Poza sezonem

Tytuł oryginalny: Off Season

Autor: Jack Ketchum

Wydawca: Papierowy Księżyc 2010

Rok powstania: 1980

Jack Ketchum został swego czasu okrzyknięty przez Stephena Kinga „najstraszniejszym facetem w Ameryce”. Czy zasługuje on na to szumne miano? Po lekturze „Poza sezonem” można bez wahania odpowiedzieć na to pytanie twierdząco.

Książka opowiada historię pisarki Carli i piątki jej przyjaciół, którzy wybrali się do wiejskiego domku by odpocząć i spędzić wspólnie czas w przyjemnych okolicznościach przyrody. Nie spodziewali się jednak, że ich spokój przerwie atak prymitywnego plemienia kanibali, ukrywającego się w pobliskich jaskiniach. Od tej chwili będą musieli zrobić wszystko by przetrwać.

Niniejszy opis może sugerować, że Ketchum zaserwował czytelnikom niezbyt wyszukaną opowiastkę o krwiożerczych kanibalach i grupie osób, która stara się uniknąć śmierci z ich rąk. Połowicznie zgodzić się trzeba z takim stwierdzeniem, Ketchum bowiem posłużył się kliszą fabularną, której w gatunku survivalu ciężko uniknąć. Jednak sposób w jaki opowiada o wydarzeniach przez siebie przedstawianych oraz pytania jakie zadaje w związku z nimi sprawiają, że nie można uznać „Poza sezonem” za dzieło wtórne.

Historia składa się z dwóch części. W pierwszej autor przedstawia nam protagonistów, obrazuje relacje występujące między nimi, ich styl życia i przemyślenia. Pierwotna charakterystyka bohaterów nie jest może zbyt głęboka, jednak nie można powiedzieć, że stanowią oni wyłącznie tekturowe postaci, które pojawiają się jedynie po to, by następnie w spektakularny sposób dokonać żywota z rąk oprawców. Jest to niewątpliwy atut opowieści, czytelnik bowiem sympatyzuje z bohaterami, jest w stanie zrozumieć ich postępowanie i kibicuje im w obliczu zagrożenia. W drugiej części, którą rozpoczyna bezpardonowe wtargnięcie do wynajmowanego domku w lesie przez plemię antropofagów, ukazana jest walka Carli i jej przyjaciół o przeżycie. Od pierwszego zetknięcia z kanibalami czytelnik nie ma wątpliwości, że lektura powieści nie będzie lekką rozrywką. Głównym bowiem elementem, który nadaje specyficzny charakter omawianej opowieści jest niezwykła brutalność. Ketchum posługuje się w „Poza sezonem” językiem prostym i dosadnym. Efektem tego są niezwykle dokładne opisy scen mordów i okaleczeń. Autor w tych sekwencjach ani na chwile nie odwraca wzroku od przedstawianych okrutnych obrazów, nie pozostawia miejsca na wyobraźnię czytelnika. Trzeba zaznaczyć, że bardziej wrażliwi odbiorcy będą mieli trudności by przebrnąć przez niektóre fragmenty powieści, jednak dla miłośników literackiej ekstremy będą one wielką frajdą.

Budowany przez Ketchuma klimat jest niezwykle duszny. Umiejscowienie akcji w środku lasu, w pobliżu klifu nad morzem, choć typowe dla tego rodzaju opowieści, zostało wykorzystane do maksimum. Szansa na ratunek w takich okolicznościach jest niemal zerowa i zdają sobie z tego sprawę zarówno bohaterowie, jak i czytelnik. To poczucie osaczenia niemal wypływa ze stronic książki, jest prawie namacalne.

Ketchum w swojej książce umiejętnie dokonuje zestawienia cywilizowanego świata z dziką naturą napastników. Szczególną uwagę zwraca porównanie antagonistów: ludzi sukcesu pochodzących z wielkiego miasta, dbających o wygląd i konwenanse – z kanibalami, ubranymi w brudne szmaty, bezwzględnymi, brutalnymi i kierującymi się jedynie pierwotnymi instynktami. Czystość i przytulność domku, w którym mieli bohaterowie spędzić weekend oraz zajęcia jakim mieli się oddawać zestawiono z surowością jaskini, którą zamieszkiwali kanibale. Ketchum atakuje wrażliwość czytelnika również naturalistycznymi opisami zwyczajów antropofagów, z dokładnością opisując np. współżycie dorosłego mężczyzny z ledwie nastoletnią dziewczynką na oczach reszty członków plemienia. Przedstawione obrazy są drażniące dla żyjącego w nowoczesnym świecie.

Ketchum zdecydował się na genialny, w moim mniemaniu, zabieg polegający na stworzeniu grupy kanibali składającej się nie tylko z osobników dorosłych, ale także małych dzieci. W książce Ketchuma są one odarte z przypisywanego im przymiotu istot niewinnych i delikatnych. Ketchum wykreował je na jednostki bezwzględne i niebezpieczne. Zarówno bohaterowie książki, jak i odbiorca nie potrafią w pierwszym momencie zrozumieć i pogodzić się tym rozdźwiękiem, który wydaje się zupełnie nienaturalny, a już na pewno niezgodny z wpojonym im przez społeczeństwo obrazem dziecka.

O fakcie, że jest to książka bardzo dobra – jeśli nie wybitna – świadczy najlepiej fakt, że po jej przeczytaniu czytelnik niechybnie zada sobie ważne pytania. Podstawowym jest niewątpliwe pytanie o istotę człowieczeństwa. Czy poruszanie się w pozycji wyprostowanej wystarczy, by można było powiedzieć, że jednostka zasługuje na miano człowieka? Jeśli nie, to gdzie leży granica pozwalająca uznać kogoś za przedstawiciela gatunku ludzkiego. Czy Ketchumowskiego kanibala, którego motywem działania jest głównie głód, instynkt samozachowawczy i chuć, a brak mu wyższych uczuć jest człowiekiem, czy bliżej mu do zwierzęcia? Z pytaniem tym związane jest także kolejne zagadnienie, które zdaje się poruszać autor, a mianowicie jak daleko człowiek cywilizowany zdolny jest się posunąć by ratować swoje życie. Co jest w stanie zrobić, jak okrutnych czynów może dokonać dla ratowania siebie, jak wiele ze swojego człowieczeństwa może poświęcić by ocalić życie? I czy po dokonaniu takiego poświęcenia dalej jest takim samym człowiekiem jak wcześniej? Ketchum w swojej książce te z natury filozoficzne pytania jedynie zadaje. Odpowiedź na nie zdaje się nie leżeć w zamiarach autora. Jego celem było zapewnienie indywidualnego odbioru przedstawionej przez niego historii i jest to kolejny walor jego dzieła.

Przedstawiona przez Ketchuma w „Poza sezonem” historia tak mocno szarga nerwy oraz wrażliwość odbiorcy, że nie da się jej zapomnieć, a kreowanych przez niego obrazów nie można wyrzucić z głowy. W związku z tym jest to powieść, którą uznać należy za arcydzieło survivalu, jednak dla odbiorców o wyższej wrażliwości może okazać się ona zbyt brutalna.

st_aska

GORE

9

STRACH

9

OCENA

10