Rose Madder

Tytuł oryginalny: Rose Madder

Autor: Stephen King

Wydawca: Albatros 2017

Rok powstania: 1995

Przemoc wobec kobiet to wciąż aktualny temat. Szczególnie ta domowa między mężem, a żoną, ukrywana w czterech ścianach. Będąca często cichą tragedią i dowodem piekła, które jeden człowiek może zgotować drugiemu człowiekowi. Często uwieńczone tragicznym zakończeniem.


Stephen King w “Rose Madder” sięga właśnie po ten motyw, choć punktem wyjścia w jego historii jest wyzwolenie się spod terroru oprawcy. Rose, ale wbrew tytułowi nie Madder, po kilkunastu latach ucieka spod ciężkiej ręki męża, a punktem zwrotnym w jej życiu jest pozornie mało istotna plamka krwi na prześcieradle. To ona przelewa czarę goryczy, która pozwoli jej się wyrwać z marazmu i wziąć sprawy (a także życie) w swoje ręce. Ucieka najdalej jak potrafi, ale wie, że jej małżonek będący policjantem będzie potrafił ją znaleźć. W jej nowym życiu zachwyt miesza się z obawą, a nadzieja z trwogą. Konfrontacji nie da się uniknąć.


Czyli dramat. A gdzie tu horror? Otóż, nasza bohaterka pewnego dnia w przypadkowym lombardzie kupuje obraz, który jest czymś więcej niż z początku wygląda. Niczym szafa w “Opowieściach z Narni” okazuje się bramą do innego świata, który odegra tutaj istotną rolę. Od tego momentu dwie rzeczywistości zaczną się przenikać, a pewne wydarzenia nabiorą wręcz nowego wymiaru.


I to jest całkiem fajne rozwiązanie, które może się podobać. Magia wkracza tutaj nieśmiało. Wąską smugą przykuwa uwagę, a wraz z mijającymi stronami zaskarbia dla siebie coraz więcej przestrzeni, a także emanuje coraz większą grozą. Trochę jak w  mrocznej baśni. Zresztą kreacja bohaterów też ma w sobie coś z baśniowej opowieści bo od razu wiemy kto jest dobry, a kto zły i do ostatniej strony się to nie zmieni. Ta prostota nie odbiera nic z lektury, a sama fabuła nie jest tak banalna jak by się to początkowo mogło wydawać. Jest tu parę ciekawych splotów wydarzeń, ze dwa zwroty akcji i kilka mocniejszych scen.


Ale nie będę nikogo przekonywał, że coś tu mrozi krew w żyłach. Jest tajemniczo, momentami nawet całkiem ponuro, ale takiego horroru, który śni się po nocy nie uświadczymy. No, chyba, że to pierwsza powieść z tego gatunku jaką czytelnik ma w łapkach. Wtedy może odebrać ją mocniej.


Rose Madder” porusza trudny temat i ukazuje go w całkiem niezły sposób. To na pewno interesująca książka, która potrafi wciągnąć i może pochwalić się niezłą, choć dość jednoznaczną galerią bohaterów. Większość z nich polubimy od razu, a co za tym idzie, przywiążemy się do nich i łatwo będzie im kibicować. Groza z początku subtelna, z czasem nabiera rumieńców, a mieszanka rzeczywistości pozostawia dobre wrażenie. Sprawdza się także poetyka baśni, którą autor żongluje z niezłym skutkiem. To wszystko sprawia, że po historię Rose warto sięgnąć.

underluk

GORE

3

STRACH

5

OCENA

7