#scary100challenge2 – tydzień czwarty

06.11.2022 | facebook | underluk

#scary100challenge2 – tydzień czwarty

Dziewięć nowych tekstów i dziewięcioro nowych autorów dołączyło w tym tygodniu do wyzwania #scary100challenge2. Dziękujemy.


Wszysktkie teksty, które ukazały się od poczatku wyzwnia znajdziesz tutaj


--41--


Krzysztof Rypuła - "Projekt"


Heinrich Himmler słysząc huk karabinów, spojrzał na znajdujący się raptem kilka metrów przed nim dół. Nim mrugnął okiem dziura w ziemi wypełniła się zwłokami. Dostrzegając, że na jego zadbanym mundurze ukazały się resztki galaretowatego mózgu, poczuł jak niestrawiony pokarm zapragnął ujrzeć światło dzienne. Jak kolana drżą, jak serce o mały włos nie wyskoczyło z klatki piersiowej. Nie wytrzymał. Zawartość żołądka poleciała wprost na trupy. Otrząsając się z przerażenia, spojrzał na żołnierzy. Osoby trzymające broń, miały twarze blade niczym sama kreda. Zdał sobie sprawę, że ci ludzie będą mieli traumę do końca swojego życia. Ruszając do samochodu wymyślił koncepcje obozów koncentracyjnych.


--40--


Dawid Kądziela - „Projekt"


Smród.
Wyczuwała go.
Drażnił jej nozdrza, przełyk. Przenikał w głąb ciała. Wypełniał każdą komórkę gnijącego organizmu.
Ból.
Poczuła jak, dziesiątki małych szczurzych zębów przebijają brudną, śmierdzącą skórę. Gnijącą tkankę, podziurawioną przez gryzonie i inne robactwo zalegające się w wilgotnej piwnicy. Z ran wypływały małe strumyczki ciemnej krwi.
Próbowała odgonić niechcianych lokatorów, lecz nie była w stanie się poruszyć.
Unieruchomiona.
Z własnej woli dała się zakuć w kajdanki.
Projekt polegający na sprawdzeniu ile czasu człowiek da radę wytrzymać w izolacji.
Nie przewidziała jednak tego, że jej partnerka zginie w wypadku samochodowym.
Dzień, drugi. Tydzień…
Bez jedzenia, wody
Odpłynęła.
Pochwycona przez ciemność.


--39--


Tomasz Jaruga - bez tytułu


Mój ojczym Janek cierpiał na tafefobię. Za życia naoglądał się filmów dokumentalnych o ekshumacjach, podczas których ujawniano nienaturalne pozycje ciała zmarłych, czy ślady paznokci na wiekach trumien. Lęk przed pochowaniem żywcem był tak silny, że kazał się pochować z naładowanym telefonem. Dzień po pogrzebie, kiedy siedziałem przy jego grobie usłyszałem głuche dźwięki niewiadomego pochodzenia. Nie zauważyłem nic, co mogło być ich źródłem. Uznałem, że być może tylko mi się wydawało, że coś słyszę. Kiedy wróciłem do domu, sięgnąłem po telefon. To co zobaczyłem sprawiło, że wszystkie włosy na moim ciele zaczęły się podnosić. Było to kilka nieodebranych połączeń od... Janka.


--38--


Mateusz Zatwarnicki - bez tytułu


Praca w dwóch miejscach bywa wyczerpująca. Nie pamiętam nawet, który to był dzień tygodnia. Wróciłem wykończony czternastogodzinną harówką. Marzyłem tylko o tym żeby wziąć prysznic i położyć się do ciepłego łóżka. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. W środku nocy przebudziłem się i przekręciłem na bok, przytulając ciepłe ciało mojej dziewczyny. Jej włosy pachniały jak zawsze lawendą z nutą cynamonu, a miękka skóra kontrastowała z szorstką powierzchnią mojej robotniczej dłoni. Ogarnęło mnie przyjemnie relaksujące uczucie. W końcu błogi spokój, którego od tak dawna nie czułem. Dopiero po kilku sekundach przypomniałem sobie, że przecież to już trzy lata odkąd ona nie żyje.


