#scary100challenge2 – tydzień trzeci

30.10.2022 | facebook | underluk

#scary100challenge2 – tydzień trzeci

Trzeci tydzień przyniósł nam trzynaście nowych miniaturek w wyzwaniu #scary100challenge2. Wszystkie znajdziecie w rozwinięciu.


Wszysktkie teksty, które ukazały się od poczatku wyzwnia znajdziesz tutaj


--31--


Rafal Pietrzyk - bez tytułu


"To wydarzenie zmieni wasze życie." – głosiły zdobne litery porozwieszanych w całym mieście plakatów. Mieszkańcy tracili rozum. Zapożyczali się po ostatni grosz.
W końcu nastał wyśniony dzień premiery. Tłum ludzi – na modłę ślimaczej skorupy – trzykrotnie oplatał teatr, chcąc być jak najbliżej wydarzenia. Szczęśliwcy zajęli krzesła. Obsadzili balkony. Czekano.
Gdy z głośników popłynął męski głos, ogłaszając rychłe rozpoczęcie, wiwatom nie było końca. W końcu zaimplementowany mechanizm rozsunął kotary, ukazując plastikowe krzesło. Siedzący najbliżej skoczyli z furią, chcąc dać upust sprawiedliwej złości, jednak pierwszy z zapaleńców ujrzał równie białą kopertę.
Podniósł.
"Fundamentem historii człowieka zawsze jest obietnica".
Ludzie zgłupieli. Artyści już byli daleko.


--30--


Aleksandra Bednarska - "Jej najwierniejsza fanka"


Ideałów nie ma, ale ona stawała się nim z dnia na dzień.
Kocham jej długie rzęsy, porcelanową skórę i szkliste, pół-przymknięte oczy. Nie przyszło to bez trudu, ale byłam przy niej na każdym kroku. Obserwuję postępy w lustrze. Blizny po usuniętych żebrach, spuchnięte usta, policzki, wyostrzona w trójkąt linia szczęki. Dążyłyśmy do tego razem. Do talii osy, nosa Audrey Hepburn, dłoni, których dotyku się pragnie. Zmieniła się tak bardzo, że rozpiera mnie duma. Rozpiera tak bardzo, że zgniatam jej wnętrzności jak plastelinę.
Chciałabym wyjść i stanąć obok, gwizdnąć z uznaniem, zaklaskać. Szkoda, tak bardzo szkoda, że żyję w jej głowie.


--29--


Krzysztof Szabla - "Ukochana"


Kiedy wróciła do domu po kilku dniach nieobecności, jej ukochany zachowywał się jak szaleniec. Rzucał w nią groźbami i przekleństwami. Nie miała pojęcia, o co mu chodzi. Pewnie zachorował, biedaczek. W głowie mu się poprzestawiało, zawsze był taki delikatny. Próbowała go objąć i pocieszyć, ale to nie pomogło. Jej luby przewrócił się na ziemię i znieruchomiał, a z ust chlusnęła mu struga krwi.
Uciekła, przerażona tym widokiem. Ścigano ją z widłami i siekierami. Broniła się jak mogła, a każdy, kogo dotknęła, umierał. Nie mogła zrozumieć, dlaczego budziła taką odrazę. Czyżby wszystko przez to, że kilka dni wcześniej wstała z grobu?


--28--


Patryk Bogusz - bez tytułu


„Viktoria sprawia miłe wrażenie. Wszyscy się na to nabierają. Zostałem jej niewolnikiem, jej seks zabawką. Zabawką, jakich miała wiele przede mną. To wiedźma. Należy do Sekty tak jak jej przydupas, psychiatra, który karmi mnie podejrzanymi lekami.
Tak jak już wspomniałem w pierwszej części listu, nie widzę wyjścia. Mam dość służby Szatanowi. Moje dzieci wrócą do Boga. Amen.”


