Wendigo

Tytuł oryginalny: Endgewise

Autor: Graham Masterton

Wydawca: Albatros 2007

Rok powstania: 2006

I znowu wracamy do indiańskich legend i północnoamerykańskiego folkloru. Graham Masterton najwyraźniej czuje się dobrze w tych realiach i po raz kolejny serwuje nam ducha, wywodzącego się z wierzeń rdzennych mieszkańców tamtego regionu. Tym razem nie jest to jednak Manitou, a tytułowy Wendigo.

Lilly ledwo uchodzi z życiem z napadu, jakiego dokonało dwóch zamaskowanych mężczyzn. Włamali się oni nocą do jej domu, związali ją, oblali benzyną i chcieli spalić żywcem. Na szczęście udało jej się w porę uwolnić, ale włamywacze porwali jej dzieci. Podejrzenia padają na jej byłego męża, jednak ten gdzieś się zaszył i nawet FBI wydaje się być bezradne. W końcu przyjaciel bohaterki kontaktuje ją z pewnym detektywem, który podobno doskonale sprawdza się w podobnych przypadkach. Ten z kolei przedstawia ją z indiańskiemu szamanowi, który zgadza się jej pomóc, w zamian za akt własności kawałka ziemi, których niegdyś należał do jego szczepu. Lilly gotowa jest poświęcić wszystko by odzyskać dzieci, więc zgadza się na taki układ. Indianin posyła tytułowego ducha lasu, by ten odnalazł pociechy, a przy okazji dopilnował dotrzymania warunków umowy. Niestety wkrótce okaże się, że Wendigo po drodze zostawia krwawy ślad za sobą, co nasza bohaterka uważa za niedopuszczalne. Wkrótce sama będzie musiała stanąć w obronie rodziny i zmierzyć się z duchem, którego poniekąd sama wezwała.

Wendigo” charakteryzuje obietnica, czego mocnego, czegoś nastrojowego i czegoś, co może budzić poczucie grozy. Niestety jest to obietnica nie do końca spełniona. Początek jest dość brutalny, a i późniejszym atakom indiańskiego ducha nie ma, co zarzucić. Krew leje się gęsto, no, bo jak ma być inaczej, kiedy ludzie są rozrywani na mniejsze kawałeczki. Mogłoby, co prawda być takich scen więcej, ale w sumie nie ma, co narzekać. Niestety pozostałe elementy trochę zawodzą. Grozy jest tutaj za mało, a jak już się pojawia to zbyt szybko znika, a nastrój jest trochę niewyraźny. Choć wydawać by się mogło, że indiański szaman i jego pomocniczka, sami w sobie budują niezły klimat, to jednak gdzieś się on rozmywa. W efekcie zostajemy z postaciami dość jednowymiarowymi i złem dość mocno określonym i przewidywalnym.

Niemniej książkę czyta się przyjemnie. Akcja sprawnie posuwa się do przodu i z zainteresowaniem śledziłem losy bohaterów. Nie zmienia to jednak faktu, że całej tej opowieści brakuje jakiegoś pazura, który w jakiś sposób by ją wyróżnił. W efekcie książka jest stosunkowo przeciętna, a szóstkę dostaje tylko ze względu na sprawność techniczną autora. Sięgnąć można, ale znać nie trzeba.

underluk

GORE

6

STRACH

2

OCENA

6