--37--


D.A.Recki - "Będę żył"


Otworzyłem powoli oczy, wokół mnie wszędzie była biel, taka czysta, czyściutka biel. Stojący nieopodal lekarz zauważył, że już nie śpię. Podszedł do mnie, nachylił się i powiedział szeptem: „Miałeś wypadek, bardzo groźny, jesteś w szpitalu. Walczymy, walczymy o Ciebie, o życie. Życie wielu osób. Musisz wytrzymać jeszcze godzinę, może dwie. Czekamy na transportery. Zespół już czeka. Odbiorcy także. Dałeś nadzieje wielu osobom.”
Teraz do mnie dotarło. Mój stan jest ciężki. Nie wyjdę z tego. Umrę. Zostało mi tylko oczekiwać na śmierć.
Ogarnął mnie jednocześnie strach i ulga. Już za chwilę, za parę godzin, znowu będę żył.
Będę żył po wielokroć...


--36--


Adrian Iwaniak - "Problem dzisiejszego świata"


Odgłos ciężko stawianych kroków niknął w przeraźliwym zgiełku miasta. Słońce budziło się do życia, a chodniki rozświetlał szereg iskrzących się ekranów telefonów.
Pędziłem do pracy, zaspany i ledwo żywy. Wzrok miałem wlepiony w hipnotyzujący wall Facebooka. Nie zwróciłem nawet większej uwagi na nieznajomego, który poprosił mnie o papierosa. Nie wyczułem bijącej woni alkoholu, nie wsłuchałem się w jego posępny ton. Nie dostrzegłem także, że niemrawo odpalił szluga i zniknął bez słowa niczym sen zaraz po przebudzeniu. Ale zapamiętałem oczy. Puste, przepełnione cierpieniem…
Wieczorem znów je ujrzałem. W wiadomościach, na zdjęciu mężczyzny dręczonego depresją, który przegrał walkę i poderżnął sobie gardło.


--35--


Marek Łukaszewicz - "Moja dziesiątka"


Zawsze byłem perwerchem. Jarały mnie bicze, kolczyki, latex, więzy i szczanie na siebie.
Poznałem ją w spelunie "Sukkub". Siedziała przy barze popijając drinka. Kruczoczarne włosy i równie czarny, mocny makijaż. Pełne usta i blada skóra. Duże cycki wylewające się z bluzki na ramiączka z pentagramem, jeansowe spodenki i czarne pończochy. Suka 10/10.
Podbiłem bez wahania i już po kilku drinkach lizaliśmy się na łóżku w jej mieszkaniu. Chciałem się do niej dobrać, ale przywiązała mi ręce do stelaża łóżka. Dobrze. Lubię to.
Zaczęła się rozbierać. Na podłogę spadła bluzka, stanik, potem jeansowe spodenki. Stanął mi.
Z przerażeniem odkryłem jednak, że nie tylko mi...


--34--


Mateusz Libera - bez tytułu


Wrócił do miejsca, które w jego świecie nazywane było Kaźnią.
Nigdy wcześniej tutaj nie był, ale wrócił jako homo technicus, stworzony przez Ocalonych potomek gatunku ludzkiego, który niegdyś władał tą planetą. Dziś po żyjących tutaj ludziach zostały napromieniowane groby, wystające z ziemi brzęczące obeliski. Wielkie pomniki należały do bogatych. Małe mogiły niknęły gdzieś w dole, deptano po nich.
Człowiek, który tu przybył, przedzierał się przez toksyczną mgłę, patrzył na ogołocone drzewa, wyłaniające się kamienne statuy przypominające sylwetki ludzi. Nosił gruby kombinezon i hełm, które chroniły go przed działaniem zniszczonej atmosfery.
– Jak mogliśmy do tego doprowadzić? – zapytał samego siebie. – Jak mogliśmy?


--33--


Małgorzata Sanchez - bez tytułu


Idzie przez las, wzdłuż torów. Pod wiaduktem leży mężczyzna, nadgarstki ma przywiązane do szyn. Szarpie się, próbuje krzyczeć, ale przeszkadza mu knebel. Ich spojrzenia się spotykają, w oczach tamtego panika zaczyna przegrywać z nadzieją.


Powinien pomóc. Coś go powstrzymuje i nie jest to strach. Słyszy stukot, szyny drżą, po plecach rozchodzi się dreszcz ekscytacji. Robi krok w tył, tamten zamyka oczy. Już nie próbuje, rozdygotany czeka na nieuniknione. Stal trze o stal, zgrzyta w uszach. Pociąg przetacza się pod wiaduktem, rozpruwa powietrze jak pocisk. Wyciska soki. On stoi urzeczony rozmachem spektaklu.


Szkoda, trzeba iść. Żona będzie zła, jeśli się spóźni.


 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Jeśli podobają Ci się zamieszone materiały albo chcesz po prostu wesprzeć jakoś działalność strony, będzie mi bardzo miło, jeśli dorzucisz się do kawy.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Najnowsze wieści