Przemytnik cudu

Tytuł oryginalny: Przemytnik cudu

Autor: Jakub Małecki

Wydawca: Red Horse 2008

Rok powstania: 2008

W Poznaniu dzieją się dziwne rzeczy. Jedną ulicę zalewa krew, inna obrasta skórą. Pomniki się przemieszczają, a nocą pewien kanar niepostrzeżenie obcina ludziom stopy. Pracujący w banku Hubert słyszy duchy dzieci, a jego ostatni klient zachowuje się bardzo dziwnie. Opiekująca się chorą matką Joanna, pracuje na dwa etaty i ledwo wiąże koniec z końcem, pewnego dnia spotyka tajemniczego Bogdana bez imienia, w którym się zakochuje, a ten wprowadza ją do organizacji „Dobro”. Po mieście kręcą się trzy dziwne postaci, o nienaturalnie powykręcanych ciałach. Czy to wszystko się ze sobą łączy?

Jakub Małecki w „Przemytniku cudu” stworzył całkiem niezłą legendę, która ożywa. Cała galeria interesujących postaci to dodatkowy plus tej powieści, choć uczciwie muszę przyznać, że nie chodzi tutaj o głównych bohaterów. A tych mamy dwoje. Pracującego w banku Huberta, który robiąc karierę nie ma za bardzo czasu na nic innego oraz Joannę, sprzątaczkę, która być może trafia na swoją miłość. Te postaci, choć dobrze nakreślone są dość standardowe. O ile mężczyznę z czasem polubiłem, tak do kobiety przez całą tę książkę nie mogłem się przekonać. Na szczęście z Hubertem spędzimy najwięcej czasu.

Za to postaci, które tutaj czynią cuda to już konkretnie pokręceni kolesie. Trójka misjonarzy wygląda naprawdę dziwacznie, a ich zachowanie tylko potwierdza to, co widać na pierwszy rzut oka. Do normalności to im daleko. Gruby jegomość z dredami, odcinający ludziom stopy zardzewiałą siekierą jest przerażający tak, jak być powinien. Bogdan bez imienia jest postacią bardzo tajemniczą, a jego motywacje jak się przekonamy są dużo bardziej mroczne niż początkowo mogłoby się wydawać. Poza nimi trafi się pewien jegomość mieszkający w drzewie, czy Mateusz, który jak sam się przyzna, rozmawiał z szatanem. A to nie koniec tej dziwnej galerii osobowości.

Co do samej historii, to czyta się ją dobrze. Momentami zdarzają się słabsze momenty, ale kolejne wydarzenia skutecznie trzymają przy lekturze. Dzieje się dużo, choć momentami powiedziałbym, że cudacznie, a to wymaga odpowiedniego nastawienia do tej fabuły. Na plus zaliczyć muszę, panujący tutaj klimat, który powiedziałbym, że przesiąknięty jest polskością. Nie wiem jak to dokładnie określić, ale autor doskonale uchwycił w swojej książce podejście narodu do religii i atmosferę, z jaką codziennie spotyka się każdy z nas na ulicy. To jest coś nieuchwytnego, co trzeba poczuć sięgając po tę książkę. Kolejnym plusem są momentami naprawdę mocne i plastyczne opisy. Niekiedy bywa nieprzyjemnie, ale autor na szczęście nie przekracza pewnej granicy, przez co lektur nie przemienia się w katorgę.

Nie będę jednak przekonywał, że jest to literatura, którą każdy musi poznać. „Przemytnik cudu” zdecydowanie nie trafi do każdego. Mi się spodobał i osobiście jestem zadowolony z tej lektury, choć nie wszystko mi w niej przypadło do gustu. Nie mniej uważam, że warto jest tej książce dać szansę. W końcu nie na co dzień możemy obcować z cudami.

underluk

GORE

6

STRACH

4

OCENA

7