Wyspa

Tytuł oryginalny: The Island

Autor: Guy N. Smith

Wydawca: Phantom Press 1991

Rok powstania: 1988

Końcówkę wakacji postanowiłem spędzić z “Wyspą” Smitha. W końcu książka wychodzi taniej niż podróż na jakikolwiek archipelag, nawet ten spod znaku klasy B, do której literaturę brytyjczyka zwykło się zaliczać. W efekcie nie wypocząłem, a doznania wyniesione z lektury nie były szczególnie porywające. Ale po kolei.


Frank Ingram po śmierci żony postanawia porzucić stare śmieci i przenieść się do nowego miejsca. Jego wymagania nie są duże. Domek i jakiś kawałek terenu, który będzie mógł zagospodarować oraz pastwisko dla owiec. A że trafia się cała wyspa w okazyjnej cenie, to nie zastanawia się długo. Nie waha się nawet, gdy kapitan statku, którym płynie obejrzeć swoje nowe włości, ostrzega go, że to jest diabelskie miejsce i wszyscy, którzy postanowili tam zamieszkać zmarli w niezbyt przyjemnych okolicznościach. No cóż, wypadki zdarzają się wszędzie.


Wyspa ma jednak swoją przeszłość. Otóż dawno temu, należała do lorda Ulvera, który zesłał na nią swoją żonę z córkami. Pozornie miały się tam schronić przed najazdem Anglików. Naprawdę zginąć z głodu. Kobiety jednak przetrwały dłużej niż się spodziewał, ale ich egzystencja nie była łatwa i w końcu zakończyła się tragicznie.


Jak łączą się te dwa wątki. Otóż rozdziały naprzemiennie opowiadają wydarzenia z przeszłości oraz teraźniejszości. Dodatkowo, Franka Ingrama pewnej nocy odwiedza grupka kobiet, które twierdzą, że są przewodniczkami, a sztorm rozbił ich łódź i szukają schronienia. Nie trzeba dedukcji Sherlocka Holmesa, by domyślić się, że coś tu nie gra, a nasz bohater popadł właśnie w tarapaty.


Nie będę ukrywał, że opowiadana przez Smitha historia nie porywa. Szczególnie, że właściwie dwa razy czytamy to samo, bo wydarzenia z przeszłości zaczynają się z niewielkimi zmianami powtarzać obecnie. Fabuła niczym nie zaskakuje, kolejne zwroty akcji budzą senność, zachowanie poszczególnych postaci, z Frankiem na czele jest niewiarygodne, a jednowymiarowość bohaterów jest tak płaska, że stanowi chyba największe zaskoczenie w tej książce. Szczególnie, że ograniczenie postaci do raptem pięciu pozostawiło autorowi jakieś pole do popisu, a tymczasem brytyjczykowi pomysłu starczyło na troje z nich. Dwóch bohaterek mogłoby właściwie wcale nie być, bo nie tylko nic nie wnoszą, ale nawet w tej historii praktycznie nie istnieją. No poza scenami ich śmierci, które nawiasem mówiąc też jakiegoś wrażenia nie robią.


Wrażenie za to może robić niekonsekwencja. Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Na początku czytamy, że na wyspie nie ma nawet królików, więc ciężko o pożywienie. Ok. To czemu w takim razie kilka stron dalej, bohater idzie polować na… króliki. Nie wiem. Może przypłynęły, albo wiatr je przywiał. Wszyscy martwią się o jedzenie, ale ani razu nie pada potrzeba zaopatrzenia się w wodę. Nie ma wzmianki o studni czy jakichkolwiek źródłach na wyspie. Niby pierdoła, ale jakoś mocno mnie to uderzyło.


Wyspa” to zwykłe czytadło, które zabije trochę czasu, ale podczas lektury lepiej nie myśleć zbyt wiele bo można się tylko zirytować. Niby da się to czytać, ale w sumie po co? Tylko dla miłośników twórczości Guy’a N. Smitha i koneserów słabej literatury.

underluk

GORE

2

STRACH

2

OCENA

3