Sukces może być największą pułapką

Autor: Entropia Entalpia

Typ: Opowiadanie




— Mam marzenie i nie zawaham się go użyć przeciwko tobie!


***


Nie miałam czasu, by omijać kałuże, nie przeszkadzały przemoczone i zziębnięte stopy. Kiedy z parkingu biegłam do klatki schodowej, obcasy w pędzie stukały po brukowanej wąskiej uliczce kamienicy, rozbryzgując na boki spływającą do wnętrza studzienki wodę. Zapomniałam parasolki, a jesienny wiatr i deszcz coraz bardziej niszczyły fryzurę. Przed wyjściem do pracy poświęciłam prawie godzinę, by przygotować czarne loki. Teraz oklapnięte i mokre kosmyki włosów kleiły się do twarzy.
Mój apartament znajdował się w Dzielnicy Kazimierz, w samym centrum miasta, kilka kroków od zabytkowej dzielnicy żydowskiej i piętnaście minut spacerem od Zamku Królewskiego na Wawelu. Samotne, weekendowe wieczory często przesiadywałam na jednej z ławek położonych wzdłuż alejki na dziedzińcu zewnętrznym.
Pomyślałam – w taką pogodę jak dobrze być z powrotem we własnym, ciepłym mieszkaniu. Beżowy, skórzany płaszcz powędrował na stojący w przedpokoju metalowy wieszak, który wyglądem przypominał rozłożyste drzewo. Zdjęłam czarne, lakierowane szpilki i udałam się wprost do salonu, pozostawiając za sobą mokre ślady stóp na kafelkowej podłodze. Wygodnie usiadłam na białej, zamszowej sofie i przysunąwszy szklany stolik do kolan, włączyłam laptop.
„Alice’s dream” – portal internetowy dostępny tylko dla zweryfikowanych użytkowników, dbający o anonimowość i zapewniający prywatność. Członkostwo w tajemniczym klubie wymagało opłacania kwartalnych składek, na które mogłam sobie pozwolić dzięki wysokim zarobkom. Całkowicie poświęciłam się karierze zawodowej, na poważne związki nie miałam czasu, ani chęci. Zazwyczaj pochłaniały zbyt dużo energii, wcześniej czy później kończąc się rozczarowaniem i złamanym sercem. Nie posiadałam marzeń, przynajmniej nie takie, które kojarzą się z czymś niedostępnym. Miałam cele, nie liczyło się jak, tylko kiedy. Wszystko było kwestią czasu. Wiedziałam, czego chcę i jak to osiągnąć. Życie na odpowiednim poziomie wymagało ode mnie pełnego skupienia i poświęcenia zawodowym obowiązkom. Nie mogłam pozwolić, by rozterki miłosne zaprzątały mi głowę. Przynajmniej nie teraz, kiedy walczyłam o stanowisko pani wiceprezes w Grupie Kapitałowej VRG Spółka Akcyjna. Specjalizowaliśmy się w projektowaniu oraz dystrybucji wysokiej jakości kolekcji mody dla zamożnych ludzi.
Inne kobiety zazdrościły mi w pracy pewności siebie, stylu życia, wyglądu, osiągnięć. Typowe sierotki – ciche, szare myszki, przytakujące i wiecznie umartwione. Kiedyś podsłuchałam, jak obgadują mnie w toalecie: „Lata w tych swoich szpilkach, że mało nóg nie połamie, żaden facet z nią nie wytrzymał i dlatego jest ciągle sama. Doczepia się do wszystkiego i wszystkich”. Tak, uchodziłam za zimną sukę, ale traktowałam to jako komplement.
Po otworzeniu strony internetowego portalu wpisałam nazwę użytkownika Czarna Dama i hasło. Paznokcie rytmicznie stukały o szklany blat stolika. W jesiennej porze zwykle malowałam je w odcieniach wina, było to ostrzeżenie i czerwone światło dla wszystkich tych, którzy próbowaliby podważyć mój profesjonalizm.
„Sobota, godzina piętnasta, Pałac Bonerowski, pokój numer 14. Nie spóźnij się". Tak brzmiała wiadomość od użytkownika o nicku Milczący Anioł.