Genezyp tak zakończył list, zanim zastrzelił dwóch synów. Następnie włożył lufę do buzi i nacisnął spust. Policję wezwali sąsiedzi. Współmałżonka Genezypa na wieść o tragedii przeszła załamanie nerwowe. Nie mogli jej przesłuchać. Skontaktowali się z psychiatrą, który przyznał, że pacjentowi ostatnio się pogorszyło…


--27--


Aleksandra Knap - "Zamknęłam ojcu oczy"


Zamknęłam ojcu oczy, by nie zabrał mnie ze sobą. Zacisnęłam mu usta, by mnie nie zawołał.
Zasłoniłam lustro, by nie odbijało duszy. Otwarte na oścież okna wpuszczały do środka mroźne powietrze.
Odwróciłam krzesła nogami do góry. Zawodzenie żałobników niosło się po izbie. Gdy rozbrzmiały dzwony, trumna uderzyła o próg trzy razy. Matka płakała, a jej łzy kapały na zimny policzek ojca. Wiedziałam, że tak nie wolno.
Zerwał się wiatr i zrzucił płachtę z ramy zwierciadła. Ujrzałam swoje trupioblade oblicze oraz parę wydobywającą się spomiędzy warg ojca. Dusza oparła się o drzwi i wskazała na mnie cuchnącym śmiercią palcem.


--26--


Kazimierz Kyrcz - "Moc"


Praca w pakowalni nie wpisywała się w krąg moich życiowych aspiracji. Skąd. Ale dawała sposobność podkradania płyt z filmami. Wieczorami puszczałem je Kornelowi i Jarkowi, kumplom z podstawówki. Obaj zgodnie narzekali, że to straszne gówno.
– Nienawidzę horrorów – powtarzał Kornel.
– To gówno – potwierdzał Jarek.
– Straszne gówno – przytakiwałem, starając się nie zagęszczać atmosfery.
– Sprawiają, że czuję się kijowo – zwykle dodawał Kornel, przeciągając opuszkami palców po sznytach na ręce, jakby czytał brajla.
Marudzili tak i marudzili, aż wreszcie nie wytrzymałem:
– Jak chcecie, to każę wam oglądać harlekiny o manekinach albo westerny o Westeros!
Mogłem spełnić tę groźbę. W końcu ja ich stworzyłem.


--25--


Jarek Klonowski - bez tytułu


Pokój z narożnym oknem stanowił jedyny świat, jaki znała Madamme Pokrzywa. Nie pamiętała, kiedy po raz pierwszy zamknęły się za nią drzwi z przedziwną dziurką od klucza.
Narożne okno pozwalało spoglądać na Życie i Śmierć. Śledziła tę parę kochanków, ukryta za firaną. Obawiała się przemierzyć pokój w drugą stronę. Podejść do drzwi.
Musiałaby minąć wtedy nie tylko masywny kredens, zagracony starymi fotografiami bliskich, którzy ją tu zamknęli, ale i duże owalne lustro na przeciwległej ścianie. Możliwość zetknięcia spojrzenia z jego powierzchnią, napełniała Madamme odrazą. Przeczuwała bowiem, że odkryłaby w ten sposób jedynie odbicie portretów, choć powinna ujrzeć w zwierciadle siebie…


--24--


Artur Grzelak - "Danie główne"


Tubylcy mieli już wszystko przygotowane. Nad olbrzymim ogniskiem zawieszone były dwa kociołki. W jednym grzała się woda, do której wrzucono banga, lokalny przysmak podobny w smaku i konsystencji do ryżu. W drugim pichciła się właściwa potrawka. Stojące nieopodal kobiety sprawnie kroiły czosnek, cebulę, marchew, pietruszkę oraz coś przypominającego wyglądem paprykę. Co i raz któraś podchodziła i wrzucała gotowy składnik do kociołka. Wódz plemienia, siedząc na wiklinowym tronie przygotowywał mieszankę ziół. Wyczuwałem liść laurowy, sól, pieprz oraz natkę pietruszki. Zapachy przyjemnie i apetycznie drażniły moje nozdrza.
Ale jakoś mnie to wszystko nie cieszyło.
Ponieważ miałem być daniem głównym na tej uczcie.


--23--


Mariusz "Orzeł" Wojteczek - bez tytułu


Podłoga skrzypi. Czwarta deska, na prawo od schodów. Zawsze zapominasz.
Blade światło żarówek nad kuchennym okapem sprawia, że mrużysz oczy. Przecież jest noc, Maria i bliźniaki śpią na górze, nie chcesz ich obudzić. Woda w kranie jest zimna, perli się w szklance.
– Co tak po nocy łazisz? Spać nie możesz? - słyszysz głos matki, niby karcący, ale ciepły. Taki, jak pamiętasz. Odwracasz głowę; siedzi w fotelu, okutana w sweter. Dociska pod pachą kłębek szarej wełny. Stal drutów błyska w świetle.
Masz odpowiedzieć, ale mrozi cię strach.
Przypominasz sobie, że matka od trzech lat nie żyje.
Szczęk drutów wybrzmiewa w ciemności.


