Zew krwi

Tytuł oryginalny: Wild blood

Autor: Nancy A. Collins

Wydawca: Zysk i S-ka 2004

Rok powstania: 1994

Patrząc na okładkę, myślałem, że “Zew krwi” będzie o wampirach. Tak, nie wiedziałem co kupuję, bo książkę wrzuciłem do koszyka na allegro, przy okazji kupowania czegoś innego i chciałem dobić do darmowej przesyłki. Jakie było moje zaskoczenie, gdy opowiedziana w powieści historia okazała się fabułą o wilkołakach, wiem tylko ja.


Skinnerowi umiera matka, a to tylko początek złych informacji. Wkrótce dowiaduje się, że w przeszłości został adoptowany, a będąc obecnie sierotą (jego przybrany ojciec zginął kilka lat wcześniej w tragicznym wypadku), postanawia odnaleźć swoich biologicznych rodziców. Wkrótce okaże się, że świat jaki znał kryje mroczne tajemnice, a on sam jest kimś innym niż mógłby przypuszczać.


Nietrudno się domyślić, że nasz bohater odkryje w sobie zwierzęcą formę. I to dość szybko, po trafieniu do więzienia. Początek książki obfituje w liczne wydarzenia, które zdecydowanie nie idą po myśli protagonisty.


Nancy A. Collins w swojej książce dosyć kompleksowo kreuje uniwersum wilkołaków. Akcja osadzona jest w Stanach Zjednoczonych, ale podczas lektury dowiemy się, że na całym świecie występują różne gatunki zmiennokształtnych, a niektóre są ze sobą na ścieżce wojennej. Znajdzie się na niej także nasz bohater.


Galeria postaci w “Zew krwi” nie jest jakoś bardzo liczna, ale dosyć charakterystyczna. Szybko przekonamy się kogo możemy lubić, a kto na sympatię czytelnika nie zasługuje. Uczucia co to postaci w tej historii z czasem mogą się zmienić. Ja przynajmniej tak miałem.


Choć na początku poznajemy grupkę ludzkich bohaterów, to dość szybko na pierwszy plan wysuwają się tylko zmiennokształtni. W konsekwencji horror przeradza się bardziej w powieść fantasy i o ile w pierwszej części tej historii mamy całkiem przyjemny klimat, tak z kolejnymi stronami zdaje się on ewoluować, w zdecydowanie mniej straszną stronę, na czym lektura trochę cierpi. Przynajmniej ja miałem takie wrażenie. Owszem, atmosfera nadal jest gęsta, ale brak czynnika ludzkiego sprawił, że mniej przejmowałem się przedstawionymi wydarzeniami. Choć muszę przyznać, że cały czas poziom gore stoi na całkiem przyzwoitym poziomie. Robi jednak większe wrażenie gdy mordowani są ludzie niż wilkołaki. Nie wiem, może to kwestia empatii.


Mimo wszystko “Zew krwi” czytało mi się całkiem przyjemnie. Nie jest to lektura, która wyrwie kogoś z kapci, ale szybko rozwijająca się fabuła bez zbędnych przestojów nie nudzi, opisy są całkiem plastyczne, a zwroty akcji choć czasem przewidywalne i niekiedy rozegrane trochę po łebkach, skutecznie trzymają przy książce. Szybko, łatwo i przyjemnie? Owszem, o ile lubicie historie o wilkołakach i nie wymagacie w pełni realistycznego zachowania bohaterów. Ale skoro to bardziej fantasy niż rasowy horror, to chyba można to autorce wybaczyć.

underluk

GORE

5

STRACH

3

OCENA

5