***


Za dużo czasu spędziłam na przymierzaniu kolejnych seksownych, obcisłych sukienek i wybieraniu odpowiedniej bielizny, zanim wygrał minimalizm. Rozdygotana, pełna sprzecznych emocji i zziajana w pośpiechu stanęłam przed drzwiami apartamentu. Wnętrze hotelu stanowiło połączenie historii i nowoczesności, urządzone bardzo luksusowo. Dzięki klimatycznemu wystrojowi poczułam się jak w prawdziwym pałacu. Zerknęłam na zegarek – kwadrans po piętnastej. Wzięłam ostatni głęboki wdech i pełna nadziei, że moja fantazja urzeczywistni się lada moment, weszłam do środka. Gdy zamknęłam za sobą drzwi, tajemniczy pan zaczął zasuwać bogato ozdobione zasłony. Pomimo popołudniowych godzin w pokoju zrobiło się ciemno. Wnętrze udekorowane było w kolorach pastelowych, posiadło kwiatowe wzory na tapetach, staroświeckie umeblowanie i dzieła sztuki. Spojrzałam na biały, półokrągły fotel ze skóry, na którym miałam spełnić seksualną fantazję. Układ był prosty – jednego dnia mężczyzna dobrany z portalu realizuje moje marzenie, a na kolejnej randce role się odwracają. Po każdym spotkaniu należało przesłać do administratora ogólne wrażenia i określić stopień uzyskanego zadowolenia ze strony partnera.
Odpięłam powoli guziki, ale jeszcze nie odważyłam się ściągnąć palta. Ubrany elegancko gość w dalszym ciągu nie odwracając się, chłodno oznajmił:
— Spóźniłaś się.
Poczułam się nieswojo, kiedy zwrócił mi uwagę, nie racząc nawet spojrzeć na strój, jaki przygotowałam na spotkanie, a raczej jego brak. Zrobiłam parę kroków do przodu i stanęłam przy dużym łóżku z baldachimem. Boki rozpiętego płaszcza rozchyliły się, zatrzymując na piersiach i ukazując pas nagości ciała, o które dbałam dietą i ćwiczeniami na siłowni. Depilację intymnych części zawdzięczałam kosmetyczce. Lubiłam gładkość w tamtych miejscach, a profesjonalne zabiegi ograniczały czas bólu do minimum. Specjalnie przed randką nabalsamowałam się ulubionym olejkiem różanym. Chciałam pachnieć zmysłowo, ale delikatnie wszędzie.
Odchrząknęłam, by zwrócić na siebie uwagę.
— Zaczynamy, czy z powodu spóźnienia chcesz się wycofać?
Postawiłam sprawę jasno. Wiedziałam, po co tu przyszłam, a zwykłe spóźnienie nie mogło popsuć mi planów.
Odwrócił się i kilkoma zręcznymi ruchami rozwiązał bordowy krawat. Przystojny jak z obrazka, szpakowaty mężczyzna z delikatnym zarostem, szybko przeskanował mnie od góry w dół. Błyszczące oczy zatrzymały się ponownie na twarzy. Buzię przystojniaka rozpromienił czarujący uśmiech, który był jak Facebookowski lajk, jak stempel na znaczku. Treść została zaakceptowana, spakowana w kopertę wyobraźni i wysłana dalej. Podróż dopiero się rozpoczęła.
Podszedł tak blisko, że nasze nosy niemal stykały się, a na policzkach czułam ciepły oddech dżentelmena, od którego dodatkowo biła świeżość z odrobiną egzotyki: piżma, bergamotki, drewna i wetywerii. Moja różana mgiełka łączyła się z oszałamiającym zapachem perfum partnera, ubranego w granatowy, dobrze wykrojony i podkreślający sylwetkę garnitur.
