Biała wiedźma

Tytuł oryginalny: Biała wiedźma

Autor: Adam Zalewski

Wydawca: Red Horse 2008

Rok powstania: 2008

Czy polski pisarz jest w stanie napisać dobry horror osadzony w amerykańskich realiach? Bywa z tym różnie, choć wielu próbuje i wielu na takiej próbie się wykłada. Adam Zalewski podjął takie wyzwanie, a efekt jego pracy wypadł całkiem nieźle.

Cedar Peak to mała spokojna mieścina. Niektórzy powiedzieliby nawet, że zabita dechami dziura, ale jej mieszkańcy kochają swój zakątek Main. I nic w tym dziwnego, bo jest to całkiem przyjemny zakątek. Miejscowy szeryf nie ma za dużo do roboty, ale ma pewną tajemnicę, którą dzieli z mieszkającym tam architektem. Mężczyźni pewnego dnia coś widzieli, ale wolą o tym nie pamiętać. Ze sobą zresztą też starają się mieć jak najmniej wspólnego. Nie zmienia to jednak faktu, że w okolicy odradza się indiańska wiedźma. Na domiar złego w miejscowym barze ktoś przy pomocy siekiery morduje właściciela i kilku klientów. W spokojnej i cichej mieścinie robi się coraz głośniej i nieprzyjemniej. A to dopiero początek horroru, który wkrótce zwali się na głowy mieszkańców.

Biała wiedźma” to taka książka, z której spokojnie można by zrobić dwie osobne powieści. Jedna skupia się na tytułowej wiedźmie. Indiańska czarownica nieźle da się we znaki każdemu białemu, który zamieszka w jej okolicy, a jej historia sięga trzysta lat wstecz. Jest to historia grozy, która sięga po dość klasyczne schematy straszenia, ale autor raz, że nie straszy nią na siłę, a dwa, robi to z takim wyczuciem, że czyta się przyjemnie i z zainteresowaniem.

Drugim wątkiem wartym swojej książki jest historia seryjnego mordercy i jego siostry. Jest to typowy slasher, w którym śledzimy losy bohatera, który podróżuje to tu to tam i od czasu do czasu kogoś zamorduje. Poznajemy dzieciństwo rodzeństwa i wydarzenia, które ukształtowały w nich morderczy instynkt.

Co łączy te dwie historie? Otóż nasz morderca wpada do Cedar Peak i morduje tamtejszego barmana, o czym wspomniałem już wcześniej. Potem porywa pewnego małolata, jako prezent dla swojej siostry, a w miasteczku rusza śledztwo mające na celu ujęcie zabójcy i ocalenie chłopca. A co ma wspólnego indiańska wiedźma z naszym mordercą? Niewiele, ale kto by tam się tym przejmował.

Generalnie „Białą wiedźmę” czyta się całkiem dobrze, choć nie należy tutaj oczekiwać jakiejś skomplikowanej historii. Pewne wątki wydają się być nieco naciągane, a inne wydają się być trochę przegięte, ale jak ktoś przymknie na to oko, lektura powinna dostarczyć mu całkiem niezłej rozrywki. Dwa główne wątki nie zazębiają się za bardzo ze sobą i przez to czuć pewien niedosyt, jednak są całkiem interesujące i poszczególne wydarzenia śledzi się z zainteresowaniem. Wnerwia czasem postać architekta i jego żony, szczególnie, gdy zaczynają ze sobą rozmawiać w pewien specyficzny sposób, ale na szczęście nie ma takich sytuacji dużo.

Autor osadził swoją fabułę w USA i biorąc pod uwagę występowanie tutaj Indian oraz takiego typowego dla ameryki mitu seryjnego mordercy, nie dało się inaczej. A jeszcze lepiej, że Zalewski opisuje swoją Amerykę wiarygodnie, przez co nawet przez chwilę nie naszły mnie myśli, że w sumie cała akcja mogłaby rozegrać się wszędzie. Nie, amerykańska prowincja jest tutaj akurat niezbędna, o czym przekona się każdy, kto po tę książkę sięgnie. A sięgnąć warto, bo to całkiem niezła lektura.

underluk

GORE

6

STRACH

4

OCENA

7