Blasfemia

Tytuł oryginalny: Blasfemia

Autor: Ryan Harding

Wydawca: Dom Horroru 2018

Rok powstania: 2012

Horror ekstremalny ma to do siebie, że często w zalewie ohydności, nieprzebranych litrów krwi, ton mięsa i mniej lub bardziej określonych fragmentów ciała oraz wszelkich płynów jakie może generować ludzki organizmy w stanie żywym lub martwym, nie zawiera krztyny sensu. Jakby tego było mało, często napisany jest topornie, jakby autor chcąc jak najbardziej zszkoować czytelnika, zapomniał o jakimkolwiek warsztacie. Zwykły przerost formy nad treścią. Na szczęście Ryan Harding nie należy do tej kategorii, a jego zbiór zatytułowany “Blasfemia”, który ukazał się u nas nakładem wydawnictwa Dom Horroru, doskonale udowadnia, że mocny i brutalny utwór może nie tylko nieść ze sobą jakiś przekaz, ale i być przy okazji napisany w fantastyczny sposób.


Pozwolę sobie zacząć od krótkiego przytoczenia tych ośmiu zawartych w książce opowiadań i szybkim ich podsumowaniu.


Pijawa
Zaczynamy intrygująco, ale jeszcze bez przytupu. Bohater wyrywa w knajpie nieco pulchną dziewczynę i kończą w łóżku. Dosłownie. On jest na dole. Ona na górze. Martwa, przygniatając go swoim ciałem. Ale najgorsze dopiero nadejdzie.
Ekstrema narasta systematycznie, ale nie przekracza pewnego poziomu, który nazwałbym takim do przyjęcia. Lekko naciągana sytuacja, ale zakończenie wynagradza przymrużenie oka.


Uszkodzone dobra
No i tu mamy już przytup. Dwójka znajomych przypadkowo znajduje ciało kobiety. Dodam, że dosyć uszkodzone. Nie przeszkadza im to jednak zabrać jej ze sobą jako seksualnej zabawki.
Wypaczone, chore i niesmaczne. To dobre określenia na to, co tu się dzieje. Wszystko okraszone dokładnymi opisami i szczyptą konfliktu. Grubo.


Dzieląc igły
Chwila odpoczynku. Nieuchwytny seryjny morderca i jego zbrodnie. I jego inspiracje. I ktoś kto wpadł na jego ślad, ale niekoniecznie będzie chciał go wydać.
Historia o zdradzie, rodzinie i inspiracjach. Sporo krwi, ale bez zbytniego epatowania przemocą.


Genitalna jatka
Dwójka oszołomów z “Uszkodzonych dóbr” powraca. Tym razem ogarnięci twórczym przymusem postanawiają nakręcić film snuff i po skompletowaniu niekoniecznie chętnej obsady, przystępują do dzieła.
Tak. I tym razem nie obejdzie się bez chorych penetracji i dokładnych makabrycznych opisów. I szczypty wypaczonego humoru.


Klisze
Nastolatek pracujący przy wywoływaniu zdjęć, ma wgląd w liczne tajemnicę klientów. Niektóre sobie zbiera. Gdy odkrywa mały harem w piwnicy pewnego fotografa amatora i rozpoznaje na fotkach niedawno uprowadzone dziewczyny, postanawia go odwiedzić.
Brzmi znajomo? Jeśli czytaliście “Gorefikacje II” to możecie ten tekst kojarzyć bo był tam opublikowany. Cały czas jest to niezła historia z nieco przewrotnym zakończeniem. W tym zbiorze zyskuje bo fajnie komponuje się z innymi, zamieszczonymi w nim tekstami, a nawet przywołuje znane z nich wydarzenia.


Emisariusz
Gość pracujący w wypożyczalni filmów ma swoje ulubione dzieła. Poza porno często zabiera ze sobą do domu serię przedstawiającą ludzką śmierć. A niedługo wychodzi nowa część, która wpadnie mu w ręce szybciej niż się spodziewa. Przy okazji odkrywa, że wytwórnia stojąca za jego ulubionymi filmami działa w jego mieście.
Niezły klimat i dawka brutalności trzymająca poziom, choć nie jakaś obrzydliwa. Ale mocna. Szkoda, że zakończenia tak łatwo można się domyślić.