Intensywne, głębokie spojrzenie amanta sprawiało, że przez ciało przechodziły rozkoszne dreszcze. Stałam jak sparaliżowana, gdy kciukiem pogładził kontur ust. Ujął delikatnie za podbródek, prowokując, bym zadarła głowę wzwyż. Każdy ruch był przemyślany, wiedział, co robi, jaki efekt pragnie wywołać i czego chce. Tym sposobem ułatwił sobie złożenie na szyi delikatnego, ale wilgotnego pocałunku, od którego aż zakręciło mi się w głowie. Przywarł gorącymi wargami i nie odrywał ich, jakby wsadził wtyczkę do kontaktu. Przekazywał swoją seksualną energię. Delikatnie łaskotał skórę samym czubkiem języka. Elektryzował, przyciągał jak magnes, przekroczył granicę bliskości, bym nie mogła się oderwać. Oddychałam szybko, serce waliło jak szalone. Opuszki palców wprawnego uwodziciela prześlizgnęły się w dół między piersiami, by zatrzymać się i kreślić na ogolonym wzgórku łonowym niewidzialne kółeczka. W końcu odsunął długo przylegające gorące usta i kolejny raz uśmiechnął się nonszalancko. Sprawiał wrażenie skupionego malarza, który od czasu do czasu pragnie zerknąć na swoje dzieło z lekkiego dystansu. Sprawdzić efekty wykonanej pędzlem pracy.
Widocznie czytał w myślach, bo chciałam więcej i nawet nie drgnęłam, gdy niepostrzeżenie wsunięte dłonie pod poduszki płaszcza odsłoniły ramiona i resztę nagości, powodując, że palto w jednej sekundzie opadło na parkiet. Napięcie seksualne i potrzeba bliskości wzrosły do granic moich możliwości. Czarował, hipnotyzował każdym spojrzeniem, uśmiechem, nieśpiesznym, torturującym dotykiem. Tak, to intrygowało. Powolne, spóźnione dłonie, ale również wzrok, jednym słowem pieszczota, która nie mogła być zjedzona, była tym, czego potrzebowałam. Z drobnych zwyczajnych gestów, tworzył niezwykłe chwile, które potrafił w magiczny sposób przedłużać w nieskończoność. Stałam przed nim naga, nakręcona rozwojem sytuacji, a przecież nic się jeszcze konkretnego nie wydarzyło, ale to, co działo się w głowie, spowodowało, że poczułam napływające podniecenie.
Chciałam ot tak, potknąć się i wpaść w jego ramiona. Pożądałam męskiego, ciepłego ciała, które wchodzi we mnie bez pytania i rozsadza mocnymi, głębokimi pchnięciami od wewnątrz. Marzyłam, żeby mnie po prostu zerżnął. Chwycił za biodra, nasadzając na twardego penisa, każąc rytmicznie podskakiwać, gdy on w szale namiętności zgniatałby piersi, ciągnął za włosy, wbijałby język do ust, a ja w jego. O tak!
Och, poniosło mnie, przecież dzisiaj miałam w planie zrealizować inną fantazję.
Zdumiało mnie bardzo, jak szybko zapragnęłam oddać się czarującemu panu, który nie odrywając ode mnie błyszczących oczu, nagle zrobił parę kroków w tył. Usiadł wygodnie na fotelu położonym w rogu pokoju, zakładając nogę na nogę. Szare tęczówki kawałek po kawałku zaczęły pożerać odsłonięte części mojego ciała. Elegancik, który z wyglądu mógłby uchodzić za biznesmena, kciukiem i palcem wskazującym muskał brodę, gładził okolicę wokół swoich ust. Schlebiało mi to bardzo, czułam się atrakcyjna i pożądana w jego oczach.
— Odwróć się. Pragnę zobaczyć cię całą — zwyczajnie polecił z lekkim uśmiechem na twarzy. — No, na co czekasz? Śmiało, zrób to — ponaglił i oparł kciuk o brodę, a palec wskazujący o skroń.
Poczułam lekką presję, ale posłusznie wykonałam prośbę i naga, ubrana tylko w czarne, zamszowe, sięgające za kolana kozaki, obróciłam się dookoła, po czym zbliżyłam się do dżentelmena. Przez chwilę toczyła się gra, wymiana spojrzeń, uśmiechy. Sięgnął dłonią radia w stylu retro, stojącego na antycznej komodzie z lusterkiem. Z głośników popłynął rockowy utwór „I love rock and roll” i postanowiłam zrobić coś, czego nie planowałam.
