Zew Krabów

Tytuł oryginalny: Crabs Moon

Autor: Guy N. Smith

Wydawca: Phantom Press International 1991

Rok powstania: 1984

“Noc krabów” okazała się na tyle dużym sukcesem, że Guy N. Smith szybko powrócił do tej opowieści w „Zewie krabów”. Zresztą powróci do tego tematu jeszcze nie raz.

Olbrzymie kraby znowu pojawiają się na Wyspie Muszli. Zagrażają także pobliskiej miejscowości oraz ośrodkowi wypoczynkowemu Blue Ocean. Kemping wybudował pewien finansista, który nie pozwoli by przerośnięte skorupiaki w jakiś sposób odstraszyły mu klientów. Zamyka bramy ośrodka, a turystów więzi na jego terenie. Tam podobno ma być bezpiecznie, a wojsko i tak nikomu nie pozwoli wyjechać by uniknąć chaosu i blokowania dróg. Czas mija, a atak krabów to tylko kwestia czasu.

Zew krabów” to niby kontynuacja „Nocy krabów”. Jednak trudno w to uwierzyć. Szczególnie, że znajdziemy tutaj fragmenty skopiowane z poprzedniej książki, takie jak śmierć Iana i Julie czy atak na czołg. Ponadto pojawia się tutaj także Cliff Davenport, ale nie ma pojęcia jak poradzić sobie z zagrożeniem, a przecież gdybyśmy mieli tutaj do czynienia z dalszym ciągiem wydarzeń przedstawionych w tamtej książce, sposób pokonania zagrożenia powinien być znany. A więc czym jest ta książka?

Z jednej strony można ją potraktować jako przedstawienie tej samej historii, ale z innej perspektywy. Jednak patrząc na dziejące się wydarzenia, trochę za dużo tu nieścisłości i nielogiczności by takie podejście było uzasadnione. Z drugiej strony można do tej książki podejść jak do tej samej historii, ale napisanej od nowa w teoretycznie lepszy sposób. I to jest opcja, którą ja preferuję. Tylko, że jak to z remake’ami bywa, nie zawsze dorównują swoim pierwowzorom i tym razem nie jest inaczej.

A co poszło źle? Mówiąc krótko wszystko. „Zew krabów” jest prawie dwa razy dłuższy niż „Noc krabów”, ale to bynajmniej nie oznacza, że dzieję się więcej, a już zdecydowanie nie ciekawiej. Autor mnoży bohaterów tylko po to by ich zabić, a pomiędzy poszczególnymi atakami skorupiaków niby coś się dzieje, ale to wszystko jest tak nudne, że aż ciężko się czyta. Brnąłem przez tę pozycję z obowiązku. Z bohaterami nie zżyłem się w ogóle, a ich losy obchodziły mnie równie mocno, co historia w przysłowiowej „Modzie na sukces”. Jakby tego było mało, to ta fabułą zwyczajnie się nie klei. Zamiast ewakuować ludność z zagrożonych terenów, to ich się tam więzi. Trzyma pod kluczem, a teren otacza wojskiem. Na domiar złego, kraby, które powinny być daniem głównym, są zepchnięte w tło i znikają równie szybko jak się pojawiają. Niby są, ale ich obecność jest jakaś taka mglista i powierzchowna. Do tego wszystkiego brakuje jeszcze zakończenia. Tak jakby autor sam się zmęczył i w pewnym momencie postanowił porzucić swą opowieść.

To nie jest dobra książka i jeśli nie jesteście wielkimi fanami literatury klasy B, zmutowanych potworów albo złych książek, szkoda po „Zew krabów” nawet sięgać. Jakby, co ja was ostrzegałem.

underluk

GORE

3

STRACH

1

OCENA

2