--22--


Paweł Mateja - "To tylko jedna z tych rzeczy, które mogą nas uśmiercić, a którym poświęca się mniej miejsca niż historiom o seryjnych mordercach"


Jako dziecko bałem się samozapłonu. Przeczytałem o nim w niesamowitych historiach, które zdarzyły się naprawdę. Nigdy nie mogłem zapomnieć. Oswoiłem się. Pogodziłem. To może się po prostu zdarzyć. W jednej chwili stanę w płomieniach, bez powodu, przecież żadna z teorii nie wydaje się prawdopodobna. W drugiej chwili na niemal nietkniętym temperaturą fotelu zostanie zostanie tylko trochę popiołu. Być może zostaną też stopy, u góry spieczone, niżej prawie nietknięte. Może nie zostanie nic, przeciąg rozsypie prochy.
Oswoiłem się. Nikt nie zna metody, żeby przerwać to w ostatniej chwili. Pozostaje czekać, oddychać ani szybko ani wolno. Obserwować. Jeśli płomień przyjdzie – przywitać.


--21--


Mistrz Kowalski - bez tytułu


Huk natarczywego pukania rozszedł się po kawalerce. Panele zaskrzypiały pod kapciami Lindy, kiedy podeszła do drzwi. Spojrzała przez wizjer. Oczekiwany obraz zakrzywionej klatki, zastąpiła nieprzenikniona czerń; mrok, który pożarł całe światło. Zawahała się z dłonią na zamku. Gdy ponownie pięść załomotała, kobieta odskoczyła z szalejącym sercem. Drzwi zarezonowały zawiasami i gęsta smoła wlała się niczym syrop przez wizjer do środka, pochłaniając wejście.
Linda zamrugała i przetarła oczy.
Zniknęło. Całkowicie.
Kolejne pukanie wydawało się normalne. Znów zeknęła przez wizjer.
Kurier.
Odetchnęła. Wtem dłoń zacisnęła się na jej barku. Miała zakrzywione szpony...
¬– Ja bym mu nie ufał – wycharczał głos za jej plecami.


--20--


Dominika Maniecka - "Ostatnia noc"


Złota dostrzegła potwora, gdy tylko ten znalazł się na krawędzi. Czmychnęła w najdalszy kąt, lecz gładka tafla, odgradzająca ją od innego świata, nie pozwoliła uciec daleko. Ślepia wygłodniałej bestii płonęły w ciemnościach, a Złota nie mogła odwrócić od nich wzroku. Podświadomie wiedziała, że tej nocy wszystko się dokona; że tym razem nie umknie ostrym niczym ości pazurom; że nie zdoła już wygrać pojedynku ze śmiercią. Potwór zmrużył oczy, poruszył się podekscytowany, jakby też to wyczuwał. Skoczył, rozchlapując wodę. Trafił bezbłędnie. Zanim Złotą pochłonęła nicość, dobiegły ją jeszcze słowa płynące z innego świata.
– Jadźka, ten pieprzony sierściuch znów wpadł do akwarium!


--19--


Alicja Gajda - "Ja – nie"


Piąta w piątek, październik; na bok schodzą wszystkie mary i zjawy, upiory, hordy demonicznych zmor. Otwierasz oczy, Trybiku, by dzień przeżyć.
…aż tak jasno?!
Coś nadlatuje, świszcząc, tłucze tuż obok okna; nim zrywasz się, by wyjrzeć, gruzem obrywasz w twarz. Chrup, chlap. Żagwie dookoła. Skąd strzał? TRZASK-PRASK, czy to koszmar wciąż trwa?
(„Jeszcze jak!”)
Brukiem gnają tabuny, straże, zbrojni, osobówki; gnać co sił, co Bóg da, tak do granic. Płoną szpitale już na nic, domy, parki, urzędy, Kościół Marii Panienki… Ta ponoć mogłaby i to wybaczyć.
A czy ty, Trybiku Tej Maszyny, mógłbyś też? Gdyby krtani nie przebiła ci krokiew?

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli podobają Ci się zamieszone materiały albo chcesz po prostu wesprzeć jakoś działalność strony, będzie mi bardzo miło, jeśli dorzucisz się do kawy.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Najnowsze wieści