Pomyślałam, dlaczego tej chwili nie przeciągnąć jeszcze bardziej? W rytm muzyki powabnym ruchem dłoni podnosiłam i układałam czarne, długie włosy raz z prawej strony szyi, raz drugiej. Bawiłam się, kokieteryjnie oplatając wokół palca pukiel włosów, to drapieżnie mierzwiąc fryzurę i potrząsając głową. Szybka melodia pobudzała ruchy. Zaczęłam kręcić biodrami, dłonie wędrowały po ciele. Krążyły najpierw wokół głowy i szyi, następnie zeszły niżej na piersi, na przemian ściskając i podnosząc jedną, drugą, potem obie naraz. Pochylając się nad podekscytowanym mężczyzną, potrząsałam nimi tuż przed nosem, aż przyszła kolej na brzuch. Dotykałam pępka, wodziłam opuszkami palców po mięśniach, wzdłuż wypukłości i wgłębień na ciele. Po kilka razy skrzyżowane ręce gładziły talię, od linii pach, unosząc wówczas biust do góry, który później swobodnie opadał, gdy dłonie muskały biodra. Co jakiś czas posyłałam Milczącemu Aniołowi szelmowski uśmiech, wsuwałam kciuk do buzi i jeździłam wargami w górę, w dół, zastanawiając się, jak bardzo pragnie wsunąć na pewno nabrzmiałą już z podniecenia męskość do mych ust, jak marzy, bym ssała twardego penisa, patrząc mu głęboko w oczy.
Gdy stanęłam tyłem, seksownie kręcąc pupą i schodząc coraz niżej do kucnięcia, ręce zagłębiały się między uda. W lekkim rozkroku wypięłam się ostro, wymierzając sobie klapsa, puściłam zaczepne oczko widzowi, by za sekundę wypiąć się jeszcze bardziej, gładząc po bokach zamszowe kozaki i sięgając ich czubków. Przez jakiś czas pozwoliłam wpatrywać się w wilgotną szparkę, ukazaną w całej okazałości, aby nagle przerwać pokaz i stanąć ponownie przodem do partnera.
Nigdy nie sądziłam, że wykonanie erotycznego tańca może i mnie tak rozgrzać. Podniosłam nogę i oparłam delikatnie podeszwę buta na kroku dżentelmena, uważając przy tym, by nie zrobić mu krzywdy siedmiocentymetrowym obcasem. Stopa pobudzała najwrażliwsze męskie miejsce okrężnymi ruchami.
Widocznie nie mógł już wytrzymać, bo złapał mnie za kostkę i zachęcająco poklepał po udach, więc powabnie wypinając pośladki, powoli usiadłam na jego kolanach. Chciałam oddać się
całkowicie tej rozkoszy. Nie wiem czemu, ale niezwykle ekscytowała mnie sytuacja bliskości z mężczyzną ubranym w gustowną w marynarkę i białą koszulę zapiętą na ostatni guzik pod szyją, wówczas gdy ja byłam rozebrana. Z jednej strony wstydziłam się tej kontrastowej roli, a z drugiej właśnie to uczucie potęgowało moje podniecenie. Zawodowo uchodziłam za silną kobietę, ale czasami potrzebowałam poczuć się przy kimś bezbronna, niewinnie z ufnością oddawać ciało pieszczotom pozornie niedostępnego pana, który chował emocje pod maską eleganta.
Gdy już zadomowiłam się na kolanach kochanka, opuszki palców przystojniaka zaczęły gładzić mój policzek, szyję, ramiona i podążyły w dół, zataczając kręgi wokół wyczekujących piersi. Dotyk chłodnych dłoni przyprawiał o ciarki. Po chwili mocniej przycisnął jedną pierś do drugiej. Zwilżył swoje dwa palce, wsuwając je do moich ust i potarł o sutki, które zesztywniały. Czułam wzbierający szał namiętności. Przyjmowałam napływające fale rozkoszy, wywołane czułymi pieszczotami. Skorzystałam z okazji – swobodnie oparłam głowę na ramieniu mężczyzny, który przybliżył twarz do mojej twarzy, ocierając szorstki zarost o policzek.
— Dotknij mnie, proszę — wydyszałam. Chwyciłam dłoń Milczącego Anioła i wsunęłam ją sobie między uda.
— Odpręż się, złotko — ciepło wyszeptał do ucha i jak sopel lodu palcem przez chwilę błądził po brzuchu, aż natrafił na pępek i postanowił przez pewien czas zagłębiać się w jego wnętrzu.
— Jestem odprężona. Chciałam tylko, żebyś...
— Co chciałaś? — spytał miękko, kiedy zaczął jednocześnie kciukiem krążyć po wargach sromowych, a palcem wskazującym podrażniać delikatnie wejście do dziurki.
