, na pewno będą usatysfakcjonowani. Recenzowaną pozycję czyta się szybko i przyjemnie. O ile horror może czytać się przyjemnie. „Macki” spokojnie mogą stanąć obok „Fungusa” tego samego autora. Inny klimat i historia na nieco mniejszą skalę, ale książka równie ciekawa.

underluk

GORE

6

STRACH

5

OCENA

8