Pradawne zło

Tytuł oryginalny: Pradawne zło

Autor: Robert Cichowlas, Łukasz Radecki

Wydawca: Replika 2014

Rok powstania: 2014

Pradawne zło” to efekt współpracy Roberta Cichowlasa i Łukasza Radeckiego, który w 2014 roku postanowiło nam zaprezentować wydawnictwo Replika. Obaj panowie już wtedy nie byli nowicjuszami w temacie grozy, a ich wspólna książka to zestaw trzech noweli inspirowanych twórczością takich legend jak H.P. Lovecraft, Stefan Grabiński oraz James Herbert. A nawet swego rodzaju hołd, jak możemy przeczytać z tyłu okładki.


Na pierwszy kęs idzie tytułowe “Pradawne zło”, dla którego biorąc pod uwagę sięgnięcie po motywy z twórczości legendarnego samotnika z Providence, lepszym tytułem byłoby “Przedwieczne zło”, ale to tylko taka moja mała dygresja. Fabuła opowiada o drogocennej statuetce Jezusa Chrystusa, na którą połasił się pewien domorosły mafioso. Wysyła on do kościoła dwóch włamywaczy, którzy mają ją dla niego zdobyć. Przed świątynią czeka na nich kierowca i to on jest tutaj głównym bohaterem. Niestety coś idzie nie tak. Jeden złodziej trafia do szpitala, drugi brutalnie ginie na miejscu. Okazuje się, że platynowa statuetka jest przeklęta.


Ale o szczegółach już sobie doczytacie.


Od razu napiszę, że “Pradawne zło” choć trafiło na okładkę jest najsłabszą historią z trzech zamieszczonych w książce. Bohaterowie są maksymalnie nijacy, ich dialogi słabiutkie, a rozterki jeszcze bardziej dołujące. Do tego całość jest nielogiczna i pełna sytuacji, które budzą uśmiech politowania. Na przykład czytamy, że jeden z bohaterów odniósł liczne rany wewnętrzne i ma połamane ręce, ale chwilę później w gipsie ma nogi. Ich złamanie autor zostawił w domyśle? Statuetka morduje wszystkich dookoła, ale ktoś ją przekuł z tego czym była wcześniej i nic mu się nie stało? I jeśli liczycie, że będzie tu choć odrobina klimatu Lovecrafta, to możecie przestać liczyć. Chyba, że za ten klimat ma odpowiadać wymienienie nazwy Cthulhu lub Yog Sothotha. 3/10


Drugim daniem jest “Świt szczurów”, który już samym tytułem nawiązuje do twórczości Jamesa Herberta. Tym razem zostaniemy zabrani do kamienicy, w której rozpleniło się stado gryzoni, co nie daje spać jej właścicielowi. Chociaż właściwie nie tyle nie dają mu spać same szczury, co wynajmujący poszczególne lokale mieszkańcy. Bo to oni dzwonią ze skargami. Bohater nie ma wyjścia i musi coś zrobić z tym problemem, więc wynajmuje szczurołapa.


Co oczywiście nie kończy jego trosk. Samo opowiadanie stoi klasę wyżej niż poprzednie. Bogata galeria bohaterów sprawia, że nawet można przejąć się ich losem, a sam sposób opowiadania przywodzi nieco na myśl, twórczość Herberta. Końcówka mocno rozmija się z tym co serwował nam anglik, ale i tak wyraźnie czuć tu inspiracje jego twórczością. Całość jest dość krwawa, zwierzaki roją się na potęgę, a postać szczurołapa wypada całkiem nieźle, czego nie można powiedzieć o właścicielu kamienicy. 7/10


Ostatnią nowelą jest “Seks to nie wszystko”. Tym razem zapoznamy się z pewną nimfomanką, która obrała sobie za cel swojego szefa. Ten niestety adorowany jest także przez jej koleżankę z pracy, co stawia kobiety po przeciwnych stronach barykady. Przypadkiem znajduje się ktoś, kto zechce rozwiązać jej problem.


Tym razem mamy do czynienia z hołdem złożonym Stefanowi Grabińskiemu, ale zapomnijcie o klimacie znanym z jego opowiadań. Do tego nikt się tu nawet nie zbliża. Nie oznacza to oczywiście, że jest to kiepski tekst. Bynajmniej. Zaczyna się niemrawo, ale jak się już rozkręci to jest grubo. Myśląca tylko o jednym bohaterka wplątuje się w sprawę, której efekty przekroczą jej najśmielsze oczekiwania. Będzie brutalnie, krwawo i całkiem obrazowo. Szkoda, że ciekawa akcja zaczyna się tak późno. 6/10


Jakby tak spojrzeć na średnią, to po zaokrągleniu wychodzi piątka, ale jestem skłonny lekko ją naciągnąć do szósteczki. Nie jest to skala szkolna, więc mamy do czynienia z przeciętną książką. Trzy nowelki, a każda z nich inna. Trzy szanse, że któraś trafi w gusta czytelnika. O ile mogę powiedzieć, że “Świt szczurów” i “Seks to nie wszystko” dają radę, tak tytułowe “Pradawne zło” spokojnie można by zastąpić czymś innym i jest duża szansa, że to coś innego nadawałoby się lepiej. Mamy jednak co mamy i nie ma nad czym dłużej gdybać. Lektura sprawiła mi lekki zawód, ale w sumie nie czuję poświęconego jej czasu za stracony, więc mogę uznać, że całość jak najbardziej nadaje się do przeczytania. Jutro pewnie o niej zapomnę, ale krótko pisząc, można sięgnąć.

underluk

GORE

6

STRACH

3

OCENA

6