Wygięłam się w łuk, wypychając piersi i brzuch do przodu. Paznokcie wbiły się w uda nieznajomego. Sapałam ciężko i szurałam nerwowo nogami, podczas gdy palce mężczyzny napierały na samą końcówkę języczka rozkoszy, oczekując, aż zrobi się sztywny. Wrażliwe miejsce nabrzmiało gorącem i wilgocią. Delikatnie pieścił, to naciskał na pulsujący guziczek, po czym zagłębił się głęboko w ponętne wnętrze. Zanurzone dwa palce intensywnie wsuwały się i wysuwały.
Cieszyłam się z tego. Mogłam pozostać obłędnie mokra, napalona i delektować się własnymi emocjami, kiedy mężczyzna wprawnymi ruchami palców rozpychał ciasność mej kobiecości. Zatraciłam się całkowicie. Jęczałam i jednocześnie dłonią pocierałam twarde wybrzuszenie wzdłuż rozporka bawełnianych spodni dżentelmena. Wiedziałam, że już długo nie wytrzymam... Nagle ręka kochanka zniknęła, więc szybko przyłożyłam swoją, zaciskając mocno uda, drżałam w rytmie pulsującej rozkoszy. Gdy ekstaza minęła, opadłam bezwładnie na tors mężczyzny. Powoli uspakajał się oddech.
— Spełniona?
— Tak — zażenowana odparłam szeptem. — Auuć! — Zerwałam się na równe nogi, które już po chwili ugięły się pod ciężarem całego ciała.
Upadłam na podłogę i wyjęłam z szyi wbitą strzykawkę z igłą.
— Yhy, Yhy — dusiło mnie, nie mogłam złapać oddechu.
Obraz stał się niewyraźny, a po chwili ciemność wpłynęła do pokoju i zapadł mrok.


***


Gdy ocknęłam się, ból rozrywał głowę, nade mną pochylała się postać ubrana na biało.
— Czy ja umarłam? Jestem już w niebie? Gdzie masz skrzydła aniele? — zdezorientowana pytałam samą siebie.
Powoli wracała ostrość. W białym kitlu, wyglądającym na lekarski uniform, pochylał się Milczący Anioł. Chciałam wstać, ale nadgarstki i kostki miałam przykute kajdankami do dwóch stalowych prętów wystających z surowej, betonowej podłogi. Ceglaste ściany piwnicy rozświetlała wisząca żarówka na suficie.
— Gdzie ja jestem? Co mi zrobiłeś?
Zaczęłam się szarpać, gdy uświadomiłam sobie, że jestem uwięziona przez mężczyznę poznanego na portalu erotycznym. Przez tego samego, na którego kolanach jeszcze niedawno doznawałam rozkoszy. Od tego momentu strach, a nie zegar, zaczął odmierzać czas.
— Zrobię, co zechcesz, tylko uwolnij mnie! Obiecuję, nikomu nic nie powiem! — wykrzyczałam w panice. — Mogę zapłacić...
Rozpłakałam się, ogarnęła mnie potworna bezsilność. Milczący Anioł pozostał niemy, zaczął wspinać się po metalowej drabinie do góry. Przystanął w połowie drogi i odwróciwszy twarz w moim kierunku, posłał złowieszczy uśmiech. Wzdrygnęłam się ze strachu, a gdy ciężko zasunął pokrywę, wpadłam w rozpacz. W piwnicy zaległa złowroga cisza śmiertelnego niepokoju. Mimowolnie ciepła stróżka moczu przelała się między udami. Leżałam naga w mokrej kałuży na zimnej posadzce. Całe ciało drżało z wyziębienia, nie mogłam nawet zwinąć się w kłębek.
Nie minęło wiele czasu, jak usłyszałam szuranie nad głową. Wąski strumień światła wpadł przez odsłonięty na nowo otwór. Drobinki kurzu wirowały w wilgotnym i zatęchłym pomieszczeniu. Bałam się myśleć, dlaczego tak szybko powrócił. Co okrutnego i przerażającego mógł przygotować dla mnie?
Na chwilę znikł zza boczną ścianą piwnicy, by przyprowadzić lekarski stolik, łóżko i lampę zabiegową. Gdy kółka sunęły po nierównej betonowej podłodze, meble wydawały nieprzyjemne, twarde odgłosy uderzania metalu o metal. Obok stolika szaleniec porozkładał trzy duże plastykowe pojemniki wypełnione lodem, a z otworzonej walizki wyłoniły się chirurgiczne narzędzia: skalpele, wzierniki, pęsety, kleszcze, i fiolki wypełnione jakimiś substancjami.
