Wyklęty

Tytuł oryginalny: The Pariah

Autor: Graham Masterton

Wydawca: Amber 1990

Rok powstania: 1983

Z czym kojarzy się Salem? Oczywiście z czarownicami. Ale gdyby Graham Masterton napisał książkę o tej miejscowości i zapełnił ją wiedźmami, byłoby to zbyt oczywiste. Jasne, echa legendarnego procesu znajdą tutaj swoje miejsce, a i panie parające się magią także się pojawią, ale głównym motywem jest pewien aztecki demon. Przywleczony tu zresztą mniej więcej w czasach, w których rozgrywały się znane wszystkim historyczne wydarzenia.


Ale zacznijmy od początku.


John Trenton jest antykwariuszem, który niedawno owdowiał. Nie poprawiło to jego stosunków z teściami, ale jakoś trzeba żyć dalej. Pewnej nocy wydaje mu się, że wyczuwa obecność swojej niedawno zmarłej żony. Z każdą nocą wrażenie to się nasila, aż faktycznie ją widzi. Wkrótce odkrywa, że nie tylko on widzi zmarłych w okolicy, ludzie czasem umierają w tajemniczych okolicznościach, a nawet jednej takiej śmierci sam jest światkiem.


Pewnego dnia trafia także na obraz, który ktoś bardzo chce od niego odkupić. Sprawia to, że nasz bohater postanawia dokładniej spadać dzieło sztuki, co doprowadzi go do pewnego zatopionego statku i tajemniczego ładunku, który nadal znajduje się gdzieś w zatoce.


O ile lubię książki Mastertona i jestem w stanie pogodzić się z ich przypadłościami, które, nie oszukujmy się, są dosyć klasyczne dla twórczości pisarza, tak „Wyklęty” trochę mnie wymęczył. Początek jest nieco niemrawy, a powtarzanie ciągle tego samego motywu z obecnością ducha żony szybko znudził. W końcu ile razy można czytać, że John słyszy jej głos, albo wydaje mu się, że widzi jej postać. Trochę za dużo tego. I nawet jeśli za każdym razem jej obecność jest wyraźniejsza, to jednak nadal mamy tu do czynienia z tym samym.


Nie wiele tu też specjalnie spektakularnych akcji. Trafi się morderstwo. Trafi się też tabun duchów. Wreszcie trafi się nawet finałowa walka z tytułowym demonem, ale między tymi wydarzeniami sporo jest łażenia, gadania i nurkowania. Oczywiście nie koniecznie jest to wadą, ale wiecie, to Masterton i spodziewałem się czegoś więcej.


Na szczęście sama fabuła jest całkiem niezła. Kolejne fakty, które wychodzą na jaw skutecznie przykuwają do lektury i poszczególne wydarzenia oraz postaci potrafią zainteresować. Fajnie powiązane są ze sobą wątki okrętów, czarownic, samego Salem i azteckiego demona. Bohater jest całkiem interesujący, choć dość typowy dla twórczości brytyjskiego pisarza. Trochę łatwowierny, nie koniecznie krystaliczny i czasem potrafi coś spieprzyć po całości.


Sam tytułowy demon we własnej osobie pojawia się na samym końcu, a do tego czasu oddziałuje na otoczenie tylko swoją, najwyraźniej rosnąca mocą. Nie jest to złe rozwiązanie, ale finałowa walka zawodzi. Jest nijaka, krótka i bez polotu.


Zawodzi też zachowanie większości bohaterów. Decyzje jakie czasem podejmują to jest jakaś tragedia. Ale najwyraźniej logika w ich zachowaniu została ofiarowana ciągłości fabuły.


Nie ukrywam, że „Wyklęty” nie spełnił moich oczekiwań. Jest to średniak, który czasami irytuje, czasami lekko przynudza, ale potrafi też wciągnąć w opowiadaną historię. Na półce mam wiele lepszych książek Grahama Mastertona i do niektórych lubię wracać. Tej drugi raz raczej nie przeczytam, ale w sumie lektury nie uważam też za czas stracony.

underluk

GORE

3

STRACH

4

OCENA

5