Pieśń bogini Kali

Tytuł oryginalny: Song of Kali

Autor: Dan Simmons

Wydawca: Vesper 2021

Rok powstania: 1985

Lubię książki Dana Simmonsa. Nie będę tego ukrywał. Gdy gość weźmie się za horror, wiadomo, że będzie stylowo. Gdy weźmie się za space operę, spokojnie można zakładać, że zrobi do z rozmachem. Ale każdy kiedyś zaczynał. Debiutem Dana Simmonsa była “Pieśń bogini Kali” i co tu ukrywać, zaczął z przytupem.


Robert Luczak na zlecenie czasopisma literackiego, zostaje wysłany do Indii, skąd ma przywieźć nowe dzieło M. Dasa, sławnego poety, który od kilku lat uznawany jest za zaginionego. Sam fakt, że podobno żyje jest sporym zaskoczeniem, a nowy poemat łakomym kąskiem, obok którego nie można przejść obojętnie. Bohater pakuje walizki i wraz z żoną (indyjką z pochodzenia) i kilkumiesięczną córką wyrusza w podróż, która przyniesie większe niebezpieczeństwa niż niestrawność wywołana lokalnymi specjałami.


Pierwsze co rzuca się w oczy to opisy Kalkuty, bo to w tym mieście rozegra się większość fabuły. Metropolia przytłacza swoim rozmiarem, zaludnieniem, wszechobecną biedą i klimatem. Wysokie temperatury i stuprocentowa wilgotność powietrza nie napawają optymizmem, ale bohater ma tu spędzić tylko kilka dni, więc zagryza zęby i dochodzi do wniosku, że jakoś to będzie. Miasto jawi się potwornie, a jego opisy bardzo sugestywnie kreślą jego obraz w wyobraźni czytelnika. Jest mokro, parno, tłumnie, a widoki zza okna samochodu mogą przytłoczyć nawet największego optymistę. Szczególnie, gdy będzie trzeba zanurzyć się w jego mrokach.


Cudowny powrót Dasa, szybko okazuje się innego rodzaju koszmarem. Choć Luczak nie chce wierzyć w opowieści o sekcie wielbiącej tytułową boginię i przywracającej zmarłych do życia, by zdobyć informacje do artykułu będzie musiał zrewidować swoje poglądy. A właściwe wydarzenia, których wkrótce będzie świadkiem, zrobią to za niego. Już pierwsze spotkanie z poetą okaże się koszmarne. Simmons, świetnie kreśli wizję tajnego bractwa, a jego rytuały skutecznie mrożą krew w żyłach. Spotkanie bohatera ze swoim idolem, mocno odbije się na jego kondycji psychicznej. A autor brutalnie i z klasą przedstawi je w szczegółach czytelnikowi.


Atmosfera tej opowieści to górna półka. Szczegółowe opisy porażają klimatem. Wydarzenia rozgrywają się w zawrotnym tempie i ciężko tu się nudzić. I choć dzieje się sporo, to całość jest przemyślana i doskonale opisana. Bohaterowie są charakterystyczni i od razu czujemy, że świeci się tu coś grubego. A im dalej w opowieść, tym atmosfera gęstnieje, robi się coraz bardziej niepokojąca by w efekcie eksplodować błotem, smrodem zmarłych i tragedią, która złamałaby niejednego bohatera. Emocji nie brakuje.


Pieśń bogini Kali” zabiera nas w podróż do egzotycznego kraju i oblepia jego klimatem. Momentami można wręcz fizycznie poczuć brud ulic, tłum i wilgotność powietrza. To po prostu kawał dobrej literatury. Nieszczególnie krwawej, ale klimatycznej. Pełnej czystej grozy, ale nienachalnej. Dobrze się czyta i zostaje w pamięci. Podobało mi się.


 

underluk

GORE

3

STRACH

5

OCENA

8