Stukostrachy

Tytuł oryginalny: The Tommyknockers

Autor: Stephen King

Wydawca: Prószyński/Albatros 2018

Rok powstania: 1987

Groza lubi przetwarzać cały czas te same motywy. Te same strachy wyciągać na światło dzienne lub może raczej mrok nocy i od czasu do czasu dodawszy do nich coś od siebie, próbuje straszyć kolejne pokolenia. “Stukostrachy” to taka “Inwazja porywaczy ciał” w wydaniu Stephena Kinga, historia znana, ale podana w charakterystyczny dla króla horroru sposób.


Jak to u amerykańskiego autora bywa, mamy małe miasteczko i skrywającą się w nim tajemnicę. Bobbi na spacerze w lesie odnajduje coś zakopanego w ziemi. Postanawia to odkopać, choć rozmiary obiektu przerosną jej najśmielsze oczekiwania. Wywrą też na nią jak i niedaleką mieścinę silny wpływ, który najszybciej odkryje jej przyjaciel, upadły poeta. Facet w młodości miał wypadek na nartach, a jego pamiątką jest metalowa płytka w czaszce, którą ma do dziś. I całe szczęście, bo tylko dzięki niej, tajemniczy obiekt będzie wywierał na niego mniejszy wpływ i przekształcał go dużo wolniej. W co przekształcał? To już doczytacie sobie sami.


O ile sięgniecie po “Stukostrachy” bo to kawał solidnej cegły. Fabularnie mamy tu wszystko, co zazwyczaj znajdujemy w literaturze spod ręki Kinga. O małym miasteczku już wspomniałem. Ponadto trafi się pisarz jako bohater, tajemnicze przeczucia, Red Soxi i powolnie rozwijająca się fabuła. Zanim dojdzie do czegoś konkretnego, trochę stron trzeba przerzucić. Niby trudno się od lektury oderwać, ale jednak cały czas jakiś niedosyt gdzieś się czai. Na szczęście galeria bohaterów i ich perypetie skutecznie trzymają przy lekturze… o ile starczy czytelnikowi samozaparcia w tych lekko dłużących się momentach. I o ile czytelnik ich nie pozapomina bo jak tylko zdołałem się do jakiegoś bohatera przyzwyczaić to ciach i przeskakujemy do kogoś innego. Z czasem też powracamy do poprzednich by cała opowieść się skleiła w jedną historię, ale nie powiem by takie skakanie po postaciach szczególnie przypadło mi do gustu.


Podobnie jak niekoniecznie podobały mi się narzędzia mordu. O ile jeszcze byłem w stanie przełknąć usprawnienia jakie mieszkańcy Haven wprowadzają w swoim otoczeniu, a nawet którym sami z czasem ulegają, tak latające odkurzacze czy automat coca-coli jako autonomiczni, latający mordercy zdecydowanie do mnie nie przemawiają.


Stukostrachy” to nie jest zła książka. Można pochwalić ją za wielowątkowość. Za całkiem niezłą galerię bohaterów i wcale nie takie proste relacje między nimi. Na plus zaliczam też stopniowo narastającą grozę, która swoje apogeum osiąga dopiero na końcu tej opowieści. Ale to dla niektórych czytelników może być też wadą. W końcu nie można powiedzieć, by działo się tu szczególnie dużo. Ale jeśli lubicie powolne opowieści, w których napięcie narasta w tle, ale na pierwszym planie stoją jednak bohaterowie i ich większe lub mniejsze zmagania z czymś nowym, to ta książka może wam podejść. Jeśli natomiast nie jesteście takimi czytelnikami, to na “Stukostrachy” możecie po lekturze patrzeć mniej przychylnym okiem. Ja poświęconego czasu nie żałuję, ale wolę jednak parę innych książek Kinga.

underluk

GORE

3

STRACH

5

OCENA

6