— Urodziłem się w Niemczech, ale całą edukację odbyłem już w Polsce — odezwał się, wyjmując z opakowania strzykawkę i igłę. — Moja matka... w sumie nie zasługuje na to, by o niej wspomnieć, ale brat dziadka, Josef (*1) był niemieckim lekarzem. Pasję do medycyny przejąłem po nim. Wiesz, jak na niego mówili? — zapytał, wbijając igłę ze strzykawką do małej buteleczki i ciągnąc za tłok.
— Jak? — odezwałam się zachęcająco, jakby nawiązanie kontaktu z tym świrem mogło mi w czymkolwiek pomóc.
— Anioł Śmierci.
Odwrócił się, trzymając w dłoni strzykawkę napełnioną przeźroczystym roztworem. Po lekkim naciśnięciu tłoka na podłogę upadła drobna kropla płynu z igły. Z trudem przełknęłam ślinę. Drżałam na samą myśl o tym, co wydarzy się, gdy wstrzyknie mi substancję do ciała.
— Króliczku, my wszyscy w rodzinie jesteśmy aniołami. Przynosimy nadzieję i spokój. Twoją duszę wypełnia jeszcze lęk, ale już niedługo to się zmieni. Nie rób sobie złudnych nadziei, że ktoś ciebie będzie szukał. Zanim przydzieli cię do mnie, dobrze sprawdzili twoją osobę – zdrowa, dbająca o ciało. Oni nie przysyłają byle kogo. Rodzice umarli już dawno temu, nie masz męża, ani chłopaka, nawet przyjaciół. Nie oszukujmy się, twoim zniknięciem nikt się nie zainteresuje, a niektórym osobom, szczególnie w pracy będzie to nawet na rękę. — Jego oczy zmalały i błysnęły wściekłością, na twarzy igrał tryumfalny uśmiech.
Wystraszyłam się, mężczyzna stwarzał pozory nieobliczalnego i pewnego siebie. Posiadał narzędzia medyczne, które bałam się, do czego mogą mu posłużyć. Nie chciałam okazywać słabości, ale usłyszawszy nagą prawdę o sobie, rozpłakałam się, bo miał rację. Sukces zagwarantował mi pieniądze, wygodę, ale kosztem życia prywatnego, a nawet przysporzył wrogów.
Czyli wszystko było ukartowane. Czyżby administratorzy portalu mieli w tym skryty interes? Widocznie tak, pomyślałam, skoro wybierali dla niego ofiary. O co w tym wszystkim chodzi? Po co im ludzkie, żywe i zdrowe ciała?
— Nie, nie, nie... — Odsunął rękę ze strzykawką od mojej szyi, a ja głęboko odetchnęłam z ulgą. — Gdzie się podziały moje dobre maniery... Najpierw trzeba ciebie ugościć w tych skromnych progach. Panują tutaj trochę nie najlepsze warunki, też wolałbym tam na górze, ale chyba sama rozumiesz, że sytuacja wymaga zachowania odpowiednich środków ostrożności. Mam coś dla ciebie!
Podszedł do brązowego lnianego worka, wyciągnął papierowe opakowanie z McDonalda, po czym postawił przede mną plastykową tackę, na którą wysypał frytki, a obok położył odkręconą, małą butelkę z wodą mineralną.
— Widzisz, z tego wszystkiego zapomniałem... Pewnie jesteś spragniona i głodna. Proszę, to dla ciebie. — Podsunął butem jedzenie do twarzy.
Z kieszeni fartucha wyjął klucze i uwolnił dłonie. Pomyślałam, to szansa i nadzieja dla mnie – nie mogę zmarnować takiej okazji. Nogi pozostały uwięzione, ale mogłam swobodnie uklęknąć, a przede wszystkim miałam wolne ręce. Tak bardzo chciało mi się pić, więc łapczywie chwyciłam butelkę. W zaschniętym gardle połykane porcje wody sprawiały wrażenie twardych kamieni. Gdy zakrztusiłam się, psychol kopnął między dłonie, celując w plastykowy pojemnik. Reszta picia rozlała się po podłodze.
