Łowca snów

Tytuł oryginalny: Dreamcatcher

Autor: Stephen King

Wydawca: Prószyński i S-ka 2012

Rok powstania: 2001

King lubi grube opowieści. Lubi też kino z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, gdzie nie brakowało wszelkiej maści potworów i latających spodków. „Łowca snów” łączy jego zamiłowanie do tanich kosmitów i długaśnych historii.

Czwórka przyjaciół z dzieciństwa, choć w dorosłym życiu ich drogi nieco się oddaliły, co roku spotyka się w leśnym domku, w którym spędzają czas wspominając stare dobre czasy oraz polując na leśną zwierzynę. Pewnego dnia jeden z nich o mało nie zastrzelił człowieka. Może to śmieszne, ale początkowo wziął go za jelenia. Mężczyznę od śmierci uratował dosłownie ułamek sekundy. Potem będzie żałował, że nie pociągnął za spust. Wkrótce okaże się, że w ciele nieznajomego ukrywa się kosmiczny pasożyt, a w okolicy rozbiło się UFO z pasażerami, którzy bynajmniej nie mają przyjaznych zamiarów. Do akcji wkracza armia, a jej zadanie jest jedno. Wyczyścić teren ze wszystkiego, co żyje. Czy ktoś się uratuje?

Stephen King snuje swoją opowieść powoli. Pozwala czytelnikowi zapoznać się z bohaterami i poznać ich życie. Zarówno teraźniejsze, jak i to z dzieciństwa, kiedy poznali Dudditsa, upośledzonego chłopca, którego potem zgodnie uznają za najlepsze, co im się w życiu przytrafiło. Co może być drodzy czytelnicy, pewną sugestią dla was, że wspomniana postać jest na swój sposób niezwykła. Jak nie trudno się domyśleć, fabuła prowadzona jest jednocześnie na dwóch poziomach. Obserwując zmagania bohaterów z losem, jaki ich spotkał, jednocześnie jesteśmy światkami wydarzeń z przeszłości.

A zmagać się oni muszą nie tylko z kosmitami, którzy występują pod postacią „gównianych łasic”, czerwonawych porostów oraz tradycyjnych szaraków, ale zmuszeni są także stawić czoło własnym słabością, a niektórzy także żołnierzom, którzy objęli cały teren kwarantanną. Całą militarną akcją steruje człowiek pozbawiony skrupułów, który wie jak to wszystko się skończy. Przynajmniej do momentu, aż wszystko się nie skomplikuje.

Osobiście uważam, że wiele książek Kinga jest przegadanych. Ta jest doskonałym przykładem takiego literackiego lania wody. To nie jest historia, która potrzebuje aż tylu słów, ale jak sam pisarz przyznał, pisało mu się ją wybitnie dobrze i była ona także ukojeniem dla jego bólu. Niech mu będzie. Na szczęście czyta się dobrze, a akcja wciąga, choć pod koniec zaczyna już nieco nużyć. Ostatnie trzysta stron czytałem raczej z rozpędu niż chęci śledzenia akcji.

Mimo wszystko „Łowaca snów” to ciekawa pozycja. Horrory o kosmitach nie są wcale tak powszechne, a kunszt Stephena Kinga zapewnia literaturę na odpowiednim poziomie. Czasami trochę rozwlekłą, ale przez większość czasu wciągającą. Coś dla miłośników „Z archiwum X”.

underluk

GORE

4

STRACH

4

OCENA

6