Tokijskie piekło

Tytuł oryginalny: Tokijskie piekło

Autor: MamNishi

Wydawca: Novae Res 2018

Rok powstania: 2018

Japonia nieszczególnie kojarzy się jako potencjalny cel ataków terrorystycznych, ale i takie miały tam miejsce. Wystarczy wspomnieć rok 1995 i sarin rozpylony w tokijskim metrze. Atak, za który odpowiedzialna była miejscowa sekta religijna. Ale sam terroryzm dziś kojarzy się głównie z muzułmańskim fundamentalizmem. A co, gdyby tak ci ostatni zaatakowali dziś w japońskiej kolei podziemnej?


Tokijskie piekło” to licząca sobie ponad czterysta stron powieść, której karty przyozdobione są ilustracjami, charakteryzującymi się mangową kreską. Choć okładka z japońskim komiksem w żaden sposób się nie kojarzy, to trzeba zaznaczyć, że sama fabuła jak i jej oprawa w postaci wspomnianych powyżej grafik, kulturą obrazkową z kraju kwitnącej wiśni przesiąknięta jest na wskroś. Co dla jednych może być wadą, a dla innych zaletą.


Ale o co tutaj chodzi? Otóż w tokijskim metrze dochodzi do ataku terrorystycznego, w wyniku którego w podziemnym tunelu muzułmańscy fundamentaliści przetrzymują zakładników. Jednym z nich jest dziewczyna bohatera, który postanawia ją odbić.


Tak, dobrze przeczytaliście. Chłopak skrzyknął członków swojego byłego motocyklowego gangu i dzięki nim ominął policyjną obstawę, by samotnie wedrzeć się do zawalonego tunelu pełnego uzbrojonych terrorystów i potencjalnych zakładników. A jak wkrótce się okaże, to nie jedyne czyhające tam niebezpieczeństwo.


Ach, czego tutaj nie ma. Mackowate stwory? Są. Lucyfer? Jest. Antymateria? A jakże. Aniołowie, Dagon, Cerber, Quetzalcoatl? Oczywiście. Z tą różnicą, że cerber zamiast trzech głów ma tylko dwie. A to i tak nie wszystkie istoty jakie przewiną się przez karty tej powieści. Jak one się tam znajdą, jaka jest ich rola i czy to wszystko ma sens? To już kwestia dyskusyjna.


Pewne jest, że jeśli nie lubi się anime, a manga to takie japońskie komiksy dla dzieci lub o zgrozo, różnej maści perwersów, to fabuła “Tokijskiego piekła” może okazać się kompletnie niestrawna.


Dzieje się tu całkiem sporo. Dużo jest mroku i koszmarnych istot, które nie wahają się przelewać krwi, czy wypruwać flaków. Zresztą sami terroryści to typy, które bez mrugnięcia okiem podrzynają gardła i odrąbują ręce nieletniej dziewczynce. Efektów gore na pewno nie brakuje. Tak samo jak upiornych potworów.


To czego natomiast brakuje, to niekiedy sensu i konsekwencji. Również warsztatu bo często nie do końca wiadomo co się dzieje, kto bierze udział w wydarzeniach, ani właściwie po co to wszystko. Chaos, to słowo klucz. O ile początkowo wydawało mi się, że pewne sceny celowo ukazane są z przesunięciem czasowym, tak wraz z rozwojem wypadków, moje zagubienie tylko się pogłębiało. Bohaterowie są porzucani by wrócić do nich później, jak autorowi się przypomni. Do fabuły wplatane są opasłe dywagacje i mitologie, które mają nakreślić i podsycić świat przedstawiony, ale tylko pogłębiają bałagan. Brak uporządkowania sprawia, że w pewnym momencie książkę czyta się tylko i wyłącznie z rozpędu.


A szkoda, bo muszę przyznać, że kilka pomysłów jest ciekawych. Kilka potworów robi wrażenie, a ogólna brutalność może przypaść fanom gore do gustu. Jest też kilka momentów fajnego napięcia i całkiem solidna podstawa techniczno-rozpoznawcza, że tak się wyrażę.


Tokijskie piekło” to taki koktajl, który składa się ze smakowitych składników, ale po zmiksowaniu, okazuje się niekoniecznie strawnym napojem. Ma swoje zalety i wyraźny odcisk japońskiej kultury obrazkowej (to dla zwolenników mangi i anime), ale chaos bierze nad tym wszystkim górę i pozostawia gorzki posmak. Ale przecież są zwolennicy takich doznań.

underluk

GORE

6

STRACH

4

OCENA

6