— Tyle ci wystarczy! A teraz zjedz.
Pochyliłam się nad tacką i garściami zaczęłam wpychać jedzenie do ust.
— Aaa!
Wypuściłam frytki z dłoni. Niespodziewane uderzenie batem było tak silne, że poczułam, jak moje plecy zakrwawiły.
— Aaaa! — krzyknęłam z bólu.
Kolejny trzask przeciął powietrze, końcówka bicza sięgnęła ponownie pleców. Upadłam twarzą na podłogę i zwymiotowałam.
— Gdzie twoje dobre wychowanie?! Prawdziwa dama nie garbi się przy spożywaniu posiłku. Nie zasługujesz na nie! Jesteś damą czy świnią? No powiedz, Jestem świnią! Schnell! Ich bin ein polnisches Schwein! (*2)
Ponownie uderzył batem i zamachnął się do następnego wymierzenia ciosu, więc szybko ze łzami w oczach wymamrotałam:
— Jestem świnią...
Kopnął w tackę z resztą frytek, po czym złapał moją brodę i wpatrywał się swoim szaleńczym spojrzeniem. Ostry strumień światła z medycznej, czołowej latarki raził moje oczy.
— Widzisz?
Szarpnął twarz na boki, zgniatając policzki w kleszczowym uchwycie dłoni i kontynuował monolog:
— Starałem się być miły dla ciebie. Naprawdę się starałem... Ty już spełniłaś swoją zachciankę, teraz moja kolej. Tym sposobem i wilk jest syty, i owca cała. Przynajmniej na razie... Wykorzystamy te zranienia na plecach. Potrzebuję płatów skórnych. Nawet nie wiesz, ile osób z ciężkimi poparzeniami marzy o takich.— Opuszkami palców pogładził otwarte pęknięcia skóry.
— Aaa! Aaa!— zawyłam. Ten świr nagle zanurzonym nożem przejechał wzdłuż po linii zranienia.
Przeszywający i rozrywający ból był tak silny, że połamałam paznokcie, wbijając je w beton. Milczący Anioł chwycił mnie za włosy i twarzą zaczął bić parę razy o podłogę. Leciała krew i czułam, że coś w nosie mi pęka. Leżałam już z zamkniętymi powiekami, na wpół przytomna, błagając w duchu o szybką śmierć.
— Zalegam z jednym zamówieniem. A skoro przyznałaś, że jesteś świnią, mam tu dla ciebie świeżutkie, zmodyfikowane genetycznie serce tego zwierzęcia (*3). Na twoje już ktoś czeka. Króliczku, nic się nie bój — powiedział, głaszcząc mnie po głowie i odgarniając z twarzy oblepione od krwi, potu włosy. — Jak dobrze pójdzie z nowiutkim serduszkiem, gdy otworzysz oczy, przyjdę po swoją nagrodę, swoją fantazję... Przylegniesz pulsującą cipką do mojej stopy tak, bym czuł twoją chcicę, poocierasz się grzecznie, a później na klęczkach podziękujesz panu za wszystko. Na koniec wypniesz tyłek, rękami chwytając za pośladki, mocno rozchylisz je na boki, gdy zapragnę swobodnie zerżnąć najpierw jedną, a potem drugą dziurkę. Króliczku, nic się nie bój. Nic się nie bój....
Błyskawicznym ruchem wstrzyknął ponownie środek nasenny. Nawet nie drgnęłam. Chciałam umrzeć, nie obudzić się już nigdy więcej.


***


„Nie miałem marzeń, przynajmniej nie takie, które kojarzą się z czymś niedostępnym. Posiadałem cele, nie liczyło się jak, tylko kiedy. Wszystko było kwestią czasu. Wiedziałem, czego chcę i jak to osiągnąć”.
Milczący Anioł
_______



1) Josef Mengele – doktor medycyny, nigdy nieukarany zbrodniarz wojenny z obozu Auschwitz, zwany Aniołem Śmierci.
2) Schnell! Ich bin ein polnisches Schwein! – z niemieckiego: Szybko! Jestem polską świnią!
3) W Korei Południowej przeżyła małpa, która dostała zmodyfikowane serce od świni. Specjalne białko zmniejszyło ryzyko odrzucenia przeszczepu przez układ odpornościowy zwierzęcia.