Genitalna jatka II
Powracają starzy znajomi plus jeden oszołom więcej. Tym razem mają plan jak się dorobić. Pomysł jest prosty. Obciąć członka bogatemu kolesiowi i zażądać za niego okupu. Wszystko idzie jednak nie tak jak zaplanowali.
A to dopiero początek przedstawionego tu festiwalu makabry i wszelkich zboczeń, jakich nie potraficie sobie nawet wyobrazić. Dodam tylko, że trzeci kompan poznanych już wcześniej bohaterów, bawi się w chirurga, co dodaje kolejny poziom do okropieństw na jakie przyjdzie się tu czytelnikowi natknąć.


Znaki ostateczne
Pamiętacie ostatni przełom wieków? Te wszystkie przepowiednie o końcu świata, armagedonie, pluskwa milenijna i tak dalej? Koniec świata się wydarzył, a my go nawet nie zauważyliśmy. Ale są tacy co się zorientowali i postanowili przeprowadzić pewien eksperyment. W 2D.
Efekty są krwawe, ale sam tekst bardzo ciekawy i całkiem oryginalny. Zaczyna się niewinnie by z czasem zalać czytelnika posoką i latającymi fragmentami ciała. Jednak bez zbyt szczegółowych opisów.


Na okładce mamy znaczek “Parental Advisory” i kategorię “18+”. Całkiem słusznie zresztą, bo zawartość książki jest mocna. Nawet bardzo. Szczególnie w “Uszkodzonych dobrach” i “Genitalnej jatce” jeden i dwa. Wszystkie te trzy opowiadania łączą dwaj ci sami bohaterowie (w trzecim dołącza do nich jeszcze jeden gość), a ich umysły zdecydowanie nie działają tak jak powinny. W konsekwencji otrzymujemy festiwal makabry, chorych zboczeń, perwersyjnego seksu i totalnie pojechanych pomysłów. Nerwy, a szczególnie żołądek czytelnika wystawiony będzie na prawdziwą próbę. Nie znaczy to jednak, że pozostałe historie są lekkie i przyjemne. Bynajmniej. Tam też dzieje się sporo, ale poziom okropności jest na niższym pułapie i w sumie dobrze, że opowiadanie zamieszczone są w takiej, a nie innej kolejności bo dzięki temu podczas lektury jest chwila czasu na złapanie oddechu. A tego może brakować.


Na szczęście Harding ma lekkie pióro. Wiem, że takie sformułowanie brzmi tutaj dziwnie, ale jego opowieści choć chore i pełne dokładnych opisów, które wybuchają w umyśle czytelnika obrazami przepalającymi synapsy, gwałcąc jego mózg nabrzmiałym obrośniętym parchem mentalnym członkiem jego talentu, potrafi niezwykle lekko snuć swoje historie. Słowa biegną bez chwili wytchnienia, jedną zwartą masą w doskonałym rytmie i z lekkością pajęczyny porastającej ich moralność. W efekcie, choć moja wyobraźnia szukała kąta, w którym mogłaby się ukryć, zwinąć w kłębek i wypłakać morze łez, zwyczajnie nie miała na to czasu bo nie mogłem oderwać się od lektury. A uwierzcie mi, momentami chciałem.


Większość opowiadań (jeśli nie wszystkie) osadzonych jest w tym samym mieście, dzięki czemu w jednych historiach odnajdujemy echa wydarzeń opisanych w innych. Daje to świetne poczucie wspólnego uniwersum, a tropienie odniesień do innych fabuł rodzi dodatkową satysfakcję. Bohaterowie są wyraziści i choć zazwyczaj ciężko jest się z nimi utożsamiać, to ich losy czyta się z zaciekawieniem. W tym wszystkim nie brakuje także humoru. Czarnego i wypaczonego, ale wyraźnie potrafiącego przebić się na powierzchnię makabry i okrucieństwa. I co równie ważne, nie brakuje też sensu, a czasem nawet czegoś więcej. To wszystko nie ogranicza się tylko do przedstawienia brutalnej masakry. Zakończenia bywają przewrotne, odwracając całą przedstawioną wcześniej sytuację, a niektóre decyzje prowadzą do tragicznych konsekwencji. To wszystko dalekie jest może od morału, ale ma konkretny przekaz i niesie ze sobą pewną wartość.


Blasfemia” to bluźnierstwo, świętokradztwo. W tym przypadku wymierzone w ludzkie ciało, które w tych opowieściach nie może liczyć na spokój nawet po śmierci. Zbiór przeznaczony tylko dla dorosłych czytelników, dostarcza mocnej dawki gore i robi to w doskonałym stylu. Krótko pisząc - najlepsza pozycja gatunku, dostępna na naszym rynku.

underluk

GORE

9

STRACH

3

OCENA

9