Czarny hotel

Tytuł oryginalny: The Black Hotel

Autor: Andrew Laurance

Wydawca: Rebis 1991

Rok powstania: 1983

Adnotacja na okładce “pierwszy w Polsce okultystyczny horror” sprawia, że się delikatnie uśmiecham pod nosem. Ach ten początek lat dziewięćdziesiątych i te fantastyczne hasła. W marketingu i reklamie każdy chwyt był dozwolony, a wszystko podlegało jednej zasadzie: tu nie ma żadnych zasad. Ale nic to. “Czarnego hotelu” nie miałem jeszcze w swoich zbiorach, więc książka dołączyła do siedmiu innych, które trzymałem już w ręku, zapłaciłem i opuściłem antykwariat, który sam w sobie mógłby być nawiedzony.


W horrorach o duchach najważniejsze są manifestacje. To one są głównym czynnikiem straszącym, a duchami straszyć nie jest wcale tak łatwo. Nawet jeśli zjawy, dokładnie trzy, mają do dyspozycji elegancki hotel w centrum Londynu. Gdy pojawia się w nim nowa pracownica, która ma zajmować się jak najlepszym samopoczuciem gości oraz dbać o reputację przybytku, zjawiska paranormalne zdają się przybierać na silne. Wcześniej ktoś od czasu do czasu widywał pewnego staruszka, ale teraz zaczynają umierać ludzie. A częstotliwość zgonów, zdaje się przyspieszać.


Czarny hotel”, to jak nie trudno jest się domyślić, nawiedzony hotel. Choć jego prawdziwa nazwa jest inna. A skoro manifestacje nabierają na sile po pojawieniu się w nim naszej bohaterki, to oczywistym jest, że ma ona z nimi coś wspólnego. Ale tego dowiemy się pod koniec. Na razie zobaczmy jak umierają goście i pracownicy.


Najczęstszą przyczyną ich śmierci jest atak serca lub skok przez okno. Chociaż kilka mniej lub bardziej krwawych wypadku też będzie miało swoje miejsce. Same opisy zabójstw są takie sobie. Autor nieszczególnie stara się zbudować jakieś napięcie, czy klimatyczną atmosferę. Ot trup i już. Wcześniej coś tam zobaczył i tyle. Mało tu trochę klimatu. Zresztą bohaterowie też nie zostali nakreśleni zbyt szczegółowo. Na szczęście główna bohaterka jest całkiem w porządku i nie przeszkadza. No, może poza momentami, kiedy nie dostrzega oczywistych faktów.


No właśnie. Fakty. Fabuła w tej kwestii jest dziurawa jak polskie drogi. Wnioski do jakich bohaterowie czasami dochodzą, dziewięć stron dalej nie mają już znaczenia. Jakby nigdy nikt o tym nie rozmawiał. Na przykład. W pewnym momencie wiadomo już, że wydarzenia w hotelu mają coś wspólnego z naszą bohaterką lub z jej nowym chłopakiem. Pewna wróżka, która zostaje zaproszona do zbadania sprawy, wprost mówi, że mężczyzna nie powinien zbliżać się do hotelu, bo jego obecność na pewno spowoduje coś złego. Więc co serwuje nam autor. Przyjęcie ślubne z nim i bohaterką w roli głównej. Oczywiście w hotelu.


Przemyślana fabuła, to na pewno nie jest silna strona “Czarnego hotelu”. Nie są nią także bohaterowie, sceny śmierci, ani sama akcja. Czy warto w takim razie sięgnąć po tę książkę? Jeśli nie oczekujesz dzieła sztuki, to recenzowaną pozycję czytało mi się nienajgorzej. Oczywiście lepiej nie wnikać w logikę opowieści. Jeśli ta musi Ci się zgadzać, to sobie odpuść. Jeśli natomiast podchodzisz to fabuły mniej dokładnie, to “Czarny hotel” choć jest średniakiem z tej niższej półki, to potrafi zabić nieco czasu.

underluk

GORE

3

STRACH

2

OCENA

4